Rzecz w tym, że mieszkam z mężczyzną, ale nasze małżeństwo nie jest zarejestrowane, od początku nie zwracałam na to uwagi, myślałam, że to formalność. Teraz zdałam sobie sprawę, że mój mąż, nie chce się ze mną ożenić, nie chce mieć dzieci i nie chce brać odpowiedzialności. Kiedy poznałam Andrzeja i zaproponował mi wspólne mieszkanie, od razu się zgodziłam, ale moja mama powiedziała, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Powiedziała też, że jeśli mężczyzna widzi ze mną przyszłość, to musi się ze mną ożenić.
Nie tylko mama mi to mówiła, ale także moi krewni ciągle pytali mnie, kiedy pójdziemy do urzędu stanu cywilnego, kiedy będziemy mieli dzieci. Szczerze mówiąc, miałam już dość tych pytań, więc postanowiłam z nim porozmawiać i dowiedzieć się, dlaczego tak się zachowuje. Rozmawiałam z nim, nie powiedział nic nowego. Powiedział tylko, że teraz nie jest czas na dziecko i że na wszystko co związane ze ślubem należy najpierw zaoszczędzić, a potem wszystko załatwić jak należy. Ja już jestem zła i nie mogę go zrozumieć, kiedy to „wszystko” będzie, ale myślę, że nie będę na to czekać, bo on od 8 lat składa obietnice.
Postanowiłam nie rozwodzić się już nad ślubem, poprosiłam go tylko o dziecko, powiedziałam, że w przyszłości nie będę od niego niczego wymagać. Po tym wszystkim odmówił, a nawet zagroził, że jeśli zajdę z nim w ciążę, to po prostu mnie zostawi. Jestem teraz w swoistym zawieszeniu, nie wiem co robić, jak się zdecydować i zrobić naprawdę ważny krok, bo zmarnowałam już zbyt wiele czasu. Uświadomiłam sobie, że moje życie biegnie dalej, a ja nie mam nic, właściwie to nie mam męża, nie mam dziecka, a lekarze mówią, że jeśli teraz nie urodzę, to będzie za późno.



