Jagienko, jestem w domu, przywitaj mnie!
W-Włodek?! A co ty tak wcześnie? Miałeś wrócić dopiero za trzy dni
Kobieta około trzydziestki wysunęła się do korytarza, w pośpiechu otulając się jedwabnym szlafrokiem. Jej spojrzenie było rozkojarzone, jakby szukała wyjścia ze snu, a on stał na progu, wysoki i szeroki w ramionach, z uśmiechem rozciągniętym aż za uszy.
Chciałem zrobić niespodziankę, Jagno. Udało się! Nie cieszysz się? Włodzimierz śmiał się, zadowolony z efektu.
Cieszę się Bardzo Idź od razu do kuchni, podgrzeję ci coś do zjedzenia.
Ukołysany własną radością, Włodek skinął głową i poszedł do kuchni. Tam czekał na niego stół jak z bajki: truskawki, czekolada, świeżo upieczona pieczeń Zupełnie jakby wszystko było przygotowane na jego powrót.
No proszę, Jagno, co ty narobiłaś Skąd wiedziałaś, że wrócę? Czytasz mi w myślach?
Porcje układały się na jego talerzu w różnych kształtach, górki i fale, a on jadł szybko, próżny. Żony nie było, ale uznał, że może przebiera się w elegancką suknię dla swego małżonka.
Włodku Ja My
Ale twoja pieczeń, Jagnieszko, to niebo w gębie! A te naleśniki Przerwał, bo zobaczył nagle za plecami żony swojego brata, Adama, w krótkich spodenkach i podkoszulku, zaspane oczy, potarcie nosa, jakby dopiero co wyrwany z dziwnego snu.
Tak, Włodku, to ja. Cześć, bracie
Dzień dobry. No, a teraz fajnie byłoby usłyszeć, co tu się dzieje?
Chciałam ci to dawno powiedzieć. Kocham twojego brata, Adama. Chcę być tylko z nim. Przepraszam jednym tchem wyrzuciła Jagna, patrząc z ukosa na męża, którego już właściwie nie było.
Zaskoczony Włodek puścił talerz z rąk; naczynia grzechotały po kafelkach kuchni, odbijając się dziwnie jak w zwierciadle.
No i co właśnie zaczął, patrząc na brata i żonę, których splotła cicha tajemnica.
Tak. W tej chwili byliśmy razem dodał Adam.
Cudownie, po prostu bajka! Jagna, Adam wy, moi najbliżsi Ech, teraz wiem, dla kogo była ta kolacja parsknął Włodek, śmiejąc się gorzko.
Jagna znowu spuściła wzrok, a jej oddech zamienił się w szept.
A Marysia? Co z naszą córką? Wie o wszystkim?
Nie, jeszcze nie.
Gdzie ona teraz jest?
U sąsiadki, ogląda bajki.
Często tak ją zostawiasz?
Od jakiegoś pół roku
Pytania skończyły się, emocje również. Włodek, zmęczony drogą, wiedział, że awantura niczego nie rozwiąże. Spokojny z natury, łatwiej mu było pogodzić się ze stratą niż kłócić.
Ale kiedy przekraczano granicę Cóż, wtedy siła rozlewała się jak Wisła po wiosennym roztopach. Ta sytuacja jednak zbiła go z tropu, zarazem lekko rozbawiła absurdem.
Macie dziesięć minut, żeby się spakować mruknął, sięgając po herbatę, brata nie zaszczycając nawet spojrzeniem.
Co ona w nim widzi? Z wyglądu taki sam, nawet pieprzyki te same leniwy, nierozgarnięty Tylko straci z nim czas. Ale jej wybór! pomyślał Włodek, unosząc filiżankę.
Nie odejdę, dopóki nie dostanę zgody wtrącił się nagle Adam.
Zgody? Jakiej jeszcze zgody?
Na rozwód. Wypuść Jagnę, ona cię nie kocha!
To widzę doskonale Rozwodu chcecie? Będzie rozwód, przez sąd! Zobaczymy, ile złotych na adwokatów wydacie.
Jagna dotknęła jego dłoni, głosem łagodnym jak mgła przy Wiśle.
Włodku bądźmy rozsądni. Nie jesteś taki zły, wiem przecież
Westchnął.
Dobrze, niech będzie. Ale bratem już mi nie jesteś, Adamie Stanisławie.
My chcieliśmy jeszcze o coś poprosić.
No? Co jeszcze?
Zostaw nam mieszkanie, Włodku! Jagna rozpromieniła się zalotnie. Marysia przyzwyczaiła się do tej szkoły, tu ma koleżanki Jak podzielimy, nie stać nas na nowe. Musielibyśmy wrócić na wieś
Oparł brodę na splecionych dłoniach, zawieszony w fantasmagorycznym rozmyśleniu. Widząc jego zamęt, Jagna zaśpiewała słodziej:
Włodek złociutki Spraw Marii prezent! Ty zarobisz jeszcze tysiące! Jesteś świetny. Zrób to dla niej ona jest twoją jedyną córką!
Spokojnie, mam lepszy pomysł.
Jaki? rozbłysła nadzieją. Chcesz nam też zostawić samochód? Marysia byłaby wniebowzięta
Marysia zamieszka ze mną.
Co?! Zwariowałeś? Dzieci nie umiesz wychowywać, całymi dniami w delegacjach! Nawet nie pamięta, jak masz na imię!
Sprawdźmy powiedział, idąc po córkę.
Po chwili wrócił, prowadząc dziesięcioletnią dziewczynkę z jasnymi włosami, żywo uśmiechniętą. Chwyciła jego dłoń i tuliła się, szukając bezpieczeństwa.
Po co ją tu przyprowadzasz? Żeby była świadkiem awantury? rzuciła z gniewem Jagna.
Ale Włodek nic nie odpowiedział. Posadził Marysię na kolanach i patrząc jej w oczy, zaczął:
Marysiu, mogę zadać ci kilka pytań?
Jasne! Dziewczynka promieniała uwagą taty.
Obiecaj, że będziesz odpowiadała szczerze. Porozmawiamy jak dorośli.
Tak jak z tymi panami w twoim biurze?
Dokładnie.
Kiwnęła głową, ciekawa i dumna.
Czy mama cię krzywdziła? Uderzyła w ostatnim tygodniu?
Dziewczynka sposępniała, zaczęła nerwowo drapać dłońmi materiał sukienki.
Co ty wygadujesz?! krzyknęła Jagna. Zwariowałeś? Daj dziecku spokój!
Cicho, rozmawiam z córką powiedział Włodek, głaszcząc Marysię po głowie. Nie bój się. Pamiętaj o szczerości.
Oczy Marysi napłynęły łzami. Przytuliła się do ojca, szepcząc w jego koszulę:
Tak, uderzyła mnie trzy razy. Raz za tróję w szkole, raz za rozlane mleko. Trzeci za to, że nakrzyczałam na wujka Adama. Widziałam, jak się całowała z nim, kiedy byłeś służbowo w Poznaniu.
Cii, nie płacz, już nigdy cię nie skrzywdzi szeptał głaszcząc włosy. Jestem przy tobie.
Kłamie! krzyknęła Jagna. Nigdy jej nie uderzyłam!
Czyli mieszkania i samochodu chcesz dla córki? uśmiechnął się Włodek chytrze. Marysiu, odpowiesz na jeszcze jedno pytanie?
Tak, tatusiu.
Gdyby pozwolono ci wybrać, z kim chcesz mieszkać z mamą czy ze mną kogo wybierasz?
Marysia spojrzała raz na matkę, raz na ojca. Jagna rozłożyła ramiona, jakby chciała wciągnąć dziecko w swoją tęczę.
A przyrzekasz, że nie wyjedziesz na długo?
Obiecuję! odparł Włodek bez wahania.
Wtedy z tobą chcę zostać, tatusiu.
Ty smarkulo! Jagna rzuciła się z pięścią, ale Włodek szczelnie otulił Marysię. Adam ani drgnął.
No i proszę powiedział Włodek spokojnie Nigdy więcej jej nie zobaczysz. I razem poszli do pokoju córki.
Jeszcze tego samego wieczoru Włodek spakował rzeczy Marysi, gotów na kolejną podróż. Dobrze, że jego walizka po delegacji stała już w przedpokoju. Pojechali do hotelu pod samym Wawelem tego, gdzie Włodek nieraz nocował podczas służbowych wyjazdów.
Minęły miesiące. W sądzie zapadła decyzja: wobec braku stabilnego zatrudnienia i mieszkania u Jagny i Adama, a też stanowczej woli Marysi, sędzia przyznał ojcu opiekę. Matka mogła widywać córkę w weekendy, ale Marysia zamieszkała z tatą w ich nowym mieszkaniu.
Włodek zmienił cały rozkład dnia, żeby spędzać czas z córką. Długie delegacje przestały istnieć. A uśmiech Marysi był więcej wart niż cała pensja w złotych, lub jakiekolwiek stanowisko
Ciekawe, co wy o tym sądzicie? Napiszcie w komentarzach. Dajcie znać, czy ten sen też uznalibyście za swój.


