Nie chciała mieszkać z synową, ale musiała
Wanda Piotrowska otarła ręce o fartuch i znów zajrzała do chłodnego jeszcze pieca. Szarlotka rumieniła się tylko z jednej strony, jeszcze nie była gotowa. A za oknem już skrzypnęła furtka synowa wracała. I syn. I wnuczek. Całe ich małe stadko wracało z niedzielnego spaceru.
Babciu! rozległ się dzwoneczny głos pięcioletniego Krzysia, i Wanda mimowolnie się uśmiechnęła. Dla tego głosu była w stanie znieść wszystko, nawet codzienną przykrą obecność Ewy, swojej synowej.
Mamo, znowu cały dzień stoisz przy garcie? Piotr, jej syn, wszedł do kuchni, pocałował matkę w policzek i od razu sięgnął po ciepłą jeszcze szarlotkę.
Ręce! klepnęła go po palcach Wanda Piotrowska. Najpierw umyj.
Wando Piotrowska, obiecała pani dzisiaj odpocząć Ewa pojawiła się w progu kuchni, trzymając siatki z zakupami. Umówiłyśmy się: ja robię obiad, pani odpoczywa.
Wanda zacisnęła usta. Znów jej mówi, co ma robić we własnym domu.
Odpoczywam, kiedy piekę odparła sucho. I co złego, że chcę sprawić przyjemność wnukowi?
Ewa westchnęła i w milczeniu zaczęła rozpakowywać zakupy. Piotr rzucił matce wyczekujące spojrzenie: „Znowu zaczynasz?”. Wanda udawała, że nie widzi.
Krzyś, idź umyć rączki, będziemy pić herbatę z babcinej szarlotki zawołała wnuczka, demonstracyjnie ignorując synową.
A przecież kiedyś miała swoje życie. Swój dom, gdzie była jedyną panią. W soboty przychodziły kolegantki na ploteczki, w ogrodzie kwitły jej ukochane róże, a wieczorami oglądała seriale, wygodnie rozsiadłszy w fotelu. Ale wszystko runęło w jednej chwili, gdy wybuchł ten przeklęty pożar.
Wanda do dziś pamiętała swój krzyk, gdy zobaczyła ogień, krzyki sąsiadów, wycie strażackich syren. Stała na ulicy w nocnej bieliźnie, narzuciwszy na ramiona czyjąś kurtkę, i patrzyła, jak płomienie pożerają jej dom. Trzydzieści lat życia zamieniało się w popiół na jej oczach.
Nie martw się, mamo mówił wtedy Piotr, obejmując ją za ramiona. Zamieszkać z nami, dopóki nie załatwimy z ubezpieczenia.
„Zamieszkać z nami” rozciągnęło się na miesiące. Małe dwupiętrowe mieszkanie syna, synowej i wnuka stało się dla niej wymuszonym schronem. Spała na rozkładanym łóżku w salonie, codziennie je przybierała i ciągle czuła się tam jak nieproszony gość.
Babciu, pomogę ci miesić ciasto! Krzyś wrócił z mokrymi jeszcze rączkami i błyszczącymi oczami.
Następnym razem, słoneczko uśmiechnęła się Wanda. Szarlotka już prawie gotowa, widzisz?
Ale ja chcę teraz coś zrobić!
Nie dzisiaj, Krzysiu wtrąciła się Ewa. Babcia jest zmęczona. I późno już, zaraz będzie obiad.
Wanda rzuciła synowej niechętne spojrzenie. Znów rozkazuje. Znów decyduje za nią.
Wcale nie jestem zmęczona zaprotestowała. I z wnukiem mogę spędzać czas, ile chcę.
Mamo Piotr zmęczonym gestem potarł nos. Nie zaczynajmy znowu…
Co ja takiego powiedziałam? Wanda rozłożyła ręce. Czy nie mam prawa spędzać czas z własnym wnukiem?
Ma pani, oczywiście Ewa starała się mówić spokojnie, ale Wanda widziała, jak pobli



