Nic nie słychać

Nic nie słychać
Samolot nieśmiało wynurzył swój nos zza chmur, rozejrzał się, wykonał długi zakręt i delikatnie dotknął ziemi niczym narzeczony, który subtelnie muska policzek ukochanej przy ołtarzu.
Rozbrzmiały brawa, ale piloci ich nie usłyszeli.
Zresztą, nie usłyszał ich też Mikołaj Kupczyk, któremu zatkało uszy podczas lotu.
Kupczyk bez przerwy ściskał nos i próbował wydmuchać, ale powietrze uciekało wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba, i w głowie rozbrzmiewał biały szum.
Mikołaj wrócił od mamy wcześnie rano, akurat żeby zdążyć się wyszykować do pracy.
Żona, Zuzanna, nie spała i nerwowo krzątała się po mieszkaniu, przekładając przedmioty z miejsca na miejsce.
Kiedy Mikołaj wszedł do kuchni i zaczął szykować sobie lunch, jego słuch dalej milczał.
Odchodzę!
Mam dość!
Wszystko mnie już męczy!
Życie mnie męczy, twoja pensja w trzy złote, mieszkanie na końcu świata!
Myślałam, że mam chroniczną miłość, a okazało się, że to zwykła zaraza!
Zuzanna rzucała swoje wyznania w plecy Mikołaja, podczas gdy ten spokojnie przekładał ziemniaki z garnka do termosu.
Idę do Łukasza.
Nie znasz go, on ciebie też nie, ale jest cudowny.
Mam do niego uczucia te właściwe.
I nie martw się, jestem wobec ciebie czysta, bo nic się między nami nie wydarzyło.
Odchodzę z klasą, żebyś nie miał potem co opowiadać, zwłaszcza swojej mamusi.
Mikołaj skończył lunch, schował wszystko do torby i zaczął parzyć kawę.
Nie masz mi nic do powiedzenia?
Wywróciłam ci tu całą duszę na wierzch!
Zuza!
zawołał przez ramię.
Czy mogłabyś mi jeszcze wyprasować dżinsy?
Co?!
Dżinsy?!
Ty Ja tu o uczuciach, ty o prasowaniu!
Niech to wszystko idzie!
Myślałam, że mnie zatrzymasz.
Zuzanna, kończąc zdanie, chwyciła torbę pomyliła swoją damską z tą, którą Mikołaj przygotował do pracy i zniknęła.
Dopiero gdy usłyszał wibracje po trzaśnięciu drzwiami, dotarło do Mikołaja, że żona wyszła.
Gdzie ona idzie o tej porze?
A dżinsy?
Kurczę, gdzie mój lunch? z takimi myślami przeżywałem ten poranny rozwód.
Nie mogąc odnaleźć dwóch termosów, rozczarowany poszedłem do pracy w pogniecionych spodniach.
Wchodząc do windy, skinąłem głową na powitanie pani przewodniczącej wspólnoty kobiety, która, sądząc po comiesięcznych zbiórkach, wciąż wysyłała pieniądze do Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Krążą plotki, że jej perfumami wskrzesza się konie i wypędza wrogów z ukrycia.
Wstrzymałem oddech, wszedłem i odwróciłem się do drzwi gazowa komora ruszyła w dół.
Nie wpłacił pan na deratyzację.
Dzisiaj będzie trucie karaluchów w całej klatce odezwała się przewodnicząca.
Obserwowałem, jak od jej zapachu topnieje gumowa uszczelka w drzwiach.
Proszę wpłacić do wieczora, może pan przelać na mój rachunek?
naciskała.
Nie odpowiedziałem.
Wtedy pochyliła się do mojego ucha i powiedziała głośno:
Do końca dnia czekam na przelew.
Gratuluję.
A dokąd panią przenoszą?
Do Wilna?
ożywiłem się, autentycznie wierząc w plotki, że pani jest potomkinią litewskich książąt.
Przewodnicząca wygłosiła na mój temat całą tyradę, przekazując mi tylko strzępy słów: -awa, -ów, -ego, -ać, z których składało się coś na staropolskim.
Nie wdawałem się w dyskusję, tylko kiwałem głową jak na wystawie sztuki współczesnej.
Drzwi windy się otworzyły i szybko wyskoczyłem na świeże powietrze, a pani przewodnicząca ruszyła dalej z poborem daniny.
Pracowałem jako elektryk.
Od zeszłego tygodnia miałem zlecenie u klienta, który miał wybujałe ambicje nieskore do realizacji bez pomysłów i pieniędzy pragnął efektu wow.
Materiały i projekty były jak jego charakter coś tu nie grało.
Nie cierpiałem sam.
W tym twórczym ślepym zaułku tkwił też hydraulik i ekipa wykończeniowa.
Podczas gdy robiłem rzeźbienie ścian pod okablowanie, a koledzy pracowali w innych pokojach, wpadł klient.
Całą noc imprezował na urodzinach kolegi i, w twórczym nastroju, przed snem postanowił sprawdzić, jak idą prace.
Wszystko źle!
krzyczał, tupiąc nogą.
Gniazdka mają być w szachownicę, żyrandol trzy stopnie od centrum względem ziemi!
Zróbcie jak mówię, inaczej nie zapłacę!
Z szalonymi pomysłami i groźbami odwiedził wszystkie pokoje, po czym zamknął się w pokoju dziecięcym i zasnął na workach z gładzią.
Po siedmiu godzinach otworzył drzwi i ujrzał efekt swoich instrukcji.
W tym czasie budowlańcy połączyli salon z kuchnią nowym przejściem, a w łazience zainstalowali gościnny sedes.
Ubranie klienta było białe od pyłu, twarz od szoku.
Niczego nie pamiętał i chciał oskarżyć ekipę o sabotaż, ale pokazali mu nagranie z monitora.
Tylko ja nic nie zmieniłem, bo nowe wskazówki przeleciały mi obok uszu.
Czy przez nagłe emocje, czy beznadzieję, klient wręczył mi niewielką premię za odporność na pijacką kreatywność i zwolnił resztę za brak oporu.
Ale pod presją kompromatów opłacił wszystkie prace.
Wieczorem głodny i zmęczony poszedłem do lekarza, by oddał mi świat dźwięków.
Po drodze przylgnął do mnie zły pies próbował mnie wystraszyć szczekaniem, lecz moja rzeczywistość przypominała niemy film, w którym ludzie i zwierzęta odgrywają role bez słów.
Trudno byłoby zrozumieć, czego chce ten emocjonalny zwierz, więc po prostu szedłem dalej lekko i pewnie.
W końcu znudził się i odstąpił.
Niech dźwięki będą z tobą!
powiedział lekarz, oczyszczając mi uszy.
Wracając do świata, pospieszyłem do domu, po drodze wyjąłem z portfela niespodziewaną premię 150 zł i kupiłem kiełbasę w cieście oraz niewielki bukiet dla Zuzanny.
Pod blokiem spotkałem smutnego sąsiada.
Słyszałeś nowinę?
zagaił.
Ja w ogóle dziś nic nie słyszałem odpowiedziałem, wsuwając palec do ucha.
Migunowa, ta Wielka Księżna Litewska, zebrała kasę od wszystkich i wyparowała.
Przeniosła się do innego miasta, urwała wszystkie kontakty.
Sprytna, wszystko wcześniej zaplanowała odwiedziła wszystkie siedem klatek.
Płaciłeś?
Nie, nie płaciłem pokręciłem głową.
Rano coś bąkała o przelewie, ale nic nie zrozumiałem.
Szczęście masz!
Ja, głupi, wpłaciłem.
Jedno pociesza: zanim obeszła wszystkie piętra, karaluchy zdechły od zapachu jej perfum zaśmiał się sąsiad.
Nie jest aż tak przykro.
W mieszkaniu czekały mnie pyszne aromaty i niesamowicie czuła żona.
Wybacz mi, głupią, coś mi odbiło, sama nie wiem co.
Może słońce zbyt silnie świeciło.
W każdym razie, chcę cofnąć wszystkie słowa i proszę, byś uwierzył, że nic złego nie zrobiłam.
Łukasza nie ma, pojechałam do siostry, ochłonęłam, wszystko samo wróciło do normy.
Dobrze zareagowałeś rano po męsku.
To mnie otrzeźwiło.
No, wybacz, głupią!
Całując mnie gorąco, zaprosiła na kolację.
No nic nie słyszałem przyznałem, czując, że dostaję nagrodę totalnie niewspółmierną do zasług.
Dziękuję!
Zuzanna ścisnęła mnie mocno.
No proszę pomyślałem dziś nie zrobiłem nic niezwykłego.
Może trzeba częściej ogłuchnąć.
Życie wtedy łagodniejsze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − pięć =

Nic nie słychać