Nie będę już z wami mieszkać! Wam zawsze coś nie pasuje! – Janina patrzyła na mamę z gniewem i żalem. – Rozumiem w dzieciństwie: tam nie chodź, tego nie rób, ale mam już dwadzieścia lat, mamo!

Nie będę już z wami mieszkać! Ciągle wam coś nie pasuje! Zuzanna patrzy na mamę z wyrzutem i złością. No dobra, jak byłam dzieckiem: tu nie idź, tego nie rób, ale mam już dwadzieścia lat, mamo! Dwadzieścia! Od dwóch lat jestem pełnoletnia.

A skoro jesteś dorosła i nie chcesz z nami mieszkać, to poszukaj pracy, wynajmij i opłać własne mieszkanie. Oto moja odpowiedź, córko.

Pięknie! parsknęła Zuzanna. Najpierw: ucz się, nie baw się, nie łazęguj z koleżankami, a teraz: idź do pracy. Studia już nie są ważne, tak? I jakby nie można było pomóc własnej córce.

Sama zawsze twierdziłaś, że jesteś samodzielna poparł mamę tata. Nie pytasz nas o zdanie. Skoro nie chcesz naszych rad, możesz zacząć w pełni niezależne życie.

Takie rozwiązanie nie do końca odpowiada Zuzannie. Mama nie zmusza jej do sprzątania ani gotowania, tata opłaca czynsz oraz zakupy, a na konto córki co jakiś czas dorzuca trochę pieniędzy. Życie jest wygodne i bezproblemowe. Gdyby tylko rodzice się nie wtrącal…

Ale zawzięty charakter Zuzanny nie pozwala cofnąć się w pół kroku. W rodzinie opowiada się legendę, że jedna z jej praprababć była zawziętą rewolucjonistką. Gdy rodzice narzekają na upór Zuzanny, zawsze wspominają tę historię.

Znajduje pracę i wynajmuje małą kawalerkę niedaleko uniwersytetu w Warszawie. Dopiero teraz czuje, co znaczy, gdy brakuje pieniędzy. Wcześniej słyszała o tym przelotnie: w autobusie, podczas rozmów rodziców ze znajomymi albo w licznych programach telewizyjnych, gdzie padało Nie wystarcza pieniędzy nawet na podstawowe rzeczy.

Najem mieszkania pochłania większość, i tak nie za wysokiej, pensji w złotówkach. Trzeba jeszcze kupić jedzenie, bilety na komunikację, opłacić rachunki oraz wszystko to, co wymaga wydatków. Głośne imprezy, o których marzyła, schodzą na drugi plan. Nawet nieświadomie uczy się cenić to, co sama zarobi, i niektóre czepialstwo rodziców nie wydaje się już takie krzywdzące.

Wracając po pracy do domu, Zuzanna słyszy przed sobą hałaśliwe rozmowy dwóch młodych chłopaków rzucających głupimi, niecenzuralnymi żartami. Zuzanna kręci głową: co oni mają w głowie, naprawdę?

Na schodkach nieczynnego już od lat warzywniaka, w bramie stolicy, siedzi staruszka. Zuzanna widuje ją tu często. Starsza pani mamrocze do siebie, niewyraźnie. U stóp ma puszkę, do której przechodnie czasem wrzucają drobniaki. W czasach płatności bezgotówkowych coraz rzadziej ktoś ma w kieszeni jakieś monety lub drobne złote. Zuzanna zawsze stara się zostawić choć parę drobnych. Nie wie nawet czemu kiedyś nie zwróciłaby nawet uwagi na żebrzącą.

Choć żebraczką by jej nie nazwała. Stare, znoszone ubrania i puszka przy nogach nie są w stanie ukryć godności tej kobiety. Każdej osobie dziękuje skinieniem głowy i dalej cierpliwie siedzi na szarych, betonowych schodach.

Chłopcy przechodząc koło niej wzdychają pogardliwie. Jeden z nich kopie puszkę. Ta z hałasem turla się, a nieliczne monety rozbiegają się po asfalcie.

Babcia z trudem wstaje, zaczyna zbierać monety do trzęsących się rąk.

Co wy robicie, głupki! Zuzanna płonie ze złości i rzuca się pomóc staruszce.

Chłopcy rżą, rzucają w jej stronę jakieś wyzwiska i odchodzą.

Proszę, pieniądze podaje Zuzanna monety kobiecie. I jeszcze to. Wyjmuje z portmonetki przygotowany banknot i podaje jej.

Dziękuję słabo odpowiada pani i podnosi wzrok. Zaskakująco młode oczy na pomarszczonej twarzy. Poznaję cię, zawsze zostawiasz tu pieniądze.

Gładzi zniszczoną puszkę drżącymi palcami.
Zgniotła się. Trzeba będzie poszukać nowej.

Według Zuzanny kobieta wygląda bardzo źle.

Mieszka pani daleko? pyta.
Stara pani kręci głową.
Tam są te blokowiska. Tam.

Pozwoli pani, odprowadzę panią podaje jej ramię Zuzanna. Wydaje mi się, że trudno będzie pani dojść.

Sercem słabo. Zmartwiłam się kobieta ciężko opiera się na jej ręce. Dziękuję. Nie zatrzymam cię długo.

W niewielkim mieszkaniu na trzecim piętrze wita je gromada kotów. Zuzanna aż się wzrusza. Zwierząt jest mnóstwo, gubi rachubę.

Dwanaście uśmiecha się staruszka, widząc jej zaskoczenie. Nigdy nie myślałam, że będę mieć tyle.

Po co pani tyle kotów?

Nie one mi są potrzebne, tylko ja im. Beze mnie zginęłyby. Kapię i Lusię ktoś wyrzucił zimą w reklamówce na śmietnik. Wynosiłam śmieci, znalazłam. Lusia jeszcze piszczała, Kapa ledwie żyła. Puszkę zabrałam chłopakom, Romka przybłąkał się pod sklepem. Fenię znalazłam z kociętami w piwnicy, bałam się, że je otrują zabrałam je do siebie… Myślisz, że zwariowałam?

Nie, skąd… Zuzanna się peszy. Tylko ich rzeczywiście dużo. Trzeba je przecież karmić.

Dlatego siedzę na ulicy kiwa głową staruszka.

Od tego dnia się zaprzyjaźniają. Zuzanna nie umie już żyć tak, jakby nigdy jej nie spotkała. Bywa u pani Genowefy Zielińskiej, jak poznaje dane staruszki, coraz częściej. Opisuje jej historię na swoim profilu w mediach społecznościowych. Ku własnemu zdziwieniu wśród kąśliwych komentarzy pojawiają się dobre słowa, wyrazy współczucia i propozycje pomocy. Potem tych wiadomości jest jeszcze więcej.

Córciu pyta przezornie tata. Po co ci to wszystko? Nigdy nie ciągnęło cię specjalnie do zwierząt.

Tato, to nie jest kwestia miłości do zwierząt. My w domu o tym nawet nie gadaliśmy. Wiedziałam, że nigdy byście się nie zgodzili na psa czy kota w mieszkaniu. Nawet nie pytałam. Teraz też się zastanawiam: dlaczego?

Zuzanna zamyśla się, po czym dodaje:

Pani Genowefa powiedziała, że nie koty jej są potrzebne, tylko ona jest im potrzebna. Tato, to prawda. Beznadziejnie chorych, starych, nikt by nie wziął. Bez niej już by zginęły.

To co, teraz wszystkie będziemy zbierać? Mama rozkłada ręce. Zuzia, przecież zobacz, ile ich jest!

Nie każdy potrafiłby jak ona. Zuzanna wzdycha. Ja raczej nie umiałabym. Ale trochę pomóc, to nie taki wysiłek.

To nie jest dużo wzdycha mama. Sama przecież mówiłaś, że nie masz pieniędzy, i że mieliśmy rację z tatą. Teraz oddajesz je obcej osobie. Zuzka, nie sądzisz, że ta staruszka cię naciąga?

Mamo, trzymam się swojego zdania. Pani Genowefa nikogo nie oszukuje. Gdybym nie napisała posta, nikt nawet by się nie dowiedział.

Jesteś jeszcze dzieckiem, Zuzka.

Nie jestem dzieckiem, mamo. Mam prawo mieć własne zdanie. Nie zmuszam was do pomocy czy miłości do kotów. Tak wypadło w moim życiu… spotkałam człowieka, który żyje inaczej, niż wy i niż planowałam ja.

To co, chcesz zapełnić mieszkanie kotami i siedzieć z nimi jak stara panna? denerwuje się tata. Kiedyś tak nazywano: stare panny, co nie wyszły za mąż i trzymały koty, żeby nie czuć się samotne.

Ja nie będę ich zbierać odpowiada ostro Zuzka. Chciałam jednego wziąć, żeby trochę odciążyć panią Genowefę, ale właścicielka mieszkania się nie zgodziła. Mamy inne zdanie. Nie jestem malutka ani naiwna dawno dorosłam i nie robię nic złego.

Ty nie, córciu tata wzdycha ale szkoda nam cię na to wszystko…

Tato, nie martw się o mnie. Wszystko jest dobrze.

Zuzanna wciąż pomaga pani Genowefie. Dzięki wpisom w internecie znajduje nowych opiekunów dla czterech młodych kotków tych, które Fenię chciano kiedyś otruć w piwnicy. Ale osiem zostaje przy staruszce. Większość jest już seniorkami, niełatwo im znaleźć dom. Genowefa przez tyle lat przywykła do swoich podopiecznych i bardzo się o nie martwi.

Zuzia, jeśli mi się coś stanie, nie zostawiaj ich, dobrze? Wiem, dziewczynko, że dużo proszę, ale nie wyobrażam sobie, co z nimi bez mnie będzie. Nikogo bliższego od ciebie właściwie nie mam.

Zuzanna wstydzi się spytać, czemu kobieta żyje sama. Pewnego dnia Genowefa sama opowiada przez łzy: kiedyś mogłaby mieć wnuczkę w wieku Zuzanny, ale nie wyszło. Jej jedyny syn rozwiódł się, gdy okazało się, że nie mogą mieć dzieci, a potem zginął podczas służby. Tak została sama tylko z kotami. Taka już jest, nie umie przejść obojętnie obok obcych nieszczęść.

Któregoś dnia, gdy jak zwykle wpada do staruszki, nikt nie otwiera. Zuzanna dzwoni do sąsiadki.

Dzień dobry, czy pani nie widziała dziś pani Genowefy? Może gdzieś wyszła?

Zuzanna? Nie powinna wychodzić, słabo się dziś czuła. Oby to nie było nic poważnego. Poczekaj, mam klucz.

Kobieta leży jakby spała zmarszczki wygładzone, spokojny wyraz twarzy. Koty kręcą się koło niej i miauczą.

Boże, odeszła nasza Genowefa… sąsiadka się żegna. Zuzanna płacze po cichu. Jeszcze nigdy nie przeżyła śmierci kogoś znajomego.

Co robić? Naprawdę… co teraz? powtarza bezradnie.

Zuzia, kochanie, spójrz, tam na stole leży dla ciebie kartka…

Przez łzy czyta staranne litery. Genowefa przepisuje jej mieszkanie i prosi, by nie zostawiła zwierzaków.

Tylko ciebie mogę o to poprosić, moja dziewczynko… czyta Zuzanna a łzy wciąż płyną.

Nigdy nie przypuszczała, że w tak krótkim czasie pozna tyle szczegółów prawnych. Byłoby jej bardzo ciężko, gdyby nie Szymon.

Poznali się, gdy Zuzanna opisała swoją pierwszą historię o kotach. Był jednym z nielicznych, którzy napisali słowa wsparcia. Najpierw rozmawiali, potem spotkali się w realu. Rodzina Szymona różni się od jej rodziny zawsze w domu były zwierzaki, chłopak od dziecka pomagał w schroniskach i aktywnie działał na Facebooku. To właśnie z jego pomocą udało się znaleźć domu czterem kociakom Feni.

Szymon studiuje prawo, więc jego wsparcie w tych trudnych tygodniach okazało się nieocenione.

Zuzka, ale czad! cieszy się przyjaciółka Lena. Masz własne mieszkanie! Po prostu poproś Szymona, żeby oddać te koty do schroniska i po kłopocie!

Leno, jak możesz? przeraża się Zuzia. Obiecałam pani Genowefie, że ich nie zostawię.

Ale ona już nie żyje. A mieszkanie już twoje. Chcesz całe życie męczyć się ze zwierzętami? Jeszcze będą latami żyć!

Nie mogę inaczej, Lenka. Człowiek mi zaufał. Zresztą są takie miłe…

Gadasz jak stara baba Lena śmieje się. Nawet twój tata ci to już sugerował. I chłopaka żadnego nie znajdziesz z takim zoo.

Szczerze? Żadnego nie mam i nie szukam odpowiada Zuzka.

I nie będziesz miała! ucina przyjaciółka. Nie rozumiem cię.

Rodzice także nie popierają.

Mieszkanie, okej mama denerwuje się, przechadza po kuchni ale to wszystko za bardzo przypomina film. Obca kobieta zostawia spadek.

A co cię dziwi? spytał tata. Babcia była stuknięta. Omamiła dziewczynie głowę, obiecała, rozbiła jej całe życie.

Rozwaliła? Zuzanna zapala się. Przecież chciała dobrze!

Kotom. mama robi gest ręką nie tobie, naiwna. Zagłuszała sumienie. Nie myślała, gdy brała następne.

Z mieszkania Zuzanna wychodzi zdruzgotana. Wszyscy są przeciwko niej, wszyscy radzą wyrzucić koty na bruk.

Zuza, zaczekaj! Szymon dogania ją w okolicach domu Genowefy. Cześć! Szukałem cię. Dlaczego jesteś taka przybita?

Szymon, też masz mnie za wariatkę? pyta wprost.

Dlaczego? zdziwiony chłopak.

O te koty. Każdy, rodzice, koleżanki mówią, że przez przyjęcie spadku zrujnowałam sobie życie. To znaczy że nie wyrzuciłam jeszcze tych kotów. Może powinnam zrezygnować z mieszkania?

Zrezygnować? Szymon patrzy spokojnym, łagodnym wzrokiem. Genowefa zostawiła je tobie, bo zobaczyła, że jesteś dobrym człowiekiem. W innych przypadkach już dawno byłyby na ulicy. Albo gorzej.

Nie masz o to żalu?

Nie. Mało dziś ludzi prawdziwie uczciwych i serdecznych. Bardzo się cieszę, że cię poznałem. A wiesz, napisałem u siebie historię o śmierci Genowefy. Zgłosiła się pani, która chce przygarnąć jeszcze dwa koty. Po to tu przyszedłem.

Naprawdę? Szymon, tylko… jeśli ona będzie je źle traktować?

Poznamy ją, spokojnie…

Gdy pobrali się, z dwunastu kotów zostało z nimi cztery. Romka wzięła sąsiadka.
Lubiłam go już dawno. I wy blisko, w razie czego.

Jednego kotka przygarnęli rodzice Szymona.

Mama z tatą przywykli. Śmieje się chłopak. Całe dzieciństwo znosiłem im do domu znajdy.

Gdy Zuzanna wróciła z porodówki z malutkim Jasiem na ręku, w przedpokoju, rządkiem czekały Kapa, Lusia, Puszek i Fenią.

Niańki gotowe! zaśmiał się Szymon. Albo raczej… koto-babcie?

Witajcie szepnęła Zuzanna czule do czwórki. Stęskniliście się? Położę Jaśka i zaraz was pomiziam, moje futrzaste dziedzictwo!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − 9 =

Nie będę już z wami mieszkać! Wam zawsze coś nie pasuje! – Janina patrzyła na mamę z gniewem i żalem. – Rozumiem w dzieciństwie: tam nie chodź, tego nie rób, ale mam już dwadzieścia lat, mamo!