Bogna, idę za mąż powiedziała Wiktoria z niepewnym uśmiechem, wesela w najbliższy piątek. Przyjdziesz? Będę szczęśliwa, jak cię zobaczę.
Co? Ty? Z kim? I nagle? w głowie Bogny zamarzło od tej nowiny, jakby przyjaciółka ją zdradziła. Nie spodziewała się, że tak ją to zrani. Zawsze współczuła niezgrabnej Wiktorii i wątpiła, że znajdzie kogoś, kto ją poślubi.
Dlaczego nagle? Od pół roku znamy się z Krzysztofem odparła Wiktoria.
A ty milczałaś? Kto on? Nigdzie go nie widziałam. Gdzie go chowasz?
Chowam? zaśmiała się Wiktoria. Pracujemy razem, w firmie budowlanej, w której ja zajmuję się projektami. Nie spodziewałam się, że on mnie zaprosi i zgodziłam się!
On też malarz, jak ty? skrzywiła się Bogna.
Krzysztof wszystko potrafi. Kieruje tą firmą, a ja jestem w dziale wykończeniowym.
Bogna wciągnięta w milczenie. Nie wiedziała, co odpowiedzieć, patrzyła na przyjaciółkę, próbując wyłapać, czy to żart. Ale Wiktoria wyglądała spokojnie, nie było w niej śladu kpiny.
Uczyły się razem w jednej szkole w Łodzi, od szóstej klasy. Bogna zawsze była lepsza łatwiej jej w nauce, piękniejsza i szczuplejsza, ubierała się stylowo, a chłopaki kręcili się wokół niej. Na Wiktorię nikt nie zwracał uwagi. Bogna ją litościła, myśląc, że los i przyroda potraktowały tę biedną dziewczynę źle. Nie mogła pochwalić się ani twarzą, ani figurą, w szkole radziła sobie słabo i po 9 klasie poszła na technikum budowlane, żeby zostać tynkarzem.
Nie ma ciekawszego zawodu? zapytała wtedy Bogna. Może da się coś zmienić, przenieść na inną specjalizację?
Po co? Mama całe życie pracuje jako tynkarz na budowie. Dlatego i ja wybrałam to.
Całe życie w brudnej robocie? Fuj! Nie chcesz wybrać nowoczesnego, płatnego zawodu? Siedzieć w czystym biurze, wśród kultury? Ja zamierzam studiować projektowanie.
Nie rozumiem niczego w tym designie. Tynkować i malować pomagałam mamie od lat, podoba mi się to. Wiem, co i jak, a do tego nie wstąpię na uczelnię z moimi ocenami.
Bogna też nie dostała się na studia, ale nie poddała się. Najpierw skończyła technikum, potem, dzięki wynikom, dostała się na wydział projektowania. Choć ich drogi edukacyjne się rozeszły, spotykały się często i przyjaźń przetrwała.
Bogna była towarzyska i często zabierała Wiktorię na imprezy. Dzięki temu przyjaciółka wyglądała atrakcyjnie i przyciągała uwagę chłopaków. Bogna była przekonana, że znajdzie mężczyznę, pięknego, zadbanego i perspektywicznego. I nagle taka nowina
Więc przyjdziesz na ślub? zapytała jeszcze raz Wiktoria.
Oczywiście, nie omieszkam! odpowiedziała zdecydowanie Bogna. Poznam pana młodego?
No jasne.
Bogna liczyła, że Krzysztof wyjdzie na szkaradnego łysiejącego staruszka, który chce poślubić Wiktorię tylko po to, by zaoszczędzić na wykończeniach w nowym domu. Wszystko miałoby leżeć w rodzinnych kieszeniach, czyli czysta korzyść.
Ale ku swojemu zdziwieniu, Krzysztof był nieco pulchny, ale wesoły, przystojny młody facet z brodą. Patrzył z zachwytem na swoją narzeczoną, nie zwracając uwagi na nikogo wokół. Bogna kręciła się przy stole, próbując przyciągnąć jego wzrok, lecz oni patrzyli tylko na siebie, nie zauważając jej wysiłków. Zauważyła to jednak matka Wiktorii, pani Teresa Kowalska.
Co ty tu kombinujesz? popchnęła Bognę. Ja jestem po prostu robotniczą, wpadnę tu i od razu uprzątnę nadmiar włosów.
Nie rozumiem, o co chodzi?
Ty wszystko rozumiesz. Nie będę cię dwa razy ostrzegać.
Ale mój pan młody nie jest taki, jak twój zięć skłamała Bogna. I tak wkrótce będziemy się żenić.
No to graj z nim, uśmiechnęła się Teresa, czuwając nad szczęściem córki.
Bogna nie mogła się uspokoić. Jej ego było podranione. Dopiero co zerwała ze stałym chłopakiem i nie mogła nawet wciągnąć tego bezrobotnego mamałka do urzędu stanu cywilnego. Wiktoria przyciągnęła takiego przystojnego faceta, ale on wybrał ją, bo przy niej nie było Bogny! Gdyby ona była przy stole, to nie Wiktoria siedziałaby w roli panny młodej.
Po ślubie młodzi wprowadzili się do mieszkania Krzysztofa. Bogna stała się częstym gościem w ich domu, udając troskę o przyjaciółkę, ale w duszy chciała wywołać zazdrość u jej męża. Krzysztof był cały dzień w pracy, a Wiktoria cierpiała na silny toksykozę po porodzie. Bogna czuła się coraz pewniej w ich mieszkaniu.
Daję ci przepis na obiad, proponowała, wypierając Wiktorię z kuchni. Jeśli tak reagujesz na zapachy.
Naprawdę nie mogę patrzeć na jedzenie, przyznała Wiktoria. Prosiłam Krzysztofa, żeby zjadł ze mną w kawiarni, dopóki ten toksyk nie minie.
Kawiarnia drogi, a domowy obiad lepszy. Nie martw się, wszystko załatwię.
W odpowiednim czasie Wiktoria urodziła córeczkę Małgosię. Pomoc Bogny znów się przydała. Obie babcie były jeszcze młode i pracowały, przychodząc tylko w weekendy. Bogna wciąż studiowała, przeskakując wykłady, by wykorzystać okazję i zdobyć serce Krzysztofa. On jednak był obojętny na jej zaloty, co tylko podsycało jej determinację.
Odpocznij, ja pójdę na spacer z maleństwem, namawiała przyjaciółkę, poprowadzę wózek, powietrze jej zrobi dobrze.
Wiktoria nie sprzeciwiała się, była wyczerpana po porodzie, a Bogna dopasowywała godziny spacerów do powrotu Krzysztofa z budowy.
O, patrz, Małgosiu, kto przychodzi? Twój tata! Krzysztof zaglądał do wózka.
Nie śpi? Cześć, Maleńka! A gdzie Wiktoria?
Pewnie śpi, poród był trudny. Jej biodra wąskie, figura niełatwa do urodzenia, ale pomogę, jesteśmy przyjaciółkami. Zróbmy trochę gulaszu.
Mimo starań Bogny, relacje z Krzysztofem pozostały przyjacielskie. On wciąż patrzył z miłością na żonę, a do Bogny był po prostu uprzejmy. Zwiększyła swoje wizyty, zostawała dłużej, aż pewnego dnia spotkała się z Teresą.
Co tu kombinujesz? zapytała matka Wiktorii, wchodząc po pracy. Wiktoria, że ona u ciebie rządzi?
Mamo, spokojnie. Bogna bardzo pomaga. Sam nie dałbym rady.
Zatrudniłaś ją jako domową pomocnicę? Nie masz pomysłu? Chcesz zostać samemu?
Dlaczego ciągle mnie obrażacie? wybuchła Bogna. Chcę tylko pomóc.
Wiem, czego chcesz. Widziałam na weselu, jak oblizujesz się, patrząc na Krzysia. Idź, póki możesz matka wypychała Bognę z mieszkania.
Nie bądź naiwną, ganiła córkę. Nie wiesz, gdzie to może doprowadzić. Mężczyźni to słabość. Zanim się obejdziesz, matka samotna cię przytłoczy.
Jeśli odejdzie, to nie kocha. Nie będę trzymała siłą. A twoja opinia, że źle mnie potraktowałaś, jest błędna. Pomagałaś mi naprawdę.
Głupia dziewczyna, nie słuchaj matki, później nie płacz. Pokaż jej!
Ona i tak nie przyjdzie, westchnęła smutno Wiktoria.
Jednak po kilku dniach Bogna pojawiła się wcześniej niż zwykle, kiedy wszyscy byli w pracy i nikt nie mógł przeszkodzić jej planowi. Wiktoria właśnie kołysała dziecko i wyprasowywała pościel, starając się nie hałasować.
Bałam się, że nie przyjdziesz. Nie gniewaj się na mamę, ona po prostu panikuję, przyznała Wiktoria, czując się winna po kłótni.
Bogna usiadła na kanapie, skrzyżowała nogi.
Twoja matka mówi prawdę, zmrużyła oczy. Ty tego nie widzisz, a może udajesz, że nie. My z Krzysztofem kochamy się od dawna, ale boi się przyznać. Żałuje cię, biedna, zgarbiona. Myślisz, że ktoś może w tobie się zakochać? Spójrz na siebie! Trzy włosy w pięciu rzędach, nogi jak kozy rogi. To wszystko o tobie, piękna! zaśmiała się. Nie wyjdzie ci z projektowania.
Bożyszcze, przestań, Bogno wyszeptała Wiktoria, płacząc. Proszę, przestań!
Ja milczałam długo, ale nie mogę już dłużej. Krzysztof i ja niedługo mamy dziecko. Kocha mnie naprawdę! Odpuść go.
Wtedy w drzwiach pojawił się Krzysztof. Przyszedł na obiad, chciał trochę zdrzemnąć się i niespodziewanie stał się świadkiem tej dramatycznej sceny. Cicho podszedł do Bogny, objął ją za ramiona i poprowadził ku wyjściu. Ona posłusznie poszła za nim, zaszokowana jego nagłym pojawieniem się.
Krzysztof poczekał, aż Bogna założyła buty, otworzył drzwi i wskazał kierunek wyjścia.
Nie wracaj tu więcej, powiedział, zamykając drzwi.
Wrócił do pokoju, gdzie płakała Wiktoria.
Nie wierzę w żadne słowo, rzekł stanowczo. Nic między nami nie było i nie mogło być. Nie potrzebuję cię, nie wpasowujesz się w mój gust.
Ja też w to nie wierzę szlochnęła Wiktoria. Dlaczego mnie tak nienawidzisz?
Zazdrość, po prostu, odpowiedział, podnosząc ją i prowadząc do sypialni, by ją pocieszyć i jeszcze raz udowodnić swoją lojalność.
Po dziewięciu miesiącach w tej szczęśliwej rodzinie urodził się chłopiec, Szymon, prawie dokładnie taki jak tata. Gdzie jest Bogna? Wiktoria już nie szuka. Nie potrzebuje już pomocników.



