Dziennik, 15 października
” Wojtek, zajmiesz się Jasiem? krzyknęła Kinga w stronę pokoju, poprawiając szalik przed lustrem. Wrócę wieczorem, około szóstej. Nie zapomnij dać mu obiadu. W lodówce wszystko gotowe, tylko podgrzać.”
Sobota zapowiadała się wyjątkowo nerwowo w pracy nagły kryzys, a szef poprosił o przyjście w weekend. Nikt poza nią nie umiał tego ogarnąć. Kinga zgodziła się bez namysłu. Praca dawała jej nie tylko złotówki, ale i poczucie, że coś znaczy.
Pięcioletni Jaś bawił się spokojnie w swoim pokoju autkami. Kinga słyszała, jak chłopiec mamrotał pod nosem, naśladując odgłosy silników. Typowe poranne rozgardiasz. Sprawdziła już zawartość torebki, znalazła klucze, gdy z pokoju wyszedł Wojciech.
” Nie oznajmił obojętnie.
Kinga zastygła, dłoń zwisła na klamce. Obróciła się, patrząc na męża ze zdumieniem.
” Co?
Nie będę dziś pilnował dziecka powtórzył Wojciech, mijając ją w drodze do wieszaka. Mam swoje plany.”
Kinga wpatrywała się w niego, nie wierząc własnym uszom. Sześć lat małżeństwa, a nigdy ani razu Wojtek nie odmówił zajęcia się synem. Zawsze wydawał się przykładnym ojcem. Stała tak, próbując ogarnąć sytuację, gdy mąż spokojnie narzucił kurtkę, włożył buty i skierował się do wyjścia.
” Wojtek, nie rozumiem. Co się stało? Kinga postąpiła krok naprzód, lecz on wyminął ją jak przypadkowego przechodnia.
Nic się nie stało rzucił przez ramię i wyszedł, nie oglądając się.”
Drzwi zamknęły się przed nosem Kingi. Stała w przedpokoju, ściskając pasek torebki. W środku wszystko się zaciśnięło. Za godzinę musiała być w biurze. Za godzinę! Chwyciła telefon, drżącymi palcami wybierając numer matki.
” Mamo, wybacz zaczęła Kinga. Potrzebuję pomocy. Natychmiast. Mogłabyś przyjść do Jasia?”
Na szczęście matka nie pytała o szczegóły.
Kinga szybko obliczyła czas mama dotrze za późno. Wpadła więc do sąsiadki. Pani Halina, starsza pani z naprzeciwka, zawsze pomagała w potrzebie. Zapukała, patrząc błagalnie, gdy drzwi się otworzyły.
” Pani Halinko, ratujcie. Zostańcie z Jasiem pół godziny, aż przyjedzie mama. W pracy pożar, a Wojtek… wyszedł.”
Sąsiadka pokręciła głową, ale się zgodziła. Kinga wróciła, wytłumaczyła synowi, że pobawi się u cioci, i wybiegła z domu. Całą drogę do pracy czuła, jakby to był sen. Co to miało znaczyć? Dlaczego Wojtek tak postąpił? Może się pokłócili, a ona nie zauważyła? Przeszukała pamięć nic. Wczoraj wieczorem spokojnie jedli kolację, oglądali film. Nawet rozmawiali o planach.
W biurze nie mogła się skupić. Robiła wszystko mechanicznie, myślami wciąż wracając do poranka.
Kilka razy pisała do Wojtka:
„Gdzie jesteś?”
„O co chodzi?”
„Dlaczego tak postąpiłeś?”
Odpowiedzi nie było. Telefon milczał. Kinga co pięć minut sprawdzała ekran bez zmian.
Wieczorem pospieszyła się, by odprawić matkę do domu.
” Dziękuję, mamo. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.”
Matka pogłaskała ją po głowie, jak kiedyś.
” Nic się nie stało, córeczko. Ale powiedz, co się dzieje? Gdzie Wojtek?
Nie wiem. Wyszedł rano i nie wrócił.”
Kinga odprowadziła matkę. W mieszkaniu cisza dusiła. Weszła do pokoju syna, popatrzyła na śpiącego Jasia. Chłopiec pochrapywał, trzymając pluszowego misia. Tak mały, bezbronny. Pogładziła go po włosach, pocałowała w czoło i wyszła cicho.
Wojtek pojawił się dopiero po dwóch godzinach. Kinga zdążyła już wziąć prysznic, przebrać się, wypić uspokajającą herbatę. Gdy usłyszała klucz w zamku, zastygła. Mąż wszedł tak samo spokojnie, jak rano wyszedł. Zdjął kurtkę, buty, przeszedł do pokoju.
Kinga stała w drzwiach, obserwując go. W środku kipiało. Wojtek nie odrywał wzroku od telefonu. Stanęła przed nim.
” Co to miało być?”
Podniósł na nią obojętne spojrzenie. Tak patrzyli na nią obcy ludzie na ulicy. Nie mąż. Nie ojciec Jasia.
” Zmęczyło mnie udawanie rzucił.
Kinga zamarła. Krew uderzyła jej do skroni. Powoli opadła na brzeg fotela, nie odrywając od niego wzroku.
” Czego się zmęczyłeś?
Tą rodziną. Małżeństwem. Tobą. Synem.”
Kinga wpatrywała się w niego, szukając śladu żartu. Ale Wojtek był poważny. Twarz zimna, obojętna.
” Co masz na myśli? wykrztusiła, ściskając poręcze fotela.
Dokładnie to, co powiedziałem wzruszył ramionami. Nigdy nie chciałem się z tobą żenić, Kinga. To matka mnie zmusiła. Mówiła, że jesteś dobrą, uczciwą dziewczyną. Że takich jak ty trzeba trzymać się kurczowo. Że będę szczęśliwy. Wytrzymałem sześć lat. Ale dłużej nie dam rady. To małżeństwo mnie dusi. Ciągnie w dół.”
Kinga patrzyła na niego z niedowierzaniem. Łzy napływały do oczu, ale nie pozwoliła im płynąć. Nie teraz. Nie przy nim.
” To czemu znosiłeś to tak długo? Jeśli było ci tak źle, czemu nie odszedłeś wcześniej?”
Na twarzy Wojtka przemknął cień irytacji.
” Dla ciebie. Dziecko podrosło. Dasz sobie teraz radę sama. Gdybym odszedł wcześniej, byłoby ci ciężej. Więc czekałem.”
Kinga parsknęła śmiechem. Gorycz i histeria. Patrzyła na męża jak na obcego.
” Dziękuję za taką łaskę syknęła, ocierając łzy. Jakże wspaniałomyślnie z twojej strony.
Powinnaś być wdzięczna! Wojtek podniósł głos. Przez cały ten czas ci nie zdradzałem. Byłem wiernym mężem. Masz pojęcie, co mnie to kosztowało?
Wdzięczność? Kinga zerwała się z fotela. Tobie? Za co? Za to, że nie chodziłeś na boki? To nie ja ciągnęłam



