— Oho, a ty to kto? — zapytał niski męski głos z sypialni, gdy Dominika otworzyła drzwi swojego mieszkania.
— W zasadzie to moje pytanie — odparła. — Co pan tu robi w mojej sypialni?
W drzwiach pojawiła się blondynka w jedwabnym szlafroku z wyniosłym uśmiechem.
— Aaa, więc to ty jesteś Dominika! Miś tak wiele o tobie opowiadał — przeciągnęła. — Jestem Zosia, siostra twojego męża.
Po wyczerpującym dniu pracy Dominika marzyła tylko o gorącej kąpieli. Zamiast tego w domu znalazła szwagierkę.
— Miłosz to mój narzeczony, nie mąż — poprawiła Dominika. — I nie przypominam sobie, żebyśmy umawiali się na twoją wizytę.
Zza pleców blondynki wyjrzał zmieszany młody mężczyzna.
— Przyjechaliśmy z Krzysiem na urlop — przerwała mu Zosia. — Brat powidział, że możemy zostać u was tydzień.
Dominika przeszła do kuchni, gdzie zastała pełen bałagan: brudne naczynia, puste opakowania po jedzeniu.
— Ciekawe, kiedy Miłosz zdążył to powiedzieć? Rano nawet nie wspomniał o gościach.
— Boże, jaka ty jesteś poważna! — Zosia wyjęła z lodówki wino. — Miłosz dał mi klucze miesiąc temu. Myślałam, że o tym rozmawialiście. A jeśli nie, to cóż… nieważne.
— Nie, nie rozmawialiśmy. I dlaczego jesteście w naszej sypialni, a nie w pokoju gościnnym?
Zosia wzruszyła ramionami. — Pokój gościnny jest taki mały, a w waszej sypialni jest łóżko królewskie. Miłosz powidział, że przez kilka dni przeżyjecie w gościnnym, macie tam rozkładaną sofę.
W pamięci Dominiki przypomniał się nieprzyjemny wieczór rodzinny u Miłosza, gdy jego matka i siostra okazywały jej jawną pogardę.
— Przykro mi cię rozczarować, ale to moje mieszkanie, moja sypialnia i moje łóżko — powiedziała stanowczo. — Miłosz mieszka tu z mojego zaproszenia.
— Ach, więc plotki są prawdziwe — zaśmiała się Zosia. — Mama mówiła, że trzymasz go krótko.
— Posłuchaj, jestem zmęczona. Możecie zostać w pokoju gościnnym na jedną noc. Naszą sypialnię musicie opuścić.
— Poczekamy na Miłosza. Jestem pewna, że wytłumaczy ci, jak nietaktowne jest dyktowanie warunków — prychnęła Zosia.
Gdy Miłosz wrócił, siostra natychmiast rzuciła się do niego ze skargami:
— Miłoszku! Twoja narzeczona chce nas wyrzucić z sypialni!
— Dominiko, co się stało? — zapytał zdezorientowany.
— Dlaczego dałeś siostrze klucze do mojego mieszkania? — spytała spokojnie.
— *Naszego* mieszkania, Dominika. Ja tu mieszkam, pamiętasz?
— Pamiętam. Z mojego zaproszenia. Ale to nie daje ci prawa rozdawać kluczy bez mojej zgody.
Na balkonie Miłosz zaczął rozmowę z wyrzutem:
— Co się z tobą dzieje? To moja siostra. Obiecałem, że mogą się u nas zatrzymać.
— I dlatego zajęli naszą sypialnię?
— Jaka to różnica? Tam łóżko jest większe. Możemy przez kilka dni spać w gościnnym.
— Chodzi o to, że dałeś klucze do mojego mieszkania bez mojej wiedzy.
— Krzyś to nie obcy! To chłopak Zosi.
— Widzę go pierwszy raz w życiu! A twoją siostrę ledwo znam.
— Czyli od razu znienawidziłaś moją rodzinę?
Z mieszkania dobiegał głos Zosi, która skarżyła się matce przez telefon: *Ta przybłęda próbuje nas wyrzucić! Miłosz już jej tłumaczy, jak się powinna zachować.*
— Dominik, bądźmy rozsądni — powiedział Miłosz. — To tylko tydzień. Jeśli mamy się pobrać, musisz się czasem ze mną zgodzić.
To mówiąc, wrócił do mieszkania, zostawiając Dominikę samą. Widziała, jak podszedł do siostry i coś powiedział żartobliwie, ignorując ją zupełnie.
Dominika wyszła z balkonu. Trójka na kanapie nawet na nią nie spojrzała.
W tej chwili coś w niej pękło. Dwa lata związku, wsparcie, kompromisy — wszystko przemknęło przed oczami.
— Wynocha z mojego mieszkania! — powiedziała cicho, ale wyraźnie.
Wszyscy trzej spojrzeli na nią z dezorientacją.
— Co?! — zapytał Miłosz.
— Powiedziałam — wynocha z mojego mieszkania! Wszyscy troje.
— Miłosz, uspokój swoją histeryczkę — zaśmiała się Zosia.
Ale Dominika już szła do sypialni. Chwyciła walizkę Zosi i ciągnęła ją w stronę drzwi, wyrzucając po drodze sukienki, kosmetyki, buty.
— Co ty wyprawiasz?! — wrzasnęła Zosia.
Dominika otworzyła drzwi i wysunęła walizkę na klatkę schodową.
— Oszalałaś!!! — zerwał się Miłosz. — Natychmiast przestań!
— To ty oszalałeś, jeśli myślisz, że możesz pozwolić, by twoja siostra trafktowała mnie jak powietrze w moim własnym domu. A teraz twoja kolej — powiedziała, patrząc na Miłosza.
— Dominik, uspokójmy się — zaczął błagalnym tonem.
— Nie ma o czym rozmawiać. Wszystko zrozumiałam. Dla ciebie moje zdanie nic nie znaczy.
Weszła do sypialni i zaczęła pakować jego rzeczy. Koszule, spodnie, zegarek — wszystko wylądowało na klatce schodowej.
— Jesteś wariatka! — krzyczała Zosia, próbując zebrać swoje ubrania.
— Nie możesz mnie tak po prostu wyrzucić — odparł w końcu oszołomiony Miłosz. — Mieliśmy się przecież pobrać.
— Dzięki Bogu, że nie zdążyliśmy. Zasługuję na człowieka, a nie na bydlaka. A ty… możesz mieszkać ze swoją siostrą.
Zatrzasnęła drzwi przed ich nosami.
Pół godziny później, gdy krzyki na korytarzu ucichły, Dominika zamówiła kolację z ulubionej restauracji. Otwierając drzwi kurierowi, zobaczyła Miłosza i Zosię stojących na klatce, patrzących na nią z nienawiścią. Spokojnie odebrała paczki, podziękowała i, nie raczywszy ich nawet spojrzeniem, zamknęła drzwi.
Rozłożywszy na stole ulubione potrawy, włączyła film. Po pierwszym łyku wina zrozumiała, że nie czuje smutku, lecz ulgę. *Jak dziwne* — pomyślałaDominika spojrzała jeszcze raz przez okno na ulicę, gdzie Miłosz i Zosia wsiadali do taksówki, i pomyślała, że od tej chwili jej życie będzie należeć tylko do niej.



