Nie będę z wami dłużej mieszkać! Wszystko wam u mnie nie pasuje! Patrycja patrzyła na matkę z gniewem i żalem. Rozumiem, jak byłam dzieckiem: tu nie chodź, tego nie rób. Ale teraz mam dwadzieścia lat, mamo! Dwadzieścia. Już dwa lata jestem pełnoletnia.
Skoro jesteś pełnoletnia i nie chcesz z nami mieszkać, poszukaj sobie pracy, wynajmij mieszkanie i sama za nie płać. Oto moja odpowiedź, córko.
Niezłe! prychnęła Patrycja. Najpierw ucz się, nie rozpraszaj się na imprezy, a teraz: idź do pracy! A co ze studiami? Już nieważne, tak? Nie chcecie mi pomóc, własnej córce?
Przecież sama jesteś taka samodzielna. O radę nie pytasz przytaknął ojciec. Więc, żebyśmy ci nie wtrącali się do życia i nie wychowywali cię na siłę, możesz zacząć nowy etap pełnej samodzielności.
W głębi duszy Patrycja wiedziała, że ta sytuacja jej nie odpowiadała. Mama nigdy jej nie goniła do sprzątania czy gotowania, tata płacił rachunki i raz na jakiś czas przelewał jakieś złotówki na jej konto. Życie z rodzicami było wygodne, bezproblemowe. Gdyby tylko tak się nie mieszali
Ale uparty charakter Patrycji nie pozwalał jej cofnąć słów. W rodzinie nawet krążyła anegdota, że jej pra-pra-babcia była zapaloną działaczką niepodległościową. Gdy rodzice narzekali na niesforność córki, lubili ten fakt podkreślać.
Znalazła pracę i wynajęła malutkie mieszkanie niedaleko uniwersytetu w Warszawie. Dopiero wtedy poczuła, co znaczy nie mieć pieniędzy. Wcześniej słyszała, jak ludzie narzekają: w autobusie, w rozmowach rodziców ze znajomymi, czy w programach telewizyjnych: Nie starcza na podstawowe rzeczy.
Większość jej skromnej pensji pochłaniał czynsz, a przecież trzeba było jeszcze kupić jedzenie, bilety na tramwaj i na drobne wydatki. O hucznych imprezach, o których marzyła, mogła zapomnieć. Mimowolnie zaczęła doceniać każdy zarobiony grosz, a rodzicielskie przytyki, które wcześniej oburzały, już nie wydawały się takie niesprawiedliwe.
Pewnego wieczoru wracała zmęczona z pracy. Przed sobą słyszała dwóch nastolatków, którzy głośno żartowali, rzucając co chwila wulgarne teksty. Pokręciła głową: Co oni mają w głowach? Ani krzty rozsądku.
Na schodkach nieczynnego sklepiku, wciśniętego między bloki, siedziała starsza pani. Patrycja widziała ją tu nieraz. Staruszka coś mamrotała pod nosem, trudny do rozszyfrowania bełkot. U jej stóp stała stara puszka, do której przechodnie wrzucali drobne złotówki. W czasach płatności bezgotówkowych nikt nie nosił już ze sobą monet. Patrycja jednak zawsze starała się mieć choć kilka dla tej kobiety. Nie wiedziała, czemu. Wcześniej pewnie by nawet nie zwróciła uwagi.
Prawdę mówiąc, trudno było ją nazwać żebraczką. Zniszczone ubrania i puszka nie zdołały ukryć jej godności. Dziękowała uprzejmym skinieniem każdemu, kto pomógł, potem cicho siedziała dalej na szarych betonowych stopniach.
Chłopaki, mijając ją, prychnęli z pogardą, a jeden z nich kopnął puszkę. Zabrzęczała i potoczyła się po chodniku, rozrzucając monety.
Staruszka z trudem się podniosła i zaczęła zbierać pieniądze z ziemi. Ręce jej się trzęsły, ale nie przestawała starać się odzyskać każdy grosz.
Co wy wyprawiacie, bezmyślni idioci! Patrycja wybuchła i podbiegła, żeby pomóc kobiecie.
Chłopcy zarechotali, rzucili jej kilka przykrych słów i poszli dalej.
Proszę, tu są pieniądze powiedziała Patrycja, oddając monety. I jeszcze coś. Wyjęła z portfela wcześniej przygotowaną pięciozłotówkę i dodała.
Dziękuję staruszka spojrzała na nią. Jej oczy były zaskakująco młode na pomarszczonej twarzy. Poznaję cię. Zawsze wrzucasz tu pieniądze.
Pogłaskała zniszczoną puszkę.
Zgnietli ją. Muszę znaleźć nową.
Ręce staruszki drżały. Patrycji wydawało się, że czuje się fatalnie.
Mieszka pani daleko? zapytała troskliwie.
Staruszka pokręciła głową.
Widzisz te blokowiska tam w głębi? Tam właśnie mieszkam.
Odprowadzę panią, jeśli pani pozwoli Patrycja podała jej ramię Boję się, że będzie ciężko dojść.
Słabo mi się zrobiło. Zdenerwowałam się kobieta ciężko oparła się na ramieniu dziewczyny ale nie zatrzymam cię na długo.
W małym mieszkanku na trzecim piętrze od razu wybiegły im na powitanie koty. Patrycja aż podniosła brwi z zaskoczenia. Było ich mnóstwo, straciła rachubę.
Dwanaście wyjaśniła staruszka, widząc jej minę. Sama bym nie przewidziała, że będę miała tyle.
Ale po co ich tyle?
To nie ja ich potrzebuję, tylko one mnie Beze mnie nie przeżyją. Kapcię i Pusię ktoś wyrzucił zimą na śmietnik w reklamówce. Poszłam wyrzucić śmieci, znalazłam je całe zmarznięte. Pusię ledwo zdążyłam uratować Sierotkę odebrałam chłopakom spod sklepu, a Romek się przybłąkał. Fela urodziła pod blokiem, musiałam ją zabrać razem z kociakami, bo by je potruły Myślisz, że zwariowałam?
Nie, skąd! zawstydziła się Patrycja. Po prostu jest ich naprawdę dużo. Trzeba je karmić
Dlatego siedzę na ulicy kiwnęła głową staruszka.
Od tego dnia się zaprzyjaźniły. Brzmi śmiesznie, ale Patrycja nie umiała już żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło. Do pani Leokadii Wojciechowskiej bo tak miała na imię nowa znajoma zaglądała coraz częściej. Opisała historię starszej pani na swoim profilu w internecie. Ku zaskoczeniu, oprócz obraźliwych komentarzy, pojawiły się ciepłe słowa i propozycje pomocy. Z czasem było ich coraz więcej.
Córciu ostrożnie zapytał tata. Po co ci to wszystko? Przecież nigdy nie byłaś wielką miłośniczką natury.
Tato, to nie o zamiłowanie do zwierząt chodzi. Chociaż w naszym domu nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nie pytałam, bo i tak nie pozwolilibyście mi mieć kota albo psa w bloku. Teraz się zastanawiam: dlaczego właściwie?
Patrycja zawahała się i dodała:
Pani Leokadia mówiła, że nie koty jej są potrzebne, ona jest im potrzebna. Tato, ona ma rację. Bez niej dawno by nie przeżyły.
I co, teraz sama chcesz zbierać koty? mama wzruszyła ramionami. Patrycja, zobacz tylko, ile ich jest.
Nie każdy potrafi je zbierać westchnęła dziewczyna Ja bym chyba nie potrafiła. Ale pomóc, choć trochę, przecież nie jest trudno.
Nie jest? mama uniosła dłonie. Narzekałaś ostatnio, że ci nie starcza pieniędzy, że mamy z tatą rację a teraz oddajesz te pieniądze obcej osobie. Nie sądzisz, że ta starsza pani po prostu cię wykorzystuje?
Mamo, nie wycofuję się z tego, co mówiłam. Ale pani Leokadia nikogo nie oszukuje. Gdybym nie napisała o niej i kotach na Facebooku, nikt by nawet nie wiedział.
Patrycja, jesteś jeszcze dzieckiem.
Nie jestem już dzieckiem, mamo. Mam swoje zdanie. Przecież nie każę wam pomagać tym kotom. U mnie życie się tak potoczyło. Spotkałam kogoś, kto żyje inaczej niż my i ja zamierzałam.
I co teraz, będziesz siedzieć z kotami, jak stara panna? wtrącił z oburzeniem tata. Takie zbieraczki zawsze uchodziły za dziwaczki, co kota hodują zamiast męża sobie znaleźć.
Nie zamierzam nabijać mieszkania kotami ostro odpowiedziała Patrycja. Chciałam wziąć jednego, żeby ulżyć pani Leokadii, ale właścicielka mieszkania nie pozwoliła. Mamy inne poglądy. Nie róbcie ze mnie dziecka czy głupiej, dawno dorosłam. Nic złego nie robię.
Ty nie, ale poświęcać życie na to wszystko Córciu, nam po prostu żal cię westchnął tata.
Tato, nie żałuj mnie. Wszystko u mnie dobrze.
Patrycja nie przestała odwiedzać panią Leokadię. Dzięki internetowej akcji udało się znaleźć domy dla czterech najmłodszych kotków tych, które uratowała spod piwnicy. Osiem kotów pozostało jednak przy dawnej opiekunce. Większość była już staruszkami, chętnych na nie nie było, a pani Leokadia była do nich przywiązana jak do własnych dzieci.
Patrycja, jeśli coś się stanie, nie zostawiaj ich, błagam Proszę o wiele, wiem, ale nie wiem, jak by przetrwały Oprócz ciebie nie mam nikogo bliższego.
Patrycja długo nie pytała, dlaczego starsza pani mieszka sama. Aż kiedyś Leokadia sama wyznała z goryczą:
Też mogłabym mieć wnuczkę, taką jak ty, ale los chciał inaczej
Dziewczyna wtedy dowiedziała się, że jedyny syn pani Leokadii odszedł od żony, bo nie mógł mieć dzieci, a potem zginął na służbie. Została więc sama, z kotami. Nie mogła przechodzić obojętnie obok nieszczęścia.
Pewnego dnia Patrycja przyszła do niej jak zwykle i zastała zamknięte drzwi. Zadzwoniła do sąsiadki.
Przepraszam, czy nie widziała pani pani Leokadii? Może gdzieś wyszła?
Patrycja, to ty? Nie, nie powinna wychodzić, od rana źle się czuła Poczekaj, mam klucz.
We wnętrzu było cicho; staruszka leżała spokojnie. Zmarszczki na jej twarzy wygładził łagodny uśmiech. Koty snuły się niespokojnie.
Boże, odeszła nasza Leokadia przeżegnała się sąsiadka. Patrycja zapłakała pierwszy raz od lat; nigdy dotąd nie doświadczyła odejścia bliskiej osoby.
Co robić? Co teraz? powtarzała bezradnie.
Patrycja, patrz na stole jest kartka dla ciebie.
Dziewczyna przez łzy czytała drżące, starannie napisane słowa. Pani Leokadia przepisała jej mieszkanie i prosiła, by nie porzuciła swoich podopiecznych.
Tylko ciebie o to mogę prosić, moja dziewczynko
Patrycja nie sądziła, że tyle formalności ją czeka. Poradziłaby sobie trudno, gdyby nie Szymon.
Poznali się, gdy opisała historię kotów w internecie. Był jednym z tych, którzy wyciągnęli do niej pomocną dłoń. Początkowo rozmawiali w sieci, potem zaczęli się spotykać. Rodzina Szymona była inna niż Patrycji zawsze mieli zwierzęta i traktowali je jak domowników. Pomagał w schroniskach, organizował zbiórki. To właśnie z jego wsparciem udało się znaleźć domy dla czterech kotków Feli.
Szymon studiował prawo, więc jego wiedza i wsparcie były dla Patrycji wtedy bezcenne.
Patka, to niesamowite! ucieszyła się jej przyjaciółka, Ewelina. Masz swoje własne mieszkanie! Poproś Szymona, żeby oddał koty do schroniska, i po problemie!
Ewela, nie mogę. Przestraszyła się Patrycja. Obiecałam pani Leokadii, że nie zostawię ich.
Ale ona już nie żyje. I tak nie będzie wiedzieć. Ta kawalerka teraz jest twoja. Oszalałaś z tymi kotami! A jak będą żyć jeszcze dziesięć lat?
Wiesz, Ewela Ile będą żyć, tyle będą żyć. Nie zdradzę ich. Ta kobieta mi zaufała, a one są takie kochane.
Starzejesz się jak babcia parsknęła Ewelina Twój ojciec już sugerował, że zostaniesz starą panną. Z tą zgrają nawet faceci będą cię omijać szerokim łukiem!
Nie przesadzaj, nie mam nikogo i jest mi dobrze.
I nie będziesz miała! Zrugała ją Ewelina. Tego nie zrozumiem, wybacz.
Rodzice także nie byli zachwyceni.
Mieszkanie to wspaniała sprawa, ale ta sytuacja jakaś nierealna, jak z filmu mama nerwowo chodziła po salonie Obca kobieta zostawia nieruchomość?
A co cię dziwi? spytał ojciec. Zawsze była ekscentryczką. Namieszała dziewczynie w głowie i zahamowała całe życie.
Jak zahamowała? Patrycja wybuchła. Przecież chciała dobrze!
Kotom swoim! machnęła ręką matka. Tobie nie!
Po tej rozmowie Patrycja wyszła przybita. Wszyscy byli przeciwko; uważali ją za naiwną, radzili, by koty wyrzucić.
Patka, czekaj! Szymon zatrzymał ją pod blokiem pani Leokadii. Hej, szedłem właśnie do ciebie. Dlaczego taka przygaszona?
Szymon, czy ty też mnie masz za wariatkę? spytała wprost.
Ależ skąd! był zdziwiony.
O te koty Wszyscy rodzina i dziewczyny uważają, że przyjęłam na siebie ciężar, który zmarnuje mi życie. Że powinnam wyrzucić je póki czas i zrezygnować z mieszkania. Co ty o tym myślisz?
Zrezygnować z mieszkania? spojrzał bez cienia udawania. Leokadia zostawiła je tobie, bo wiedziała, że jesteś dobrym człowiekiem. Każdy inny już dawno wyrzuciłby te koty na ulicę. Pewnie część z nich by uśpiono
Nie potępiasz mnie za moją decyzję?
Nie. Teraz trudno o prawdziwie szczerych ludzi. Dobrze, że cię poznałem. A i właśnie odezwała się pani z internetu, chce adoptować dwa koty. Dlatego szedłem do ciebie.
Naprawdę? Ale Szymon jeśli ona będzie im źle robić?
Przypilnujemy. Poznamy ją razem. Nie martw się
Kiedy pobrali się, z nimi zamieszkały cztery z dwunastu kotów. Kocura Romka przygarnęła sąsiadka.
Zawsze mi się podobał, taki puchaty i łagodny. A wy blisko, więc pomożecie, jeśli coś.
Jeszcze jednego z kotów zabrała mama Szymona.
Rodzice już przyzwyczajeni. Śmiał się Szymon Przynosiłem im przez całe dzieciństwo zwierzaki z ulicy.
Gdy Patrycja wróciła ze szpitala z maleńkim Mikołajem na rękach, w przedpokoju, siedząc w rządku, przywitały ją Kapcia, Pusia, Sierotka i Fela.
Nianie w gotowości! zaśmiał się Szymon Czy raczej kotobabcie?
Cześć szepnęła Patrycja z czułością do czworonogów Stęskniłyście się? Kładę Mikołaja do łóżeczka i zaraz was wygłaszczę moje futrzaste dziedzictwo.


