Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, bo aż sama do tej pory nie wierzę, jak to się wszystko potoczyło. Nasz jedyny syn, Bartek, zaskoczył nas totalnie wyobraź sobie, mówi, że chce się żenić! Ma dopiero 22 lata. Ale wiesz co, z mężem stwierdziliśmy, że jeśli już podjął decyzję, nie będziemy mu robić przeszkód. W końcu sami pobraliśmy się bardzo młodo mój Andrzej miał akurat skończone 22 lata, a ja byłam ledwo po maturze, 19 lat. Widać, taka nasza rodzinna tradycja!
No i powiem Ci, polubiliśmy tę jego dziewczynę od razu. Zuza ma na imię, studiują razem na Uniwersytecie Warszawskim, nawet chodzą do jednej grupy. Jak już zobaczyliśmy, że to poważne zamiary, zaczęliśmy z Andrzejem poważnie myśleć o przygotowaniach do wesela bo jak to, jedyny syn, rodzina musi się pokazać!
Zgodnie z tradycją wybraliśmy się w odwiedziny do rodziców Zuzi, takich przyszłych teściów, żeby się lepiej poznać. Mało o nich wiedzieliśmy widzieliśmy samą Zuzę parę razy u nas w domu, a ona opowiadała, że mieszka z mamą na wsi pod Radomiem. No to ruszyliśmy z Andrzejem w odwiedziny, dałam wcześniej znać przyszłej swatce, żeby była w domu.
Andrzej kupił piękny bukiet róż, ja upiekłam szarlotkę a jak! i pojechaliśmy do tej wsi. Dojeżdżamy, a tam no powiem Ci czyściutko, zadbany ogródek, wszystko równo przystrzyżone, aż miło popatrzeć! Dom niewielki, starszy, ale w środku czyściutko, aż pachnie świeżością.
Nas powitała w drzwiach mama Zuzi, pani Grażyna. Od razu nam się spodobała, taka sympatyczna, serdeczna kobieta, widać od niej bije ciepło. Grażyna zaprosiła nas do stołu a stół, jak to na wsi u Polaków zastawiony, aż się uginał! Widać było, że się starała, bardzo dobrze się u niej czuliśmy. I pogadaliśmy sobie to o tym, to o tamtym, śmialiśmy się sporo, ale o weselu nie udało się dogadać.
Powiem Ci tak Grażyna od razu powiedziała, zupełnie szczerze, że nie stać jej na udział w organizacji wesela. Widziałam, jak Zuzka się skrępowała, nasz Bartek też posmutniał, bo wiedział, że marzeniem Zuzi jest to wesele. Ale z Andrzejem wiedzieliśmy już od początku, że zrobimy to wesele własnym sumptem i nie będzie z tym problemu.
Ustaliliśmy z Grażyną, żeby po prostu przyszła z najbliższymi, a zaproszonych gości przecież nie wypada przychodzić z pustymi rękami, więc wszystko, co dostaną w kopertach, przeznaczymy na opłacenie ich miejsc w restauracji. Grażyna długo się opierała, czuła się niezręcznie, ale w końcu udało nam się ją przekonać, żeby nie robiła dzieciakom przykrości.
Słuchaj, minęły dwa dni, środa przed weselem, ktoś puka do naszych drzwi, a tu… Grażyna na progu! Zaprosiliśmy ją na herbatę, a ona długo nie mogła w ogóle przejść do rzeczy, aż w końcu wyciągnęła biały kopertę, a w środku gotówka. Okazało się, że poszła do banku po kredyt, żeby wziąć udział w kosztach ślubu! Bardzo ją prosiliśmy, żeby oddała pieniądze bankowi, bo widzieliśmy, że żyje skromnie, stara się jak może. Ale ona była bardzo uparta, powiedziała, że już podjęła decyzję i nie możemy jej na to nie pozwolić.
Wesele było naprawdę udane Bartek i Zuza szczęśliwi, bawili się do białego rana. Na weselu zaskoczyła nas jeszcze sama Grażyna zupełnie jak inna kobieta: pięknie uczesana, makijaż, śliczna sukienka, prawdziwy blask! Wszyscy goście byli pod wrażeniem, a zwłaszcza mój szwagier, Paweł 46 lat, od 10 lat mieszka i pracuje w Niemczech, rozwiedziony. Przyjechał specjalnie na wesele bratanka.
Całą noc Paweł zerkał na Grażynę, a po weselu oznajmił, że zostaje w Polsce jeszcze na trochę… domyślasz się chyba, o co chodziło! No więc dojechaliśmy z Andrzejem tydzień później do Grażyny tym razem nie o wesele dzieci, a… swataliśmy moją swatkę z Pawłem! No i się udało pokochali się, wzięli ślub, a kilka miesięcy później Paweł zabrał Grażynę do siebie do Niemiec.
I tak moja swatka stała się oficjalnie moją rodziną! Grażyna to naprawdę porządna, ciepła kobieta. Kto jak kto, ale ona na szczęście naprawdę zasłużyła.


