NIE MA CO ZWRACAĆ
Stela prowadziła własną sieć salonów jubilerskich w sercu Warszawy. Biznes podtrzymywał jej ojciec, a ona, jako pewna siebie kobieta, stała mocno na obu nogach. W czterdziestce Stela kręciła się po towarzyskich przyjęciach, pojawiała na okładkach lśniących magazynów i znała warszawską elitę: aktorów, wokalistki, prawników Stela wychowywała syna Marka. W skrócie, wszystko było wzięte pod kontrolę. Jedyną brakującą cegiełką w jej życiu była miłość
Stela czuła się osamotniona w pięciopokojowym mieszkaniu, jakby w jej wnętrzu dźwięczały echo niespełnionych pragnień. W innym wymiarze mała Grażyna mieszkała z babcią w prowincjonalnym Lublinie. Rodzice dziewczynki przeprowadzili się do stolicy, gdy Grażynie nie było jeszcze siedmiu lat, podjęli pracę na kontrakt. Opiekę nad córką powierzono babci, która kochała wnuczkę nad życie i nie szczędziła jej uwagi.
Kiedy Grażyna dorosła, zakochała się w koledze ze szkoły w Bogdanie. Odpowiedział jej uczuciem. Oboje mieli po szesnaście lat. Babcia, wychowująca już pięcioro dzieci, machała ręką i mówiła: Kto w szesnaście nie szaleje? Młodość to wino, które hula po żyłach. Nie zwracała uwagi na ich zauroczenie, ale Stela i Bogdan z czasem pogręzli się w miłości, zapominając o całym świecie. Po ukończeniu liceum wzięli się do uniwersytetu. Na pierwszym roku Stela rzekła Bogdanowi: Przygotuj się na ojcostwo. Przyszły ojciec uśmiechnął się: Zawsze gotowy!. Nie minął miesiąc, a Stela zabrała dokumenty z uczelni i wyjechała do Warszawy, by zamieszkać z rodzicami. Bogdan został w rozterce i pobiegł po wyjaśnienia do babci Grażyny.
Co chcesz, mój ptaszku? Jak nakarmić dziecko? Książkami? Miłością? Dziecko to nie zabawka! wyjaśniła babcia, rozjaśniając sytuację. Bogdan napisał list do Steli, a ona odpowiedziała: Przyjedź. Nie zastanawiając się długo, ruszył w stronę Warszawy. Drzwi otworzyła matka Steli, pani Anna Kowalska.
Dzień dobry, przybyłem zobaczyć Stelię powiedział Bogdan. Anna Kowalska uprzejmie wpuściła go do mieszkania i skierowała na kuchnię. Cóż, chyba nie zasłużyłem na zaproszenie do salonu pomyślał Bogdan. Steli nie było w domu.
Słuchaj, zięciaku, mam do ciebie prośbę. Zostaw nas w spokoju, zapomnij o Steli zaczęła Anna, a potem nagle ucichła. Czy mogę poczekać na Stelię? zapytał Bogdan. Nie, jest w uzdrowisku i wróci dopiero za dwa tygodnie. Zrobiłeś wszystko, co mogłeś, teraz radzimy sobie sami zakończyła rozmowę.
Bogdan stał przed kobietą jak wbity gwóźdź. Anna wstała, jakby zapraszając go do zakończenia tej moralizatorskiej lekcji. Odeszło mu na chwilę, usiadł na ławce przy wejściu, po czym ruszył na dworzec.
Imię Stela, po łacinie gwiazda, stało się dla Bogdana świętym znakiem na długie lata. Była dla niego nie tyle gwiazdą przewodnią, co latarnią, do której dążył z uporem snu wędrowca.
Po powrocie do domu Bogdan zagłębił się w naukę, nie wiedząc, czy podjąć starcie ze Stellą, czy odciąć przeszłość i żyć własnym życiem. Pierwsza miłość, jak się mawia, zostaje w sercu na zawsze.
Kiedy Stela urodziła Marka, Bogdan zawitał do Warszawy, by spróbować jeszcze raz porozmawiać z niewyraźną teściową Anną Kowalską. Zabrał ze sobą mnóstwo prezentów na narodziny syna. Jak mówią, kiedy gotujesz kaszę, nie szczędź masła. Anna jednak ostudziła jego żar i stanowczo odmówiła:
Młody człowieku, nie potrzebujemy twoich podarunków. Marka wychowamy sami! Nie możemy pozwolić, by nasza córka żyła z kisielu na piwie. Zajmij się swoim życiem.
Bogdan wrócił z złożonymi skrzydłami. Jego przyjaciel podsunął mu ostrzeżenie: Strach przed bogatym teściem jak przed rogatym diabelskim. Bogdan będzie cierpiał, kochał Stellę, a ona nie odwdzięczy się. Nie da się złapać słońca w torbę, a czas ucieka.
Pojawiła się Milena, która szczerze pokochała Bogdana. Z ich związku narodziła się córka Julia. Pierwsze lata małżeństwa Bogdan przyjmował jedynie miłość Mileny. Przed ślubem ostrzegł przyszłą żonę, że marzył o innej. Milena odpowiedziała z goryczą:
Twoje słowa ranią, kochanie. Palą serce. Przeżyję to i postaram się odzyskać cię. Nasza miłość wystarczy nam dwóm.
Bogdan został burmistrzem swojego małego miasteczka, a Stela wciąż gościła w jego sercu. Z biegiem lat ich relacja się zacieśniła; Bogdan odwiedzał Warszawę, poznawał dorastającego Marka. Stela w końcu wyszła za mąż; jej mąż spodobał się Annie Kowalskiej, której sama go wybrała dla córki.
Jednak po pięciu latach, po życiu w Londynie, Stela wybrała samotność i wróciła do Polski. Gdy Markowi czternaście, zaczęły się nastolatkowe kłopoty. Bogdanie, twój syn stał się nieposłuszny! Przyjedź, pomóż! krzyczała przez telefon Stela. Bogdan zostawiał wszystkie pilne sprawy i pędził do stolicy ratować ukochaną.
Milena, żegnając męża, siedziała przy oknie i łkała. Po latach wspólnego życia przyzwyczaiła się do nocnych telefonów Steli. Bogdan natychmiast wstawał, podbiegł do łazienki i szepnął coś w duchu Steli. Milena musiała godzić się na drugą rolę w życiu męża, niepewna, czy jej poświęcenie jest doceniane. W jej sercu nie było okna, przez które mogłaby zajrzeć. Często ogarniała ją niepewność.
Gdy jednak Bogdan wracał z warszawskich podróży, Milena czuła się kobiecą radością. Jej dusza rozkwitała, bo mąż był przy niej! Stała się na piedestale szczęścia i z jeszcze większym zapałem starała się być idealną żoną. Pragnęła otworzyć zamek złotym kluczem, wykupić miłość. Często wycierała niezasłużone łzy, cicho milczała, gdy mąż przywiózł do domu ogromnego pluszowego misia prezent dla Marka. Milenę jednak koiło to, że Bogdan z pasją kochał ich córkę Julię. To było jej podpora w duchowych męczach.
Zawsze pamiętała przysłowie babci:
Żona to bandaż dla męża, a mąż to pasterz dla żony.
Nadeszła wiosna. Po raz kolejny Bogdan miał wybrać się do Warszawy. Milena znała powód ślub Marka. Bogdan przygotował prezent dla młodej pary: wycieczkę do Grecji we dwoje. W szczycie weselnego szaleństwa Stela położyła ucha Bogdanowi:
Może zaczniemy od nowa?
Bogdan westchnął głęboko i odpowiedział, jakby odcinał:
Nie, Stelo. Za późno. Chcę się ożenić z moją Mileną. Lepszej żony nie znajdę



