Nie spodziewaliśmy się
Nasz tata wyjechał na zarobek gdzieś daleko i zniknął bez śladu, gdy byłem w piątej klasie, a moja siostra w pierwszej. Precyzyjnie mówiąc, wtedy przepadł całkiem. Wcześniej tylko wyjeżdżał na kilka miesięcy i znikał. Rodzice nigdy się nie pobrali, tata był wolnym ptakiem. Jeździł po całej Polsce to tu, to tam. Wrócił, kiedy chciał, zawsze z gotówką i podarunkami. Mama znosiła to wszystko, bo kochała go na zabój.
Włodku, wracaj szybciej prosiła go cicho.
Daj spokój, Halinka. Bez łez. Niedługo będę, przywiozę prezenty.
Całował ją w biegu i znikał. Gdy go nie było, nami opiekował się jego brat, wujek Michał. Myślę, że mama podobała mu się bardzo, choć nigdy nie dawał po sobie tego poznać. Nigdy nie okazywał jej szczególnego zainteresowania. Po prostu był zawsze można było na niego liczyć.
I jak się trzymasz, Halina? Jak dzieciaki? pytał wujek Michał, kiedy wpadał do nas.
Hurra, wujku Michał, przyszedłeś! krzyczałem i rzucałem się w jego ramiona.
Hej, Paweł Michał przytulał mnie krótko, po męsku.
Zawsze chciałem, by to on był moim ojcem.
W weekendy Michał zabierał nas z Anielką (tak miała na imię moja siostra) na spacery, żeby mama miała chwilę dla siebie. Czasem szła z nami, czasem zostawała w domu, żeby pomyśleć o swoim życiu.
Kiedy podrosłem, Michał przyniósł do mieszkania drabinkę gimnastyczną i zmontował ją w korytarzu. Ojca nie było już od pół roku. Pomagałem przykręcać sprzęty. Anielka stała z boku, obserwując jego sprawne ręce.
Wujku Michał, czemu nie masz żony? Takie złote ręce każda by cię chciała rzuciła Anielka, niby dziecko, ale z kobiecą mądrością podsłuchaną od mamy i jej koleżanek.
Nie znalazłem jeszcze tej odpowiedniej, Anielko. Jak znajdę, ożenię się.
A dzieci własnych ci nie brakuje?
Anielka śmiesznie rozłożyła ręce.
Wujek Michał odłożył śrubokręt, popatrzył poważnie:
Na razie wystarczacie mi wy a ty, chcesz się mnie pozbyć? żartował.
Ja? Nigdy! Zawsze się cieszę, gdy przychodzisz uśmiechnęła się szeroko.
Wieczorem zapytałem Anielkę:
Po co go zaczepiasz? Jeszcze się obrazi i przestanie przychodzić.
Tata przywozi prezenty Może już niedługo wróci.
Ciebie kupili za prezenty. Wiesz ile kosztuje ta drabinka i te sprzęty, które wujek nam przyniósł?
Ja tam wolę sukienki i lalki. Nie jestem małpą, żeby się wspinać po drabinkach.
Ale tym razem ojciec nie wrócił. Zniknął. Pewnego dnia Michał przyszedł i zamknął się z mamą w kuchni. Coś jej tłumaczył, a mama płakała.
Halina, nie płacz. Nie zostawię was. Znasz go zawsze szuka lepszego życia.
Mama wyła, a potem długo łkała.
Michał dalej był z nami: pomagał, naprawiał, zabierał dzieciaki na spacery. W końcu zebrał się na odwagę i porozmawiał z mamą o swoich uczuciach. Przypadkiem podsłuchałem.
Michał, ja nie nadaję się na żonę dla ciebie. Jesteś dobrym człowiekiem, zasługujesz na prawdziwe szczęście.
Ja wiem, czego chcę uparcie stwierdził Michał.
A jeśli on wróci?
Michał milczał.
I tak będę na niego czekać. Kocham go, Michał. Nie poradzę nic na to. Jeśli uważasz, że ci taka kobieta potrzebna bez serca
Odsunąłem się cicho od drzwi. Byłem zły na mamę głupia! Jak można kogoś tak kochać i czekać?
Zaczęliśmy żyć wspólnie. Anielka była cała w ojca: była tam, gdzie ją częstowali słodyczami. Nie mogłem jej za to winić. Chyba już wiedziała, że szanse na powrót ojca są nikłe. Michał starał się jak mógł, dbał o naszą dużą rodzinę. Mama urodziła mu syna Wojtka. Michał był przeszczęśliwy. Wzięli z mamą ślub, wszystko powoli się układało.
Skończyłem szkołę bez czwórek, miałem dostać się na uniwersytet na darmowe studia. Mama była dumna, promieniała.
W naszej rodzinie będzie doktor, Michał!
A my co? Nie jedliśmy zupy z buta! śmiał się Michał.
Dajcie spokój! Jak doktor rumieniłem się. Dolejcie mi lepiej szampana.
Przecież i tak już piłeś fuknęła Anielka, a ja robiłem groźne miny.
Wojtek rozrabiał, ciągle właził na stół i rozrzucał wszystko. Michał chwycił go i posadził na kolana.
Słuchaj, synku, zachowuj się. Jesteś duży!
Wojtek od razu złapał łyżkę, przyłożył ją do nosa i śmiał się, robiąc głupie miny. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Słyszycie dzwonek? nastawiła uszu Anielka.
Mama otworzyła drzwi i cofnęła się o krok w progu stanął ojciec. Zrobiło się cicho. Rozejrzał się wokół i rzucił:
Co tak siedzicie? Świętujcie dalej!
Milczeliśmy. Wojtek odczepił się od Michała i podszedł do obcego wujka. Ojciec go zignorował, a mama szybko wzięła Wojtka na ręce, zasłaniając się nim jak tarczą. Michał wstał, lekko się chwiejąc.
Dokąd idziesz? spytała mama słabym głosem.
Muszę się przewietrzyć.
Wyszedł, delikatnie odpychając brata. Ruszyłem za nim, Anielka ze mną.
Córciu, patrz co ci przywiozłem kolorowe ciuchy z zagranicy! rzucił ojciec w stronę Anielki.
Ku mojemu zdziwieniu, Anielka nawet nie spojrzała na ojca podążyła za mną i szepnęła:
Ja pójdę za Michałem, a ty podsłuchaj, co się tu wydarzy.
Ale
Paweł! Tobie zawsze lepiej idzie podsłuchiwanie!
Prawda, przyznałem w myślach. Ukryłem się w korytarzu, z lękiem czekając, czy mama naprawdę doczekała się wielkiej miłości. Co teraz będzie z nami?
Halina, wyszłaś za Michała? szyderczo rzucił ojciec.
Mama milczała.
Halina, przecież już było! Kto nie grzeszył? Wracam!
Usłyszałem szamotaninę, odgłos klapsa i płacz przestraszonego Wojtka.
Idź stąd, Włodek. Wynoś się!
Halina, czemu?
Koniec! Wynoś się! Nikt na ciebie tu nie czekał!
Kłamiesz. Po oczach widać, że czekałaś.
Powiedziałam, co miałam odcięła się mama.
Ojciec wyszedł za chwilę, zobaczył mnie.
Podsłuchujesz? Dobrze. Daleko zajdziesz!
Ale nie obchodziło mnie już, co myśli. Wszedłem do pokoju, spodziewając się, że mama rozpacza, ale ona uspokajała Wojtka, poprawiała fryzurę i ścierała ze stołu jak prawdziwy dyrygent.
Uff, mało nam nie zepsuł święta, prawda? uśmiechnęła się lekko. Chodźcie już wszyscy.
Wojtek już nie pamiętał, że mama się kłóciła z Michałem, zadowolony przesuwał krzesło.
Wyszłem na dwór. Anielka z Michałem siedzieli w parku, po drugiej stronie ulicy. Wtulała się w niego, jakby bała się, że odejdzie. Podszedłem, spojrzałem w zatroskaną twarz Michała.
Tato, chodź już do domu. Mama woła.
Michałowi zadrżały ręce. Anielka położyła na nich swoje dłonie i spojrzała na niego:
Chodź, tato, prawda?
Wyruszyliśmy razem. To miał być przecież nasz dzień skończyłem szkołę.
Czasem los niespodziewanie nam pokazuje, kto jest naprawdę blisko. Warto docenić tych, którzy są z nami nie dla chwilowej wygody, lecz z miłości i oddania.



