Nie była sama. Zwyczajna opowieść Późny zimowy poranek powoli rozjaśniał osiedle. Dozorcy z energią…

To nie była samotność. Zwykła historia

Świtał późny, zimowy poranek. Dozorcy z głośnym szuraniem odgarniali śnieg na podwórku przed blokiem.

Drzwi klatki schodowej co chwilę trzaskały, wypuszczając na zewnątrz ludzi spieszących się do pracy.

Kot Feliks siedział na parapecie i z wysokości szóstego piętra obserwował cały ten ruch.

W poprzednim życiu Feliks był finansistą i wtedy, poza pieniędzmi, nic go właściwie nie obchodziło ani nie zajmowało jego myśli.

Teraz jednak zrozumiał, że w życiu są rzeczy o wiele ważniejsze.

Dziś już wiedział, że nie ma nic cenniejszego od ciepłego spojrzenia, odruchu serdeczności i dachu nad głową. Cała reszta przyjdzie sama.

Feliks odwrócił się na starym, wysiedzianym tapczanie spała babcia Wanda, jego wybawczyni.

Zeskoczył z parapetu i ułożył się tuż przy jej głowie, miękkim grzbietem ogrzewając jej siwe skronie.

Feliks dobrze wiedział, że babcię Wandę co rano boli głowa i robił, co tylko mógł, by jej ulżyć.

Feliks, ty to jesteś mój lekarz babcia Wanda otworzyła oczy czując ciepłe futerko Znowu zabrałeś ból, no masz ty coś w sobie. Dziękuję ci, cudaku. Jak ty to robisz?

Feliks lekko machnął łapką, jakby mówił, że to dla niego pestka, że potrafi jeszcze więcej!

W tym momencie z przedpokoju dało się słyszeć ciche, nieco zazdrosne posapywanie. To pies Gustaw patrzył z ukosa.

Gustaw od lat był wiernym i oddanym przyjacielem babci Wandy.

Zawsze, gdy na klatce rozlegały się obce kroki, oszczekiwał głośno, żeby każdy wiedział, że babcia Wanda jest pod dobrą opieką.

A może właśnie dlatego uważał się za gospodarza w domu.

Kim on był wcześniej? Może jakimś majstrem albo policjantem, rozważał Feliks, obserwując Gustawa. Tak hałaśliwy z niego typ, no ale, niech i tak będzie z nim może rzeczywiście jest bezpieczniej.

Moje kochane stworzenia, co ja bym bez was zrobiła babcia Wanda z wysiłkiem dźwignęła się z tapczanu Chodźcie, dam wam jeść i na spacer zaraz pójdziemy.

A jak niedługo dostanę emeryturę, to kupię wam kurczaka.

Słowo kurczak wywołało euforię.

Kot zaczął rozmasowywać tapczan łapkami, głośno mrucząc i ocierając się głową o artretyczną dłoń staruszki.

No patrz, pyszałek mały, rozumie każde słowo rozczuliła się babcia Wanda. Gustaw zaszczekał, jasno pokazując, że i on wszystko pojął, po czym wcisnął swój wilgotny nochal w jej kolana.

Ach, jakie to są czułe stworzenia, ile od nich w domu ciepła, i na sercu od razu jakby mniej samotnie uśmiechała się babcia.

Jak już umrę, to co potem? Kto to wie, tyle się gada, spróbuj się w tym połapać. A ja bym chciała być kotką, żeby dobrzy ludzie mnie przygarnęli. Psem pewnie bym nie dała rady, nie umiem szczekać za cicha jestem. Chociaż, kto wie. Ale kotką byłabym porządną, mruczącą i miłą. Tylko żeby do dobrych ludzi trafić.

Phi, co za dziwne myśli przychodzą człowiekowi na starość babcia Wanda westchnęła.

Nie zauważyła nawet, jak kot uśmiechnął się pod wąsem i spojrzał z dumą na psa.

Chciałaby być kotką, nie psem.

Teraz Feliks potrafił już czytać w myślach, co stanowiło całkiem przyjemny bonus.

Takie to czasy nastały.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć − 4 =

Nie była sama. Zwyczajna opowieść Późny zimowy poranek powoli rozjaśniał osiedle. Dozorcy z energią…