W snach nic nie jest takie, jak się wydaje.
Od dziecka Kasia uwielbiała zapraszać koleżanki do domu. Mama zawsze pozwalała, bo sama taka była. Jak tylko sięgała pamięcią, u nich zawsze było pełno mamowych przyjaciółek, zwłaszcza w weekend.
Urodziny bez gości? Nigdy. Ojciec był inny spokojny, patrzył na te wizyty obojętnie, czasem nawet pił z nimi herbatę i żartował. Ale zazwyczaj siedziały same, a on grzebał w garażu. Przyjaciół prawie nie miał tylko sąsiedzi.
Kasi podobało się, gdy mamine koleżanki wpadały nawet tak, po drodze. Rzadko piły wino, tylko świętując. Większość czasu spędzały na kawie i herbacie. Gdy przychodzili goście, mama od razu miała lepszy humor śmiali się, czasem nawet śpiewali.
*”Mamo, czy Krysia i Basia mogą do mnie przyjść?”* pytała.
*”Oczywiście, córeczko. Na stole są ciastka i cukierki, poczęstuj je.”* I wychodziła do pracy.
Gdy przyjaciółki zbyt długo nie zaglądały, mama piekła drożdżówki i mówiła:
*”Zaproszę choćby Wandę i ciocię Grażynę zza ściany. Kasieńko, idź ich zawołać.”*
Tak już było. Na studiach Kasia przyjeżdżała na weekendy z koleżanką, czasem nawet na wakacje oczywiście za zgodą mamy. Nawyk przyjmowania gości przeszedł na nią.
Wyszła za mąż na ostatnim roku za kolegę z roku, Marka. Mieszkali sami. Zapraszała przyjaciółki. Marek początkowo protestował, ale zrozumiał, że to dla niej ważne.
*”Marku, u nas zawsze byli goście. Przywykłam. Nie masz nic przeciwko, jeśli też będziemy kogoś zapraszać?”*
*”U nas prawie nigdy nikogo nie było. Moja mama nie znosiła gości. Gdy tata przyprowadził kogoś z pracy awantura do rana. Ale jeśli ci to potrzebne”* I tak się przyzwyczaił.
Wspólnie ustalali, kogo zaprosić. W końcu wyklarowała się grupa znajomych. Markowi nie podobała się tylko jedna przyjaciółka Kasi Bogna. Była samotna, owdowiała i zawsze smutna.
*”Jak ty możesz się z nią przyjaźnić?”* narzekał. *”Wiecznie ponura, słowa z niej nie wyciągniesz. Po co przychodzić, jeśli tylko siedzi w milczeniu?”*
*”Ale ze mną rozmawia. Daje dobre rady. Bogna nie powie nic złego. Potrafi słuchać i dochowa tajemnicy. Nie jest duszą towarzystwa, ale czasem właśnie takiej osoby się potrzebuje.”*
*”No tak, straszna nudziara”*
*”Nie, Marku. Lubię ją. Nie musi być w grupie. Czasem woli przyjść sama. Jestem przy niej spokojna. Nie narzeka, a mnie wspiera. Taka przyjaciółka to skarb.”*
Minęły lata. Kasia i Marek wybudowali dom, urodził się syn. Spotkania z przyjaciółkami trwały czasem na spacerach z dziećmi, częściej u nich, bo było miejsce.
Dwie koleżanki mieszkały z teściowymi, tam nie było swobody. Tylko Iwonka miała własne mieszkanie z mężem i synem. Mimo to wolała przychodzić do Kasi. Czasem zbierali się parami. Mężczyźni popijali raz w garażu, raz w saunie. Tak mijały wieczory.
Pewnego dnia Bogna, rozmawiając, mimochodem rzuciła:
*”Kasia, na twoim miejscu nie ufałabym Iwonie. Uważaj na nią zbyt często patrzy na twojego męża.”*
*”Co ty wygadujesz, Bogna? Iwonka po prostu lubi żarty.”* broniła przyjaciółki.
Lecz słowa Bogny nie dawały jej spokoju.
*”Sama nie ma męża, pewnie zazdrości. Mama zawsze mówiła, żeby trzymać się z dala od samotnych koleżanek. Może czas się odsunąć”*
Porozmawiała też z Markiem.
*”A nie mówiłem? Widziałem, że jest jakaś dziwna”*
Wyrzuciła Bognę z grona przyjaciół. Ale życie się nie zmieniło. Spotkania trwały. Pomagali sobie gdy ktoś wyjeżdżał, odbierali dzieci z przedszkola.
*”Kasia, wyratuj! Odbierz mojego Krzysia. Mój Jarek pojechał na ryby, a ja utknęłam w pracy.”* dzwoniła Iwonka.
*”Jasne, przecież chłopaki chodzą do tej samej grupy.”*
Pewnego dnia Kasia przyszła po Kubę i spotkała Iwonię. Wyszły razem, planowały iść do parku. Gdy szły ulicą, Krzyś zapytał:
*”Mamo, a wujek Marek dziś przyjdzie? Wczoraj przyniósł mi chipsy.”*
Iwona nic nie odpowiedziała, tylko się zaczerwieniła. Kasię zastanowiło: *”Jaki wujek Marek? Mój mąż też Marek”*
Przecież wczoraj wieczorem Marek był u brata pomagał im z meblami. Wrócił koło północy, tłumacząc, że się zasiedzieli.
*”E, przecież Marek to popularne imię”* pomyślała. *”Ale dziwne Iwona ma przecież męża.”*
Zauważyła też, że Iwona chciała zadzwonić, ale telefon się rozładował.
*”Iwona, masz mój, jeśli potrzebujesz.”*
*”Nie, to nic pilnego.”* odparła.
Do parku nie poszły. Iwona nagle złapała Krzysia za rękę:
*”Ojej, Kasia, muszę do mamy wpaść. Nie dziś.”* I szybko odeszła. Kasia nie rozumiała tego pośpiechu.
*”No cóż. To my z Kubą też wracamy.”*
Przez całą drogę myślała o Iwonie. Przypomniała sobie, jak Marek zawsze ją chwalił. Gdy przyjaciółki przychodziły, często coś przynosiły. Iwonka zawsze miała miodowy tort własnej roboty.
*”Tort Iwony jest wyśmienity!”* zachwycał się Marek, nawet przy niej.
*”Twój mąż taki uważny.”* mówiła Iwonka. *”Mój Jarek nigdy by nie pochwalił.”*
Kasia zauważyła też, że Marek żartował głównie z Iwonią.
*”Czyżby między nimi coś było? Niemożliwe”* Ale podejrzenie utkwiło.
Nie mówiąc mężowi, zadzwoniła do jego bratowej.
*”Agnieszka, kupiliście ostatnio meble? Marek mówił, że wczoraj wam pomagał.”*
*”Twój Marek? Nie był u nas od tygodnia. I mebli nie kupowaliśmy.”*
*”A Chyba coś pokręciłam.”* odłożyła słuchawkę.
Czekała na męża. Wrócił, zjadł i wyszedł do garażu, zostawiając telefon. Kasia zawahała się.
*”Nigdy nie grzebałam w jego rzAle gdy wzięła jego telefon i zobaczyła wiadomość od Iwony: „Twój Krzysio się wygadał, że byłeś u nas wczoraj”, zrozumiała, że żadne tłumaczenia już nie mają sensu, bo prawda, choć gorzka, jest tylko jedna.



