Aniu, nie było cię już od pięciu lat, nawet nie interesowało cię, jak sobie radzę, co się ze mną dzieje
Anna i Zbigniew mieszkali razem ponad pięć lat, dzieląc skromne życie w niewielkim mieszkaniu pod Warszawą. On pracował fizycznie w fabryce, zarabiał przeciętnie zarobki nie przekraczały trzech tysięcy złotych miesięcznie. Anna zawsze marzyła o luksusie, o podróżach, których zdjęcia widziała w kolorowych gazetach. Chwytała się każdej okazji, by poznać ludzi bogatszych, lepiej ustawionych od Zbyszka.
Pewnego deszczowego wieczoru los się do niej niespodziewanie uśmiechnął na firmowej imprezie podszedł do niej majętny przedsiębiorca, który szeptał o willach, szmaragdowej biżuterii i samochodach prosto z salonu. Anna dała się oczarować obietnicom i porzuciła Zbyszka, wierząc, że rusza w nowe, lepsze życie.
Początkowo Zbyszek nie mógł się pozbierać. Siedział do późna w pustym salonie, błagał ukochaną o rozmowę, zaklinał się, że zmieni pracę, zdobędzie więcej pieniędzy, będzie oszczędny do przesady, byle tylko ona wróciła. Obiecywał, że wyremontuje mieszkanie, że kupi jej złotą obrączkę, o której marzyła.
Ale Anna nie miała już czasu na jego żale. W myślach płynęła jachtem po Mazurach, przymierzała płaszcze od polskich projektantów, jadła kolacje w najlepszych warszawskich restauracjach. Żadne przysięgi ani łzy nie mogły jej zatrzymać była pewna, że czeka na nią lepsze życie.
Minęło pięć lat. Annę zastały trzydzieste drugie urodziny w nowym apartamencie na Saskiej Kępie, lecz jej bogaty opiekun znudził się nią obok niego krążyło dziś wiele młodszych, bardziej przebojowych dziewczyn. Usłyszała w końcu: Aniu, za dużo wymagasz, nie dogadujemy się. Została praktycznie bez grosza przy duszy.
Przyzwyczajona do wygody, całkowicie nieporadna życiowo, bez pracy i perspektyw, Anna zdecydowała wrócić do Zbyszka. Przecież kiedyś ślubował, że będzie ją kochał do końca życia, może wciąż na nią czeka? Z bijącym sercem stanęła pod dawną, uśmiechniętą kamienicą.
Kiedy nacisnęła dzwonek, w drzwiach pojawiła się nieznana kobieta. Trzymała na rękach małą dziewczynkę z kręconymi włosami.
Marysiu, przecież mówiłam, że sama nie wolno otwierać drzwi odezwała się kobieta ciepłym głosem do córki. W czym mogę pomóc? zapytała Anny, która zamarła w przedsionku, niepewna, jak się odezwać.
Szukam Zbyszka Jest w domu? zapytała po chwili ciszy Anna.
Zbyniu! Ktoś do ciebie przyszedł! kobieta zawołała w głąb mieszkania, po czym spojrzała badawczo na Annę.
Zbigniew pojawił się w drzwiach rozpoznał ją od razu, choć minęło tyle czasu.
Aniu? jego twarz zastygła w zdumieniu, po czym zwrócił się do kobiety: Olu, możesz zostawić nas na moment?
Ola bez słowa cofnęła się do mieszkania, niosąc córeczkę.
Kto to był? spytała szeptem Anna, patrząc na szczęśliwą kobietę z dzieckiem.
To jest moja żona Ola, a to nasza córeczka Marysia odpowiedział Zbyszek spokojnie.
Anna zbladła. Żona? Masz dziecko? Przecież obiecywałeś mi, że tylko ja Przysięgałeś mi miłość na zawsze!
Zbigniew spojrzał na nią z żalem, ale już bez dawnych emocji.
Od twojego odejścia minęło pięć długich lat. Byłem w rozpaczy, ale wtedy zrozumiałem, że świat się na tobie nie kończy. Otworzyłem się na nowe życie, pokochałem Olę ona pokazała mi, że mogę być szczęśliwy. Dała mi rodzinę.
A ja? Co ze mną?
Aniu, przez pięć lat nie interesowałaś się moim losem. Wybrałaś pieniądze i łatwe życie. To był twój wybór. Nawet jeśli nie mieliśmy luksusu, nigdy nie zasłużyłem na to, jak mnie potraktowałaś. Myślałaś, że będę tu siedział i czekał w nieskończoność?
Anna rozpłakała się, łzy lały się strumieniami.
Byłam głupia Wciąż cię kocham!
Skończ już tę farsę, Aniu. Proszę, odejdź. Nie mam już dla ciebie miejsca w moim życiu. Twój bogacz cię odrzucił i liczysz, że przyjmę cię z powrotem? Ja już się nauczyłem, jak być szczęśliwym bez ciebie.
Anna odeszła od drzwi, tonąc we łzach. Po raz pierwszy poczuła, czym jest prawdziwe odrzucenie. A Zbigniew, zamykając drzwi, poczuł spokój i ulgę, dumę z tego, że los napisał dla niego nowy, lepszy rozdział życia.



