Mamo, no znowu zaczynasz! zirytowany Jerzy nawet nie oderwał wzroku od telefonu. Mówiłem, że mam sprawy!
Sprawy on ma! Maria Nowak uderzyła mokrą szmatą w stół. Czterdzieści lat niedługo, a zachowuje się jak gimnazjalista! Jerzy, proszę cię, odwiedź babcię. Telefonowała wczoraj, skarży się, że źle się czuje!
Mamo, mam ważne spotkanie za godzinę! Jerzy wreszcie spojrzał na matkę. Pojadę wieczorem albo jutro.
Jutro, pojutrze… Maria usiadła naprzeciw syna, zmęczona. Twoja babcia osiemdziesiąt trzy lata przeżyła, a ty wciąż masz powody, żeby nie zajrzeć.
Nie zaczynaj tej piosenki! Jerzy wstał, wsuwając telefon do kieszeni. Pracuję, rozumiesz? Zarabiam pieniądze! Nie jak niektórzy, co tylko potrafią marudzić!
Maria drgnęła od tej szorstkości, ale milczała. Przywykła. Jerzy zawsze był opryskliwy, szczególnie przy rodzinnych obowiązkach.
Dobrze szepnęła. To pojadę sama. Tylko kłopot auto w warsztacie, autobusem dwie godziny w jedną stronę…
I co? Jerzy wkładał kurtkę. Jedź autobusem, co w tym złego? Albo zamów taxi!
Taksówką drogo, synku. Emeryturę małą mam, wiesz.
Wiem, wiem! Jerzy był już w drzwiach. Słuchaj, mamo, pogadamy później, dobrze? Naprawdę się spieszę!
Drzwi zatrzasnęły się. Maria została sama w kuchni, gdzie unosił się zapach barszczu, który ugotowała dla syna. Jerzy nawet nie tknął jedzenia.
Podeszła do okna, patrząc, jak syn wsiada do nowego samochodu. Piękne, drogie auto. Jerzy był z niego dumny, często opowiadał znajomym o jego zaletach. Ale matki do babci zawieźć na to czasu brak.
Maria wyjęła z torebki wytarty portfel, przeliczyła pieniądze. Taksówką do babci rzeczywiście drogo. Trzeba będzie autobusem.
Wzięła torbę z zakupami dla teściowej, otuliła głowę chustą i wyszła na ulicę. Do przystanku było z piętnaście minut. Szła wolno, czasem zatrzymując się, by złapać oddech. Serce ostatnio często dokuczało, ale do lekarzy nie chodziła. Zabrakło czasu, i szkoda pieniędzy.
Na przystanku czekała pół godziny. Autobus przyjechał zatłoczony, Maria ledwo się wcisnęła. Podróż była długa, z przesiadkami. Młodzież siedziała w słuchawkach, wpatrzona w telefony. Nikt nie ustąpił miejsca starszej kobiecie.
W końcu dotarła do wioski, gdzie mieszkała matka Jerzego. Starutki domek stał na uboczu, otoczony zarośniętym sadem. Maria otworzyła furtkę, przeszła ścieżką do ganku.
Babciu! zawołała, pukając. To ja, Maria!
Drzwi otworzyły się nie od razu. Helena, matka zmarłego męża Marii, stała w progu, opierając się o laskę. Staruszka wyraźnie schudła od ostatniego spotkania.
Marysiu! ucieszyła się. Jak dobrze, że przyjechałaś! Wchodź!
Jak się miewasz? Maria przytuliła teściową, pocałowała w policzek. Jakaś ty chudziutka.
Co tam miewam… Helena zaprowadziła ją do izby. Ot, apetytu brak. I spać źle zaczęłam. Same bóle…
Byłaś u lekarza?
Byłam, byłam. Mówią, że wiek. Trudno, osiemdziesiąt trzy lata. Staruszka posadziła gościa przy stole. Herbaty się napijesz?
Oczywiście. Maria wyjęła z torby paczki z jedzeniem. Mam dla ciebie barszcz, kotlety i pierogi z kapustą.
Oj, dziękuję ci, droga! Helena uśmiechnęła się szeroko. A gdzie Jerzyk? Dawno go nie widziałam.
Maria milczała chwilę, nalewając herbatę.
Dużo pracuje, babciu. Ma swoje sprawy.
Rozumiem skinęła staruszka. Mężczyzna musi pracować. Tylko… zamilkła, dodając ciszej: Tylko tęsknię za nim. On mój jedyny wnuk.
Wiem, babciu. On też tęskni, tylko czasu brakuje.
Nic z tego, Marysiu. Helena pokręciła głową. Nie tęskni. Gdyby tęsknił, znalazłby chwilę. Ty znalazłaś.
Maria nie wiedziała, co odpowiedzieć. Sama tak myślała. Jerzy naprawdę mógłby się rozejrzeć, gdyby chciał. Ale nie chciał. Nie interesowało go siedzenie w starym domu, słuchanie o chorobach i wspomnień.
Opowiedz lepiej, jak się wiedzie poprosiła Maria.
Co tam opowiadać… Helena wzruszyła ramionami. Wstaję rano, jem śniadanie, chodzę po chacie. Sąsiadka Krysia czasem wpadnie, pogadamy. A tak samotnie. Telewizję oglądam, ale same straszności pokazują…
A zdrowie?
Kiepsko, Marysiu. Coraz gorzej. Serce
Igor odwrócił głowę ku oknu, by matka nie zobaczyła łez uporczywie napierających na oczy, bo w głębi duszy rozumiał, że ona ma rację a jego serce pozostawało ciężkie jak kamień, bo wiedział, że ciągle znajdzie powód, by nie przyjechać.



