Nie chcieliśmy, to się stało samo

Maks, wiesz co? W naszym dziale jest nowa Jagoda. Ale super, naprawdę świetna!

Zofia położyła na stole talerz z omletem i usiadła naprzeciwko niego. Słońce przedzierało się przez firankę, malując wnętrze ciepłym, złocistym światłem. Oparła podbródek dłonią i uśmiechnęła się.

Maks oderwał się od telefonu.

Super? Co w niej tak przykuło twoją uwagę?
Wszystko! rozpromieniła się Zofia. Wczoraj pogadaliśmy i odkryliśmy, że mamy mnóstwo wspólnego. Ona też uwielbia wspinaczkę, chodzi do tego samego klubu, co ja kiedyś. Czyta te same książki. Jakby ktoś skopiował mnie i wstawił do biura.

Maks roześmiał się i sięgnął po kawę.

No to masz przyjaciółkę w pracy, na którą dawno czekałaś.
Dokładnie! Zofia wzięła widelec, ale nie zaczęła jeść. Chciała jeszcze rozmawiać. A poza tym kocha wycieczki. Już umawiamy się na wyjazd w przyszłym miesiącu. Opowiada o wszystkim szczerze, bez tego całego udawania.

Maks skinął, odgryzając kawałek chleba.

Brzmi świetnie. Może mnie do niej przedstawić?
Oczywiście! Zorganizujmy kolację w weekend? Ja ugotuję coś pysznego, posiedzimy, pogadamy.
Dlaczego nie zgodził się Maks lekko. Brzmi jak plan.

Zofia skinęła z zadowoleniem i zabrała się do omletu. W jej życiu wszystko grało: wymarzona praca, lat trzy z chłopakiem, a teraz też przyjaciółka, z którą tak łatwo się łączy. Świat wydawał się prawie idealny.

Dwa tygodnie później Zofia przygotowała kolację w swoim mieszkaniu. Wymyła mieszkanie na błysk, upiekła ulubione danie Maksa pieczonego kurczaka z rozmarynem. Jagoda przywiózła bukiet tulipanów i tort.

Zosiu, tu jest tak przytulnie! wykrzyknęła Jagoda, rozejrzała się. Chciałabym tu zamieszkać na zawsze.

Zofia roześmiała się i przyjęła kwiaty.

Dziękuję. Maks, to Jagoda. Jagoda, to Maks.

Maks wyciągnął rękę i uśmiechnął się.

Miło cię poznać. Zosia opowiadała mi o tobie tyle, że czuję się, jakbym znał cię od stu lat.
Wzajemnie odpowiedziała Jagoda, ściskając dłoń. Mówi, że jesteś najcierpliwszym człowiekiem na świecie.
Trzeba mieć cierpliwość mrugnął Maks do Zofii. Przy takiej aktywnej dziewczynie bez niej nie przetrwałbym.

Wieczór upłynął wspaniale. Maks i Jagoda szybko znaleźli wspólny język. Oboje kochali stare kino i rock siódeł z lat siedemdziesiątych, wymieniali się ulubionymi filmami, spierali o to, który jest lepszy.

Zofia siedziała pomiędzy nimi, obserwując rozmowę. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jej dwie najważniejsze osoby się zaprzyjaźniły. Co może być lepszego?

Po tej kolacji trójka zaczęła spędzać razem więcej czasu: kino, wystawy, wyjścia na łono natury. Maks sam proponował, by zaprosić Jagodę mówił, że z nią nigdy nie jest nudno.

Zofia jedynie cieszyła się.

Jednak z czasem zaczęła zauważać drobne, niepokojące zmiany. Maks częściej zostawał w pracy, choć wcześniej zawsze odchodził na czas. Pisał jej krócej, rzadziej dzwonił bez powodu. Gdy Zofia poruszała tematy przyszłości zakup mieszkania, ślub Maks odpowiadał lakonicznie i wymijająco, jakby to go przytłaczało.

Jagoda też się zmieniła. Zdarzało się, że Zofia łapała się na jej spojrzeniu szybkim, oceniającym, jakby chciała coś powiedzieć, lecz nie odważyła się. Potem znów się uśmiechała i zmieniała temat.

Pewnego wieczoru Zofia siedziała w salonie, a Maks gotował w kuchni. Telefon leżał obok niej. Ekran rozbłysł przybyła wiadomość.

Zofia spojrzała odruchowo. Jagoda. Godzina prawie północ. Krótki tekst: Dzięki za dzisiejszy dzień.

Zofia zamarła. Serce zadrżało. Odłożyła telefon i wpatrzyła się w ścianę. Co to oznacza? Spotkali się dzisiaj? Maks mówił, że został w biurze.

Odrzuciła te myśli. Może przypadkowo się zetknęli, może rozmawiali o pracy, choć Maks pracował w innej firmie. Zofia wstydziła się własnej zazdrości, przekonywała się, że to tylko dobrzy przyjaciele, że wymyśla problemy znikąd.

Lecz cień pozostał.

W marcu trójka wybrała się na wypoczynek w Bieszczady. Planowali to od dawna. Zofia marzyła o weekendzie wśród lasu, o wieczorach przy ognisku. Jagoda od razu podjęła temat, a Maks dodał się do planu. Wynajęli domek nad jeziorem, zabrali namioty i sprzęt wspinaczkowy. Od pierwszego dnia atmosfera była dziwna.

Zofia zauważyła, jak Maks i Jagoda wymieniają spojrzenia. Milczą, gdy Zofia wchodzi do pokoju. Drugiego dnia spacerowali razem wzdłuż jeziora, podczas gdy Zofia odpoczywała po wędrówce na skałki. Maks wytłumaczył, że tylko pokazywał Jagodzie drogę do starej kapliczki, o której opowiadał miejscowy leśniczy.

Zofia skinęła głową, ale w środku coś się kurczyło.

Wieczorem ostatniego dnia oboje siedzieli przy ognisku. Ich twarze były zamglone, winne. Maks unikał spojrzenia w Zofię, Jagoda również. Zofia próbowała ich wyciągnąć z milczenia, ale odpowiedzi były krótkie i nijakie.

Nocą Zofia nie mogła zasnąć. Czuła, że coś nieodwracalnie się zerwało.

Tydzień po powrocie Maks napisał: Zosiu, musimy pogadać. Spotkajmy się w kawiarni.

Zofia patrzyła na ekran telefonu w biurze, czując niepokojący dreszcz.

O piątej przyszła do kawiarni. Maks już siedział przy oknie, obok niego Jagoda.

Zofia stanęła w drzwiach. Przez chwilę chciała odwrócić się i odejść, ale nogi same zabrały ją do stolika. Usiadła naprzeciw, nie zrzucając kurtki.

Co się dzieje? zapytała, patrząc najpierw na Maksa, potem na Jagodę. Ich twarze były pełne winy.

Maks milczał długo, rozrywając serwetkę na małe kawałki. W końcu podniósł wzrok.

Zosiu, nie wiem, jak to ująć. Nie planowaliśmy. To po prostu się stało.

Zofia zaciśnęła dłonie pod stołem.

W Bieszczadach w końcu zrozumieliśmy, że że się w sobie zakochaliśmy mówił cicho. Próbowaliśmy się powstrzymać. Naprawdę próbowaliśmy. Ale nie możemy już dłużej tego ukrywać.

Jagoda zaczęła płakać, łzy rozmazywały jej makijaż.

Zosiu, wybacz mi. Nie chciałam. Przysięgam, nie chciałam cię ranić. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Ale to to jest silniejsze od nas.

Jagoda wyciągnęła rękę w stronę Zofii.

Zofia odsunęła ją. W środku kipiało: gniew, uraza, ból, wszystkie splecione w jedną kulę, która blokowała gardło.

Silniejsze od nas? spojrzała na nich obu. Kręciliście się za moimi plecami Gdy planowałam ślub, dzieci, wspólne życie, wy po prostu się bawiliście? Jak możecie spaść tak nisko? Co wam w tym było?

Zosiu, rozumiej, nie chcieliśmy próbował Maks.
Nie chcieliście? Zofia podniosła głos. Kilku gości odwróciło się, ale ona nie przejmowała się tym. Spotykaliście się za moimi plecami! Pisaliście do siebie nocą! A teraz mówicie, że nie chcieliście? To zdrada, Maks. Najgorsze, co mogłeś zrobić.

Wiem spojrzał w dół. Wiem, że to podły ruch. Nie mogę dalej cię okłamywać. Nie mogę udawać, że wszystko jest w porządku.

A ty? zwróciła się do Jagody. Mówiłaś, że jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Jak mogłaś?

Jagoda zaszlochała i skryła twarz w dłoniach.

Przepraszam. Nie wiedziałam, że tak to wyjdzie. Po prostu rozmawialiśmy, spędzaliśmy czas, a potem zrozumieliśmy, że to więcej niż przyjaźń.

Zofia wstała. Krzesło z głośnym skrzypnięciem odsunęło się w tył. Chwyciła torbę i spojrzała na nich ostatni raz.

Nie chcę was już widzieć. Nigdy więcej.

Wyszła z kawiarni, nie odwracając się. Na zewnątrz było zimno, łzy spływały po policzkach, ale nie wycierała ich. Szła przed siebie, nie zwracając uwagi na drogę, aż w końcu dotarła do metra.

Następnego dnia Zofia złożyła wniosek o przeniesienie do filii w Krakowie. Szef był zaskoczony, ale nie zadawał pytań. Była ceniona, więc przekazanie zgodził się szybko.

Jagoda próbowała dzwonić Zofia zablokowała numer. Maks przesłał kilka wiadomości ona je usunęła, nie otwierając. Maks zabrał rzeczy, gdy Zofia nie była w domu. Została w pustym mieszkaniu, długo stała w środku, patrząc na miejsce, gdzie kiedyś stały jego buty.

Po dwóch tygodniach Zofia już była w Krakowie. Wprowadziła się, rozpakowała rzeczy. Rodzice nie byli zachwyceni, ale Zofia zdecydowanie postanowiła zacząć od nowa, z dala od wspomnień o Maksie i Jagodzie.

Pierwsze miesiące były trudne. Znowu zaczęła wspinać się, ale już sama. To pomagało jej przetrwać.

Pewnego dnia odebrała wiadomość od wspólnej znajomej z Warszawy. Powiedziała, że Maks i Jagoda zamieszkali razem i od dwóch miesięcy są szczęśliwi.

Zofia przeczytała to, wyłączyła telefon.

Ból nie zniknął, ale stał się ciszej. Nie płakała już nocą, nie przewracała w głowie ostatniego spotkania. Po prostu żyła dalej, krok po kroku, dzień po dniu.

Zofia nie straciła tylko chłopaka i przyjaciółki. Straciła wiarę w uczciwość ludzi, w prawdziwą przyjaźń, w miłość, której nie zdradza się tak łatwo.

Jednak postanowiła odbudować swoje życie, tym razem ostrożniej wprowadzając w nie nowych ludzi.

Ból zostanie z nią na długo, ale wiedziała, że przetrwa. Bo nie miała innego wyboru.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − siedem =

Nie chcieliśmy, to się stało samo