Nastoletnia ciąża zniszczyła mi życia. Już nigdy nikogo nie pokocham i nie założę rodziny

Nastoletnia ciąża zniszczyła mi życia. Już nigdy nikogo nie pokocham

Nie będzie to jakaś opowieść o tym, jak to macierzyństwo uskrzydla, a raczej historia z morałem i apelem do młodych dziewcząt, aby zastanowiły się, co robią i nie powtórzyły mojego błędu. Moje losy pokazały mi, że lepiej kilka razy pomyśleć, zanim się coś zrobi.

Tak się złożyło, że jako dziecko i też później, jako nastolatka, byłam bardzo rozpieszczana. Tak naprawdę było mi wolno wszystko – chodziłam z koleżanka po klubach w weekendy i szalałam do rana, potem przesypiałam pół dnia, a w szkole nie za bardzo przykładałam się do nauki. Rodzice potem już robili co mogli, abym trochę chociaż się uspokoiła – nie dawali mi kieszonkowego, zabrali telefon, komputer, zabronili rozmawiać z przyjaciółkami, mama płakała zrozpaczona, a ojciec groził pasem. Wszystko to niczym nie skutkowało! Moja mama pracowała na etacie i miała pracę dodatkową, abym z bratem niczego mi nie brakowało, a mój ojciec pracował za granicą.

Wtedy jednak byłam zbyt głupia, by cokolwiek zrozumieć i wolalam szaleć, niż się uspokoić. Finałem tych moich „szaleństw” była ciąża, w którą zaszłam w ostatniej klasie liceum. Rodzice propoonowali, że może lepiej będzie zrobić aborcję, ale ja się na to nie zgadzałam, mój ówczesny „ukochany” także kategorycznie się temu sprzeciwił. Niestety, jego miłość do mnie minęła po trzech miesiącach, a dokładnie w chwili, gdy tylko mój brzuch urósł. Cudem udało mi się zdać maturę. Niie chciałam iść na studia, chociaż mama mnie wręcz błagała, bym kontynuowała naukę, bo uważała, że edukacja jest niezwykle ważna w życiu. Ja jednak uznałam, że to nie ma sensu i że lepiej zostać z dzieckiem w domu, skoro przyszło już na świat. Po pół roku jednak rodzice zmusili mnie do tego, żebym aplikowała na studia. Płakałam i wciąż nie chciałam tego zrobić, ale rodzice powiedzieli, że inaczej mi nie pomogą już w niczym, a wiedziałam, że sama sobie po prostu nie poradzę, więc nie miałam wyjścia.

W szkole zaszczuli mnie tak bardzo, że teraz boję się nawet rozmawiać z ludźmi

Powoli uchodził ze mnie instynkt macierzyński i jakoś coraz mnie interesowałam się synem. Kiedy byłam na trzecim roku studiów mój syn zaczął mówić do mnie po imieniu, a nie „mamo”. Rozumie wszystko i wie, że to ja jestem jego mamą, ale mimo wszystko nie chce mnie tak nazywać. Mnie też się wydaje, że to raczej mój brat, a nie syn, ponieważ nie czuję do niego tej matczynej miłości, którą zwykle czują kobiety do swoich dzieci.

Po studiach rozpoczęłam pracę i mieszkam dalej z rodzicami i dzieckiem, ale czuję się w wieku tych 24 lat jakby moje życie się skończyło. Wydaje mi się, że nie pokocham nikogo innego: żadnego mężczyzny, żadnego dziecka, bo nie poczuję tego instynktu macierzyńskiego, który jest tak ważny, a bez tego ciężko będzie mi zbudować rodzinę. Chciałam siedzieć w domu, zajmować się dzieckiem, ale rodzice mnie zmusili do studiów. Myślę, że gdyby nie to, to moje życie wyglądałoby teraz inaczej. Nie obwiniam ich, bo pewnie bez nich w ogóle bym sobie nie poradziła, ale uważam, że to wszystko zniszczyło.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 5 =

Nastoletnia ciąża zniszczyła mi życia. Już nigdy nikogo nie pokocham i nie założę rodziny