— Nie chcesz pomóc siostrze? Jest jej ciężko po rozwodzie — skarciła matka.
Dwie siostry siedziały przy okrągłym stole w domu matki, wysłuchując jej narzekań.
— Twój Krzysztof to prawdziwy nieudacznik! — nie owijając w bawełnę, stwierdziła Halina Januszewska. — Na platformie pracuje, a do domu przynosi grosze!
— Mamo, sześć tysięcy złotych to dla ciebie już nie pieniądze? — warknęła młodsza córka, Weronika.
— Mnie to wcale nie obchodzi. Ważne, żeby cię utrzymywał — syknęła kobieta, zaciskając usta.
— Przecież utrzymuje! — zmarszczyła brwi dziewczyna.
— Nie widzę! Wczoraj pożyczyłaś ode mnie pięćset złotych — przypomniała Halina. — Nie potrafi cię wykarmić? Rozwód! Szukaj kogoś, kto da ci godne życie. A do tego… spojrzysz na niego i od razu widać — dziwak ostatni.
— Mamo, chyba, przesadzasz — milcząca dotąd Agnieszka postanowiła wesprzeć siostrę.
— Czy ja kłamię? Nondescriptowy, rudy, jeszcze sepleni — zaśmiała się szyderczo i przewróciła oczami. — Weroniko, zasługujesz na więcej. Zanim będzie za późno, musisz się rozwieść — dodała, zwracając się do młodszej.
— Mamo, Krzysztof ma złote ręce. Zresztą, nie ocenia się książki po okładce — Agnieszka, widząc presję na siostrę, próbowała łagodzić. — Jeśli mierzysz wszystko pieniędzmi, ma mieszkanie, samochód, a Weronikę kocha. To widać.
Halina zacisnęła usta i spojrzała na starszą córkę z pogardą.
— Sama jesteś sama, choć trzydziestka za pasem. Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy — odcięła się. — Za dekadę będziesz łapać się każdego…
Weronika słuchała w milczeniu, patrząc obojętnie to na matkę, to na siostrę.
— Zachwycasz się nim… Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, samochód — polska pudo. Wstyd nawet wspomnieć — wycedziła Halina.
— Weroniko, co ty o tym myślisz? — Agnieszka zwróciła się do siostry. — Masz swoje zdanie?
— Nie wiem… Może mama ma trochę racji — wydukała dziewczyna, która dotąd broniła męża, teraz ulegając matce. — Niedawno powiedział, żebym szukała pracy…
— Widzisz! — Halina założyła ręce na piersi. — Już do tego doszło! Strasz pomyśleć, co dalej!
— Dlaczego Weronika nie miałaby pracować? Mało kto dziś staje na utrzymanie całej rodziny. Dziwię się, że Krzysztof tak długo zwlekał — odezwała się Agnieszka.
— Czemu tak go bronisz? Podkochujesz się? — matka wpiła wzrok w córkę.
— Boję się, że przez twoje wtrącanie zrujnujesz siostrze życie — odparła spokojnie.
— To nie twoja sprawa! — warknęła Halina. — Weronika zasługuje na więcej. Gdyby ją kochał, zapewniłby jej dostatnie życie. Nawet wyglądać porządnie nie potrafi…
Weronika, otworzywszy usta, wpatrywała się w matkę, chłonąc każde słowo.
Kazania Haliny przyniosły efekt. Wkrótce dziewczyna zaczęła krytykować Krzysztofa.
— Myślisz, że zarabiasz wystarczająco? — spytała męża.
— Normalnie. Dlaczego?
— Ja tak nie uważam — pokręciła głową. — Znajdź lepszą pracę.
— Lepszą? Jestem zadowolony — odparł obojętnie, ale zaniepokojony.
— Ja nie! Mieszkanie jak klitka, samochód — polski gruchot… Wstyd przed sąsiadami…
— Dziwne. Wcześniej ci pasowało — zamyślił się. — Co się zmieniło?
— Nic. Po prostu widzę cię teraz inaczej. Wcześniej emocje przesłaniały mi oczy… — tłumaczyła się Weronika.
— Świetnie — odparł chłodno, sądząc, że temat ucichnie.
Lekcje Haliny działały jednak dalej.
— Zaczyna mnie irytować twoje marudzenie — warknął przez zęby. — Słyszałem, ale nic nie zmienię.
— Potrzebuję męża, który się rozwija, a nie stoi w miejscu!
— Przepraszam, że nie spełniam oczekiwań! — rzucił lodowato, otwierając szafę z jej rzeczami. — Pakuj się!
— Gdzie mam iść? — uniosła brwi.
— Tam, gdzie będzie nowe mieszkanie i zagraniczne auto. Nie wybaczę sobie, jeśli zmarnujesz życie z nieudacznikiem. Na pewno znajdziesz kogoś, kto obsypie cię złotem. Ja nie potrafię…
Halina pierwsza dowiedziała się o wyrzuceniu Weroniki.
— A to drań! Kto by pomyślał? Trzeba było z nim nie wiązać się wcale! — lamentowała, rzucając przekleństwa.
— Prosiłam tylko, żeby się rozwijał… — szlochała Weronika.
— Cham i prostak! Znajdziesz lepszego, a on będzie żałował! — pocieszała Halina.
Bez mieszkania i męża Weronika zamieszkała w pokoju dziecięcym u matki.
— Co teraz zrobisz? — spytała Agnieszka, wezwana przez Halinę.
— Nic — odparła obojętnie, wpatrzona w telefon.
— A praca?
— Po co? Znajdę bogatszego od Krzysztofa — stwierdziła rzeczowo.
— Zostaw ją! Niech odpocznie po stresie — ucięła Halina.
Przez dwa miesiące kobieta utrzymywała leżącą na kanapie córkę.
W końcu zadzwoniła do Agnieszki.
— Nie pomożesz siostrze? — spytała oskarżycielsko.
— W czym?
— W finansach. Samotnie nie dam rady.
— Kto kazał ci mieszać jej w głowie? — Agnieszka zaskoczyła matkę. — Nie wtrącałabyś się, byłoby dobrze.
— Co?! — Halina przyłożyła dłoń do serca. — Jak śmiesz?! Ten twój gamoń, tchórz i prostak! Nie udźwignął takiej jak Weronika! Wynajmij się stąd! Dość mam twoich osądów!
Na krzyk wyszła Weronika.
— Bronisz tego, który mnie zdradził i wyrzucił?
— Sama jesteś winna! Mniej słuchaj matki…
— Uczyć mnie będziesz? Sama stara panna! — wrzasnęła.
Agnieszka pokręciła głową i wyszła.
Chęć do dalszych kontaktów zniknęła. U Weroniki i Haliny — podobnie.



