Natalia wracała z zakupów z ciężkimi torbami. Była już przy domu, gdy nagle zauważyła nieznany samoc…

Natalia szła z siatkami pełnymi zakupów, ledwo ciągnąc je za sobą. Już prawie pod klatką zauważyła przy bramie obcy samochód. Kto to mógł przyjechać, żadnych gości się nie spodziewam mruknęła pod nosem. Kiedy podeszła bliżej, dostrzegła młodego mężczyznę na podwórku. Przyjechał! ucieszyła się i rzuciła, żeby syna uściskać. Mamo, zaraz, muszę ci coś powiedzieć nagle syn odsunął się lekko. Co się stało?! zaniepokoiła się Natalia. Lepiej usiądź, mamo powiedział cicho Wiktor. Natalia klapnęła na ławkę, czując, że zaraz usłyszy rewelacje roku.

Natalia Iwanowna mieszkała samotnie we wsi za Zieloną Górą. Męża pochowała dwa lata temu, a jedyny syn Wiktor, jak wyjechał do miasta na studia po wojsku, tak się u matki już nie pojawił. Pracuje w fabryce jako inżynier, najpierw wynajmował kawalerkę, teraz mu się życie poukładało inaczej ale szczegółami z matką się nie dzielił.

Przyjeżdżał rzadko, dopóki nie kupił samochodu. Od roku zaczął wpadać bez uprzedzenia to przywiezie zakupy, to nowe skarpetki. Natalia odmawiała z udawaną złością, ale syn i tak je zostawiał. Ostatnio przywlókł wełniany szal, ręcznie robiony co tam! Syn dalej jednak milczał o swoim życiu. Wszystko dobrze, nie martw się powtarzał tylko. I tyle.

Sąsiadka, młódka z naprzeciwka, Wera, miała po drodze do miasta i miała okazję się odrobinę dowiedzieć…

Dobroduszna matka dała Werze słoik powideł i marynowane grzybki dla syna. Numer do syna miała, więc Wera zadzwoniła, spotkali się.

Oj, ciociu Natalio, przyjechał autem z jakąś panną. Wszystko zabrał. Przekazał pozdrowienia, mówił, że przyjedzie.

A kto to taka? zdziwiła się Natalia.

Skądże ja mogę wiedzieć nos nawet z auta nie wystawiła. Ale wyglądała na starszą, z pięć lat, tusz do rzęs, całą się wymalowała.

Natalia zamyśliła się syn nigdy jej nie opowiadał o swoich miłosnych przygodach. Trzeba będzie popytać następnym razem. Ale nie trzeba było długo czekać.

Wracając ze sklepu, zobaczyła syna z chłopcem na podwórku. Samochód ciągle przy bramie.

Przyjechał! pobiegła szybciej, żeby uściskać syna, ale ten nie dał się objąć i powiedział:

Cześć, mamo. Poznaj, to Jurek. Jest dla mnie jak syn.

Wejdźcie do środka, zimno, a wy na powietrzu gadacie.

Nakręciła szybko stół dobrze, że kartofelki jeszcze ciepłe w garnku, a do tego kiszona kapusta, ogórki, mięso na parze.

Jurek siedział nad talerzem, grzebał w jedzeniu i nawet nie patrzył w stronę rozmowy. Najedli się, herbatę wypili, wysłali chłopca na podwórko niech pozwiedza, a oni pogadają.

Mamo, jest taka sprawa zaczął Wiktor. Ożeniłem się w zeszłym roku. Znaczy cywilny, z Oleną. To jej syn. Nie mówiłem, nie obrażaj się. Ona nie chce poznawać się z teściową.

A to czemu? Jestem aż taka straszna, czy wiejska i jej nie przystoi?

Nie. Ona pierwsze małżeństwo miała nieudane teściowa paskudna, wszystko rwała, aż musiała odejść. Obie zmarły w odstępie roku. Mieszkanie i auto zostało jej i synowi. Kiedy się poznaliśmy zaprosiła mnie do siebie, potem ślub, ale o teściach nie chce nic słyszeć.

A chłopca po co przywiozłeś?

No bo lato, a Olena w zaawansowanej ciąży w sierpniu rodzi. Ciężko, a Jurek wymaga stałego nadzoru, ja w pracy. Doglądniesz go do jesieni, a potem wróci do miasta?

Dopilnuję, oczywiście. Ale czy on sam będzie chciał zostać?

A kto go pyta? Matka kazała, to ma robić.

Natalia aż się zdziwiła, ale nie wtrącała się. Oleny nie zna, więc czego wymagać. Chłopiec osiem lat krzywdy nie zrobi. Niedługo własny wnuk albo wnuczka się pojawi prawdziwa radość!

Nazajutrz syn wyjechał, a Jurek łypał ponuro przez okno.

Natalia podeszła i spytała:

No to co, zaczynamy nowe życie! Mów mi babcia Natalia. Do której klasy idziesz?

Do drugiej odburknął chłopak bez entuzjazmu.

Chodź, pokażę ci kurki i ogródek. Truskawki już prawie na ciebie czekają pierwsze w okolicy!

Nigdzie z tobą nie idę.

A czemu? Ja ci krzywdy nie zrobię, a mój Atos (pies!) też nie gryzie, nie bój się.

Mama powiedziała, że jesteś zła. I wcale tu długo nie zostanę. A Atosa się nie boję.

Tego się nie spodziewałam! A twoja mama to niby skąd wie, że zła jestem? Ani razu mnie nie widziała… No dobrze, siedź tu, jak chcesz ja idę do swoich zajęć, wnuczku.

Natalia wyszła do ogródka. Szkoda jej go było wyglądało na to, że Olenie porządnie się dostało od poprzedniej teściowej, aż syna nastawiła. Ale co tam, dobra, ciasto, miękkie serce i go rozkruszy.

Pieląc grządki, zajęła się codzienną rutyną. Nie miała dużego gospodarstwa kilka kurek, dwie kaczki. Mleko, ser, śmietanę kupowała u sąsiadki, matki Wery. W zamian zanosiła jajka, czasem jagody.

Tydzień minął, Jurek powoli zaczął wychodzić na podwórko. To Atosa pogłaskał, to truskawkę z grządki zachachmęcił. Pomagać się nie wyrywał, ale Natalia nie naciskała. Raz, wybierając się do sklepu, zaproponowała mu wycieczkę, a on się zgodził.

W drodze powrotnej nie zamykał buzi gadał, opowiadał, aż miło było słuchać. Od tego momentu jakby go odczarowało. W domu pomagał, podlewał grządki, sam karmił Atosa, zaprzyjaźnił się z chłopakami z sąsiedztwa. Wieczorami nie dało się go do domu zagnać.

Rozweselił się, wziął się nawet za czytanie starego Robinsona Crusoe znajomego egzemplarza po Wiktorze. Przewracał kartki z pasją, a potem babci opowiadał i śmiał się z Piętaszka, kiedy ta wieczorami szydełkowała. Wspominała dawne czasy, jakież to syn był zawsze uśmiechnięty, ciągle coś gadał.

W sierpniu przyjechał Wiktor, cały w skowronkach, z wieścią: mają córkę, Julię. Jutro odbiór ze szpitala podjechał powiedzieć matce o wnuczce i sprawdzić, jak Jurek się aklimatyzuje.

Tato, z babcią Natalką jest super, chcę tu zostać trochę dłużej! Siostrę zobaczę, jak pójdę do szkoły!

Tak został do września. Natalia przygotowała prezenty dla wnuczki malutkie skarpetki, czapeczkę, leciutką kołderkę z puchu. Dla synowej rękawiczki. Syn podziękował, matkę wycałował, syna dorosłym tonem uścisnął za rękę i ruszył w drogę.

Pod koniec sierpnia Jurek grał z chłopakami w piłkę, gdy na końcu ulicy pojawił się samochód. Wszyscy rozstąpili się na baczność. Auto podjechało pod dom Natalii. Wysiadła z niego pulchna kobieta z niemowlakiem, za nią Wiktor. Przejął córkę, a do żony pędem już biegł Jurek.

Mama przyjechała! wykrzyknął, tylko że potknął się o kamień.

Ale nie zapłakał, bo wiedział liść babki lancetowatej na kolano i po sprawie! Olena pocałowała syna, wzięła go za rękę i poszli do domu.

Co to za zwyczaje, że Jurek biega samopas po ulicy? spytała Olena zamiast przywitania.

Dzień dobry, córko odpowiedziała Natalia. U nas tak dzieciaki biegają. A Jurek pomaga mi w domu i w ogrodzie, to i na zabawę zasłużył.

Potem Natalia podeszła do wnuczki spała cicho, śliczna jak aniołek. A babci zakręciła się łza w oku.

Ugościła przybyszów barszczem ze śmietaną, świeżym chlebem i zaczęło się wypytywanie.

Przyjechaliśmy po Jurka oświadczyła z powagą Olena. Zaraz szkoła, pewnie ci się już tu znudził, a i on czeka, żeby do miasta wrócić.

Chłopak aż podskoczył i wypalił:

Nie chcę do miasta! Chcę zostać z babcią Natalą! A ty, mamo, mnie okłamałaś babcia jest dobra!

Policzki Oleni pokryły się rumieńcem, mina mocno się popsuła.

Mamie tak się nie mówi, Jurku. Przeproś i idź się pobawić, tylko na podwórku spokojnie powiedziała Natalia.

Chłopak spuścił głowę, burknął już nie będę i wyszedł na zewnątrz.

Nie martw się, Olena. Dobrze go wychowałaś, jest poczciwy. A mnie radość dawał całe lato! Dzięki, że go przywiozłaś, synku. W każde lato chętnie go przyjmę.

Zaraz jednak mała Julia zapłakała, więc Olena pobiegła do córki. Przez dwa dni rodzina była razem Wiktor coś naprawił, zmajstrował; Olena ciągle przy córce; teściowa szykowała jedzenie, dbała o wszystkich, a Jurek wszędzie się kręcił to tacie, to babci, to mamie i siostrze do pomocy.

Nadszedł czas powrotu. Wszyscy wyszli na podwórko: Wiktor uściskał matkę, Jurka, przytulił Julię, a Olena, nieoczekiwanie, objęła teściową:

Dziękuję, mamo. Mojej już nie pamiętam, a nie wiedziałam, że teściowa może być taka dobra. Wybacz mi. Wiktora bardzo kocham dobrze go wychowałaś.

Teraz już twój, córko. A mnie to tylko radość. I Jurka przywoźcie pokochałam go jak własnego.

Tak się rozstali. Rodzina miała się jak najlepiej. Mamę na zimę zabrali do siebie, żeby pomogła z dziećmi i domem. A synowa z teściową żyły jak papużki nierozłączki, na pociechę Wiktorowi i bystremu Jurkowi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 + siedemnaście =

Natalia wracała z zakupów z ciężkimi torbami. Była już przy domu, gdy nagle zauważyła nieznany samoc…