Nie chciała, ale musiała: Historia Vasilii, młodej pracownicy poczty z polskiej wsi, która przez tra…

Nie chciałem, ale zrobiłem

Palenie nigdy nie było dla mnie, ale jakoś byłem przekonany, że w trudnych chwilach pomoże mi wyciszyć nerwy. Stałem przed domem mojej zmarłej babci w małej, mazowieckiej wsi i patrzyłem na pustą ulicę myśli miałem ciężkie, ciemne i niespokojne. Od pewnego czasu życie stało się dla mnie źródłem poważnych rozterek.

Mieszkam sam w odziedziczonym po babci domu, rodzice żyją we wsi siedem kilometrów dalej. Chciałem już tej samodzielności, dorosłego życia, mam w końcu dwadzieścia trzy lata. Zatrudniam się na poczcie.

Nie potrafiłem dopalić papierosa do końca, zgasiłem go nerwowo o chodnik i wyrzuciłem do śmietnika.

Palenie mi wybitnie nie pasuje. Moja koleżanka Beata to potrafi jednego za drugim, to ona mi doradziła, że podobno uspokaja, ale chyba to kit… pomyślałem.

W tym momencie pod moim domem przejeżdżał nowy dzielnicowy Antoni, przeniesiony z sąsiedniej gminy. Słyszałem o nim już w pracy. Patrzyłem za jego autem, potem wszedłem do domu. Słońce już zachodziło, przede mną było ważne i bardzo nieprzyjemne zadanie…

Na poczcie dzień wcześniej nie było tłumów, ale czasami ktoś ze znajomych wpadał z jakąś pilną sprawą.

Jutro tu będzie prawdziwe oblężenie rzuciła pani Janina, nasza pocztowa nestorka. A dziś cisza przed wypłatą emerytur.

Pani Janina przepracowała tu trzy dekady, cała wieś już jej nie pamięta młodszej.

Trzydzieści lat już się tu kręcę, wszyscy mnie znają, nie wyobrażam sobie pracy nigdzie indziej.

Oj, pani Janino, uśmiechnęła się młoda Beatka moja mama mówi, że bez pani poczta już dawno by nie przetrwała. Cały porządek na pani się opiera.

Jakoś by przetrwała, święte miejsce nigdy nie pustoszeje. Zastępstwo się znajdzie kiedy pójdę na emeryturę…

Weszła rozgrzana Maria, kobieta dobrze po czterdziestce. Ale dziś upał! Przyszłam bo moja sąsiadka babcia Jagoda chciała przedłużyć prenumeratę na czasopismo. Ona uwielbia czytać, a my jutro bladym świtem wyjeżdżamy nad Bałtyk. Bojąc się, że zostanie bez magazynów prosiła bym wszystko załatwiła. Szkoda mi jej, nie wychodzi, więc czyta mnóstwo, czas wtedy szybciej leci.

Oj Maria, nie boisz się tak daleko, do Gdańska, i to pociągiem? pyta pani Janina tonem, jakby sama niedawno wróciła znad morza.

Nie boję się śmiała się Maria. W pierwszy dzień wrzucę zdjęcia na Facebooka, mam nowy strój kąpielowy, więc patrzcie.

Ile to trzeba mieć pieniędzy na rodzinne wakacje nad morzem? zapytała znacząco Beatka.

Mają przecież, mąż Marii jest rolnikiem odparła z przekonaniem pani Janina.

Ja milczałem, nie odzywałem się za dużo. Siedziałem z boku, zerkałem w komputer i słuchałem. Myślałem…

Po chwili pojawił się dzielnicowy Antoni. Przywitał się energicznie.

Dzień dobry. Powinienem dostać awizo na nazwisko, proszę zerknąć odezwał się do Beatki, ale zaraz spojrzał na mnie.

Nie wiedziałem, że tu pracują tak ładne dziewczyny… Chociaż smutna jesteś bardzo…

Pani Janina zauważyła jego spojrzenie.

Ach, to Justyna mojego narzeczonego niedawno pochowała wyjaśniła.

Rozumiem odpowiedział Antoni, a Beatka oznajmiła, że na jego nazwisko nic jeszcze nie przyszło.

Trzy tygodnie temu zginął tragicznie mój ukochany Paweł, znaleziono go pobitego na peryferiach powiatowego miasta. Mówiono, że grywał w nielegalnych pokerowych klubach. Nie miałem o tym pojęcia. Policja wciąż nikogo nie zatrzymała. Pewnego wieczora z miasta przyjechało dwóch młodych ludzi, których kojarzyłem z towarzystwa Pawła.

Twój narzeczony zalega nam potężną sumę.

Ale przecież on nie żyje powiedziałem przestraszony.

A długi nie umierają odparł jeden z nich, Łukasz, i podał kwotę: trzydzieści tysięcy złotych.

Skąd mam takie pieniądze zdobyć?

To już twój problem. Zresztą wiadomo, że tu łatwiej się dorobić podpowiedział. Pracujesz na poczcie, powinieneś wiedzieć o każdego statusie majątkowym.

Skąd mam wiedzieć kto ma pieniądze…

Nie udawaj. Wiesz doskonale odpowiedział Łukasz stanowczo. Potrzebujemy gotówki. Za dwa tygodnie wracamy. Policja? Zapomnij, inaczej zginiesz. Oto wytrychy. Otworzysz każdy zamek.

Gdy tylko wyszli, zamknąłem szybko drzwi. Serce mi waliło jak młotem. W domu cisza, za oknem ciemność. Przez dobę nie mogłem spać, podjąłem decyzję tej nocy spróbuję wejść do domu Marii. Wyjechali, nie mają psa, tylko zamknięta brama. Przeszedłem przez płot.

Wytrychem bez trudu otworzyłem zamek. Bałem się potwornie wiem, że robię coś strasznego, jestem przestępcą, tak jak tamci, którzy mnie do tego zmusili.

Szukałem pieniędzy długo. Oświetlenie z latarni padało przez okno, w pokoju było jasno.

Boże, co ja wyprawiam myślałem przerażony. Chcę żyć, Paweł, co ty zrobiłeś? Teraz spoczywasz pod ziemią, a ja muszę za ciebie cierpieć i łamać prawo…

Wiedziałem, że powinienem zgłosić się na policję, ale bałem się Łukasz jest bezwzględny… Znalazłem tylko piętnaście tysięcy złotych i w szufladzie komody złoty pierścionek oraz bransoletkę Marii. Na stole laptop schowałem wszystko do torby.

Cicho wyszedłem do stołówki
Tak samo niepostrzeżenie wydostałem się z domu Marii, torba na ramieniu, rozglądałem się nerwowo. W oknach mrok, gdzieniegdzie ujadały psy. Nikogo nie było, nikt nie zauważył. Trząsłem się z lęku.

W domu schowałem torbę głęboko w starym babcinym kufrze i nakryłem starymi ubraniami. Nie zmrużyłem oka tej nocy, dręczyły mnie myśli. Do pracy szedłem z bólem głowy. Około południa wypadłem z poczty w kierunku pobliskiego baru mlecznego.

Dzień dobry, powiedział Antoni, pojawiając się tuż przede mną. Zadrżałem. Uśmiechnął się: Nie bój się, idę tędy przypadkiem, też lecę na obiad.

Dzień dobry odpowiedziałem cicho, myśląc gorączkowo: Czyżby już wszystko wiedział? Czy czekali na mnie?

Tak, czekałem na ciebie powiedział z uśmiechem.

Spojrzałem mu w oczy, napotkałem tylko żart i życzliwość, więc się uspokoiłem. Od tamtego dnia zaczęliśmy jadać razem obiady i czasem potem odprowadzał mnie do domu, coraz częściej zostawał na noc.

Plotki rozeszły się jak świeże bułeczki:

Złapała Justyna dzielnicowego, sprytna złościła się Tamara. Antoni podoba się mojej córce Tosi, zagapiła się, a ta była szybsza…

E tam, widać że Antoni zakochany, Justyna mu wpadła w oko tłumaczyli inni.

Prawda, uczucia były odwzajemnione, miłość nas połączyła, choć ludzie kręcili nosem.

Ledwo narzeczonego pochowała, już się kolejny znalazł.

Nie musi przecież cierpieć przez całe życie bronili mnie inni.

Nie mogłem sobie znaleźć miejsca, zbliżał się termin wizyty tamtych z miasta. Bałem się, a co jeśli trafią na Antka w moim domu? Pragnąłem mu wyznać swoją winę, ale czas uciekał. W końcu dwa dni przed spotkaniem postanowiłem:

Antoni, muszę ci się do czegoś przyznać zacząłem drżącym głosem.

Antoni się roześmiał: Wiem też bardzo cię kocham…

To nie o to chodzi…

Słuchał mnie uważnie i poważnie, trudno było mu uwierzyć, że mógłbym się posunąć do czegoś takiego. Ale zaraz rozumiał, przecież mnie zastraszono.

Justyna, policja musi wiedzieć. Gdzie te rzeczy? Powinnaś była od razu się zwrócić, nie jesteś sama…

Wyciągnąłem torbę i oddałem mu wszystko. Obiecał mi pomoc i wsparcie. Za dwa dni wieczorem usłyszałem pukanie serce biło mi jak oszalałe. To Łukasz ze wspólnikiem żądali pieniędzy.

Nie udało mi się ich zdobyć, ale coś wymyślę, proszę o więcej czasu starałem się mówić spokojnie.

Łukasz złapał mnie za ramię, ścisnął mocno.

Czas już się dla ciebie skończył, albo pieniądze, albo… szarpnął mnie za kołnierz, rozdarł koszulę. W tym momencie zobaczyłem, jak jego kumpel osunął się na podłogę. Za nim padł Łukasz. Obaj leżeli już obezwładnieni, a Antoni zakładał kajdanki, drugi policjant pilnował bandytów.

Już po wszystkim powiedział cicho Antoni. Dostaną co trzeba za swoje. Rano zgłoś się na komisariat.

Przesłuchiwano mnie długo, wyznałem prawdę śledczemu. Maria wróciła z rodziną z urlopu, wszystko im zwrócono, a Antoni poprosił by mojej roli nie ujawniać. Tak się sprawy potoczyły, że oficjalnie całą winę przypisano Łukaszowi i jego kompanowi to oni zamordowali Pawła. Trafili na długo do więzienia.

Antoni oświadczył mi się, odbył się skromny ślub. Jego miłość uleczyła moje rany i zmyła winy, które na sobie nosiłem. Teraz wychowujemy córeczkę Olę.

Lekcja dla mnie jest prosta nigdy nie wolno się poddawać, nawet w najczarniejszych chwilach. Trzeba szukać wsparcia, nie działać w samotności, bo wstyd i strach do niczego dobrego nie prowadzą. Dobre serce drugiego człowieka potrafi ocalić nawet to, co wydaje się stracone.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × trzy =

Nie chciała, ale musiała: Historia Vasilii, młodej pracownicy poczty z polskiej wsi, która przez tra…