Zosieńko, już jestem w domu, przywitaj się!
W-Witek?! Jak to tak wcześnie? Przecież miałeś wrócić dopiero za trzy dni
Kobieta, mniej więcej trzydziestoletnia, pojawiła się w korytarzu, w pośpiechu otulona jedwabnym szlafrokiem, zdziwionym wzrokiem spoglądając na męża stojącego w drzwiach.
Chciałem ci zrobić niespodziankę, Zośka. Chyba się udało! Nie cieszysz się? Wysoki, barczysty mężczyzna uśmiechał się szeroko, zadowolony z efektu swojej wizyty.
Bardzo się cieszę! Idź od razu do kuchni, zaraz ci wszystko podgrzeję.
Zadowolony Witek skinął głową i ruszył w stronę kuchni. Tam czekał na niego wystawny stół: truskawki, czekolada, gorący obiad prosto z piekarnika Wszystko jakby przygotowane specjalnie dla niego.
No Zośka, aleś się postarała! Taką ucztę zrobiłaś Skąd wiedziałaś, że dziś przyjadę? Jakbyś miała szósty zmysł!
Biorąc sobie na talerz solidną porcję, Witek zaczął pałaszować kolację. Żona nadal nie pojawiała się w kuchni, ale uznał, że pewnie ubiera jakąś piękną sukienkę, specjalnie dla męża. Chciał ją zaskoczyć
Witek, ja My
Zośka, ale pyszne to twoje pieczyste! A sałatka, a te naleśniki palce lizać Michał?!
Odwracając się, Witek zobaczył żonę, trzymającą pod rękę jego młodszego brata Michała. Zośka patrzyła ze skruchą na podłogę, a Michał, w krótkich spodenkach i podkoszulku, przecierał zmęczone oczy jakby właśnie został obudzony.
Tak, Witku, to ja. Cześć, bracie
Dzień dobry A może raczej: wyjaśnicie mi, co tu się dzieje? Choć chyba wszystko jasne
Witek, ja Od dawna chciałam ci powiedzieć. Kocham twojego brata Michała i chcę być tylko z nim. Przepraszam. Zośka wyrzuciła z siebie wszystko, nie patrząc na męża.
Witek wypuścił z rąk talerz, który z hukiem roztrzaskał się o podłogę, jedzenie rozprysło się dookoła.
I rozumiem Przed chwilą
Tak. To właśnie teraz byliśmy razem.
No wspaniale, Zośka! I ty, Michaś, też gratulacje! Aaa, teraz wiem czemu taka kolacja, czemu taki nastrój… Dla kogo przygotowane!
Zośka nie miała odwagi spojrzeć Witkowi w oczy. Czuła, że jak tylko podniesie wzrok, cała odwaga z niej uleci.
A Marysia? Co z córką mamy robić? Wie już o tym?
Nie Nic jej nie mówiłam.
A gdzie teraz jest?
U sąsiadki, bajki ogląda.
I często tak odstawiasz ją do sąsiadki?
Od pół roku to już częste
Witoldowi skończyły się pytania. Skończyły się też emocje. Był zmęczony po podróży i nie widział sensu robić awantur. Z natury był człowiekiem opanowanym, trudno długo trzymać w sobie złość.
Ale jeśli już ktoś porządnie go zranił, to lepiej uciekać z drogi, jak mawiała jego mama. Jednak to był wyjątek od reguły.
Sytuacja z dwójką najbliższych osób zaskoczyła go stracił pewność siebie, choć tylko na chwilę.
Masz dziesięć minut, żeby się spakować i zniknąć z mieszkania. Czas start. powiedział spokojnie Witek, upijając łyk herbaty; bratu nawet nie spojrzał w oczy.
Co ona w nim widzi? Wyglądem jak bliźniak, nawet znamiona takie same… Robiący do pracy niechętnie, rozumu niewiele Straci z nim wszystko. No cóż, jej wybór pomyślał, kontynuując herbatę.
Nie pójdę nigdzie bez zgody nagle wtrącił się Michał.
I jakiej zgody chcesz ode mnie?
Na rozwód Wypuść Zośkę, ona cię już nie kocha!
Widzę, kogo kocha moja żona Witek uśmiechnął się smutno. Rozwodu chcecie? Będzie rozwód, ale tylko przez sąd! Zobaczymy, jak wydacie wszystkie pieniądze na adwokatów.
Witek żona delikatnie dotknęła jego nadgarstka. Witoldzie, proszę cię, rozstańmy się w zgodzie. Ty nie jesteś taki. Jesteś dobry, wiem to
Witold pokręcił głową.
W porządku, niech będzie. Ale bratem już dla mnie nie jesteś, Michale Karolczyku!
Mamy jeszcze jedną prośbę
Słucham?
Zostaw mi mieszkanie po rozwodzie, Witek! Zośka posłała mu uroczy uśmiech, dalej delikatnie głaszcząc go po ręku.
Marysia bardzo się tutaj przywiązała, ma przyjaciół w szkole A jak byśmy dzielili mieszkanie, na nowe nas nie stać, musielibyśmy do rodziców na wieś wracać
Witold wsparł podbródek na splecionych dłoniach i zamyślił się. Widząc, że mąż się waha, Zośka jeszcze bardziej zagrała na emocjach:
Wituś, kochany Zrób coś dla córki. Wiesz, że ty jeszcze setki złotych zarobisz, z twoją pracą! Proszę cię, nasza Marysia tylko ciebie ma na świecie! Dla niej proszę
Spokojnie, Zośka ostudził żonę. Mam lepszy pomysł.
Jaki? oczka jej błysnęły. Może i samochód nam zostawisz? Marysia byłaby w siódmym niebie
Marysia zostaje ze mną.
Słucham?! Zośka aż nie wierzyła uszom. Tobie herbata odbiła do głowy? Przecież z dziećmi nie umiesz się obchodzić! Całymi dniami i nocami w delegacjach. Ona nawet twojego imienia może nie pamiętać!
Zaraz się przekonamy powiedział spokojnie Witek, kierując się w stronę wyjścia.
Po chwili wrócił, trzymając córkę za rękę. Była to dziesięcioletnia dziewczynka, właśnie zaczęła czwartą klasę. Mocno ściskała dłoń ojca i uśmiechała się promiennie.
Po co ją tu przyprowadziłeś? Żeby brała udział w kłótni?! syknęła ze złością Zośka.
Nie odpowiedział. Usiadł na swoim miejscu przy kuchennym stole, posadził córkę na kolanach i zwrócił się do niej łagodnie:
Marysiu, córeczko, czy mogę ci zadać kilka pytań, moja skarbie?
Jasne! dziewczynka rozpromieniła się, zadowolona z zainteresowania taty.
Ale przysięgnij, że będziesz odpowiadała szczerze. Bo będę z tobą rozmawiał, jak z dorosłą osobą.
Jak z panami w biurze?
Właśnie tak.
Dziewczynka przytaknęła głową, wyraźnie dumna, że tata traktuje ją poważnie.
Powiedz, czy mama cię bije? Uderzyła cię ostatnio choć raz?
Marysia zawstydziła się i spuściła wzrok. Nerwowo zaczęła miętosić kawałek sukienki.
Jak śmiesz takie rzeczy mówić! Zwariowałeś?! wybuchła Zośka. Daj dziecku spokój!
Cicho bądź, Zośka. Rozmawiam z córką odparł surowo Witek, głaszcząc dziewczynkę po głowie. Nie bój się, Marysiu. Przypominasz sobie, obiecałaś odpowiadać prawdę.
Marysia kiwnęła głową, w jej oczach pojawiły się łzy. Objęła tatę za szyję i wyszeptała przytulona do niego:
Tak, mama trzy razy mnie uderzyła! Raz za trójkę z matmy, potem za rozlane mleko, a trzeci raz za to, że nawrzeszczałam na wujka Michała. A mama całowała się z nim, kiedy byłeś w delegacji.
Nie płacz, kochanie, już dobrze pogładził ją po włosach. Jestem przy tobie, już cię mama nie skrzywdzi.
Kłamie wszystko! protestowała Zośka. Nawet jej nie dotknęłam
Więc mieszkanie i samochód dla dobra córki chcesz dostać? uśmiechnął się chytrze Witek. Marysiu, odpowiesz mi jeszcze na jedno pytanie?
Dobrze
Gdybyś mogła wybrać, z kim chcesz mieszkać: ze mną czy z mamą, kogo byś wybrała?
Dziewczynka umilkła, spoglądała raz na ojca, raz na matkę. Zośka wyciągała do niej ręce, próbując przekonać ją bez słów.
A obiecasz, że nie będziesz wyjeżdżać na długo?
Obiecuję! zapewnił szybko Witek.
To ja chcę mieszkać z tobą, tatusiu.
Ty wrzasnęła Zośka, podnosząc rękę, ale Witek przytulił Marysię i zasłonił własnym ciałem. Michał, cały ten czas stojący z boku, nawet nie próbował zareagować.
No i porozmawialiśmy, Zośka. Już jej nie zobaczysz. powiedział spokojnie Witek i razem z córką wyszedł do jej pokoju.
Po chwili pomógł Marysi spakować rzeczy. Dobrze, że jego walizka po delegacji była gotowa. Witek i córka przenieśli się na noc do hotelu na drugim końcu miasta, który znał z pracy.
Minęło kilka miesięcy i odbyła się rozprawa. Ze względu na brak stałej pracy i mieszkania oraz możliwości opieki nad dzieckiem w nowej rodzinie Zośki, sąd zdecydował, że Marysia zostaje z ojcem.
Tym bardziej, że sama tego chciała.
Witold podzielił mieszkanie zgodnie z wyrokiem, swoją część sprzedał. Matce zezwolono na kontakt z córką w weekendy, ale poza tym Marysia mieszkała z ojcem w nowym lokum.
Witek zmienił swój tryb życia: żadnych długich wyjazdów, więcej czasu dla córki. Marysia zaczęła coraz częściej się uśmiechać a to okazało się dla Witka cenniejsze niż złotówki i jakakolwiek praca
Napiszcie, co o tym sądzicie? Zostawcie znak polubienia.


