**Dzisiejszy wpis w dzienniku**
Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż. Zamożny mąż to szczęśliwe życie.
Dorota była jedyną córką swoich rodziców. Ojciec trzymał ją pod kloszem, matka rozpieszczała i wciąż powtarzała to samo:
Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż. Zamożny mąż to szczęśliwe życie pouczała Dorotę, a ta kiwała głową.
Tylko gdzie go znaleźć, tego zamożnego? W jej szkole byli porządni chłopcy, oczywiście. I narzeczony też się trafił z dobrej rodziny.
Ale ojciec pilnował córki surowo żadnych nocnych wyjść, studenckich spotkań, wyjazdów za miasto. Wszystko pod kontrolą.
Wkrótce jej wymarzony narzeczony znalazł sobie inną, bardziej wolną i ciekawą niż Dorota.
Ale nadszedł obron dyplomu, nie było czasu na miłosne rozterki.
Potem praca załatwiona przez tatę i urządzanie życia osobistego z pomocą mamy.
Mama wiedziała, co robi. Jedyna córka musi dobrze wyjść za mąż, a tu i kandydat się znalazł siostrzeniec jej dobrej znajomej.
Dorotko, przyjrzyj się temu mężczyźnie uważniej. Jest starszy od ciebie. Ale to zaleta, nie wada. Po co ci jakiś chłopczyk? Pomyśl sama. A Marek Nowak to poważny człowiek. Ma własną firmę. Nawet pracować nie musisz.
Ale on był żonaty, mamo! Ma córkę, więc alimenty.
Niech cię to nie martwi. Żona była niedorajdą, a córka od dawna mieszka w innym mieście. To nie problem.
I doszło do spotkania. Ojciec Doroty milczał wymownie. W kobiece sprawy nie wtrącał się od czasu, gdy córka skończyła studia.
Niech same decydują.
A jednak, o dziwo, Dorocie Marek się spodobał.
Dziesięć lat różnicy jej nie przeszkadzało. Z taką urodą jak jego, nawet za kolejną dekadę będzie wyglądał świetnie.
Przystojny, z manierami, ubrany jak z igły.
Dorota też zrobiła na nim wrażenie i wkrótce wzięli ślub.
Mama odetchnęła z ulgą, spełniwszy swój obowiązek, i zaczęła żyć dla siebie. Salony, sklepy, wyjazdy z mężem do ciepłych krajów już bez córki
A ta, mając przed oczami dobry przykład, nie pozostawała w tyle.
Mąż zachęcał jej zachcianki i potrzeby. Dorota żyła więc dla własnej przyjemności.
Jeśli chodzi o dom, wystarczyło wydawać polecenia gosposi, która i tak radziła sobie nieźle bez jej wskazówek.
Grom z jasnego nieba uderzył tak niespodziewanie, że Dorota nie zdążyła się opamiętać.
Markowi zmarła była żona. W jakich okolicznościach Dorota nie pytała.
I musiał zabrać do siebie córkę!
To było nie do pomyślenia. I co teraz? Ona sama odkładała macierzyństwo na bliżej nieokreśloną przyszłość, a tu nagle w jej domu miał się pojawić jakiś dzieciak, dla którego miała być drugą mamą, jak to ujął Marek.
Ale wyboru nie było.
Mąż nie pytał o jej zdanie, po prostu postawił sprawę jasno i poprosił o odrobinę litości.
Dziewczynka jest niewinna!
Wkrótce sam pojechał po córkę i przywiózł ją wraz ze skromną walizką i szkolnym plecakiem.
Kasia była w trzeciej klasie, wysoka, cicha i jak zauważyła Dorota wręcz milcząca.
Słowa od niej nie usłyszysz, wszystko w ciszy, po cichu.
Pocieszało ją jedno Kasia była podobna do ojca. Na pewno jego córka, a nie przypadkowy dzieciak tej niedorajdy
Życie w dużym domu z ojcem, macochą i gosposią przytłaczało Kasię.
Do czegoś takiego nie była przyzwyczajona!
Po każdym obiedzie rzucała się do zmywania, pytała, gdzie jest miotła, by zamieść podłogę, sama prasowała swoje rzeczy. A Dorotę to wszystko irytowało
Ojciec, pochłonięty pracą i biznesem, wracał do domu późno i nie miał czasu na okazywanie ciepła.
Żony nie skąpił pieszczot, ale Kasia dostawała najwyżej poklepanie po głowie i pytanie:
Jak w szkole?
Dorota czuła się teraz ograniczona czasowo. Nie mogła wyjść, kiedy chciała, odwiedzić ulubionych miejsc, zająć się sobą.
Nie o świcie będzie biegać na siłownię!
Potrzebowała wyspać się, posiedzieć przy komputerze, przejrzeć media.
A potem wracała Kasia i też nie było odskoczni mąż prosił, by pilnowała jej nauki i pomagała w lekcjach.
Dorota zaczęła się zastanawiać: może zaproponować mężowi, by oddał dziewczynkę do dobrej szkoły z internatem?
Ale nie odważyła się, za to zaproponowała przedłużoną świetlicę:
Rozumiesz, nie nadaję się do pomocy w lekcjach. Nie jestem nauczycielką. A patrz, już tróje się pojawiają. W szkole lepiej się skupia. To dla jej dobra.
Ale Marek tak się wściekł, że Dorota pożałowała słów.
I tak to się ciągnęło: relacje bez duszy, niezadowolenie, irytacja
A po dwóch latach Dorota urodziła chłopca. Pojawił się problem z nianią, ale Kasia miała już prawie dwanaście lat i sama zaproponowała, że pomoże w opiece nad bratem.
I faktycznie, lepszej niańki nie było!
Kasia wszystko ogarniała lekcje, zabawę z Bartkiem, prasowanie.
Później dochodziła jeszcze pościel, bo gosposi Helenie było już ponad sześćdziesiąt i zaczęła się męczyć.
Dorota pogodziła się z tym, że Kasia pomaga Helenie, a sama wciąż miała czas na pielęgnację urody, niezbędnej kobiecie światowej.
Bartek rósł, kochał starszą siostrę, tak jak ona jego
Gdy Kasia skończyła szkołę, Bartek szykował się do pierwszej klasy. I znów cały ciężar jego nauki spadł na siostrę, która dojrzała przed czasem.
Poszła na studia, uczyła się angielskiego i pomagała bratu.
Kochanie, nie uważasz, że cały dom i syna przerzuciłaś na Kasię? zapytał raz Marek żonę, która coraz rzadziej bywała w domu po południu, a czasem i wieczorami.
Miała swoje towarzystwo, jakieś spotkania, kawiarnie.
Co cię właściwie niepokoi, kochanie? Twoja córka świetnie sobie radzi. Helena tylko udaje, że pracuje. Gotuje i tyle.
Właśnie o to chodzi. Reszta na Kasi, tak?
Dorota milczała.
Tak, na Kasi! Ale czy dziewczyna narzekała? Bartka czasem zabierała ze sobą. W zesz



