Na życzenie szczupaka…

Na rozkaz szczupaka

Grażyna od młodości była zapalonym wędkarzem. Gdy wreszcie przeszła na zasłużoną emeryturę, każdą wolną chwilę spędzała nad brzegiem Wisły z wędką w ręku. Jej mąż, Stanisław, wciąż pracował. Był trenerem w dziecięcym klubie sportowym w małym miasteczku Brodnica. Jego podopieczni wygrali wiele zawodów i przynieśli sławę szkole, dlatego Stanisław, choć kochał Grażynę i chciał z nią godzinami siedzieć nad spokojną taflą wody, nie mógł znaleźć na to czasu. Treningi, zawody, przygotowania kalendarz wypełniony po brzegi. Do emerytury w nowych przepisach nie zdążył jeszcze wstąpić, więc jedynie w weekendy mógł wyruszyć na ryby. Grażyna zawsze go wspierała i rozumiała.

W tę sobotę, mimo ogólnokrajowego lockdownu, postanowili wybrać się razem. Dzieci uczyły się zdalnie. Stanisław, z lekkim sercem, spakował sprzęt wędkarski, wsiadł do samochodu z żoną i dwójką wnucząt: Staszkiem i Elsą (starszy wnuk, Szymon, już pracował w MWP). Obok nich stał sąsiad Kacperek, rówieśnik wnuków, który patrzył, jak odjeżdża auto. Zauważył przyczepione do bagażnika wędki i po chwili rozczarowanie przeszło jego twarz. Znowu zostaję w domu przy babci, pomyślał. Jego babcia, Wiktoria, nie miała nikogo innego. W dzisiejszych czasach, kiedy ojcowie odchodzą, dzieci stają się półsierotami.

Stanisław zwolnił, otworzył okno i zwrócił się do chłopca:
Kacper, jedziesz z nami na ryby?
Kacperek, jakby czekał na tę chwilę całe życie, podskoczył:
Zaraz zapytam babci, zaraz wracam!
W minutę pojawiła się Wiktoria, patrząc z troską:
Mamy iść? Mówi, że chce nas zabrać?
Czekamy, odpowiedział Stanisław.
Hurra! wykrzyknęły wnuki w samochodzie.
Kacperek wziął głęboki oddech, założył czapkę, szalik i rękawiczki, wsunął się na tylną kanapę.

Dojechali na znane miejsce, które znała rodzina Nowaków miejsce, w którym żyją duże, tłuste szczupaki. Stanisław rozłożył przy brzegu ognisko, by rozgrzać się chłodnym wiatrem. Grażyna usiadła na składanym krześle z wędką w dłoni, a mąż cofnął się nieco, by nie przeszkadzać w łowieniu. Dziś używali przynęty żywej małych rybek. Grażyna skupiła się na spławiku, ale spojrzeniem bacznie obserwowała wnuki, by nie zrobiły nic nieodpowiedniego. Kiedy dzieci bawiły się w chowanego i w berka, spławik nagle zaczął tonąć. Powoli podciągnęła żyłkę
Po kilku sekundach szczupak wyłonił się w powietrzu, a ręka Grażyny zręcznie włożyła go do wiadra z wodą.
Pierwszy złowiony mruknęła z zadowoleniem. Zacięła nową przynętę i znów zarzuciła wędkę.

W tym czasie wnuki wyciągnęły z bagażnika piłkę i zaczęły rysować bramki w piasku, planując mecz. Gdy kolejny spławik zaciągnął żyłkę, Grażyna poczuła przypływ łowieckiego dreszczyku. To był kolejny, większy szczupak, już prawie pełny. Wkrótce w wiadrze pluskały się trzy ryby.
To naprawdę szczupak? szeptał Kacperek.
Tak! Ten, który spełnia życzenia zażartowała Grażyna.
Naprawdę? krzyknęły Staszek i Ela. Co sobie zażyczyć?
Żeby wiadra same do domu wróciły odpowiedziała Wiktoria, zarzucając kolejną przynętę.
Nie, że wiadra! westchnął Staszek. Chcę coś innego.
Grażyna zamachała wędką i rzekła:
Niech królewna cię pokocha! Tak jak w bajce o Jasiu i złotym rybaku.
Kacperek, nieśmiało, podszedł i spytał:
Mogę ja też coś życzyć?
Oczywiście! skinęła Grażyna.
Chłopiec zmrużył oczy, wziął jedną rybę i szepnął jej w płetwy: Niech znajdzie się prawdziwy tata. Ryba nagle zanurzyła się w wodzie, a Kacperek poczuł łzy w oczach.

Gdy Stanisław podszedł do żony, zobaczył puste wiadro i zapytał z troską:
Nie łowi?
Grażyna rozłożyła ręce szeroko:
Rób dobro i wrzucaj je w wodę!
W drodze powrotnej dzieci ziewały, a Kacperek zasnął w ramionach ojca, który podniósł go i oddał babci. Wnuki już w domu rozciągnęły oczy i krzyknęły:
Dziadku! Zgadnij, jakieśmy mieli życzenie!
Kacperek poprosił, by nie zdradzali, bo wtedy nie spełni się.
Złowiona woda zamieniła się w aromatyczną zupę rybną, a wszystkie usiedli przy stole. Grażyna nie mogła przestać myśleć o rozmowie z wnukami. Kacperek potrzebuje taty, a nie dziadka, rozmyślała, po czym przytuliła się do męża:
Wiesz, tak szkoda o niego. Nie ma telefonu, nie ma komputera Tęskni po prawdziwym kołysaniu.
Myślę, że tak, odpowiedział Stanisław zamyślony. Nie twój własny, ale jego.
Mijał miesiąc, zbliżał się Nowy Rok. Miasto udekorowało wielką choinkę, lampki migotały, śnieg przykrył ulice i dachy. W przedszkolu zaczęły się przedstawienia. Kacperek był przygnębiony, kiedy babcia Wiktoria przyniosła termometr, a potem opowiedziała, że wnuk zachorował kaszel, ból gardła. Najlepszy czas na święta, a on leży w łóżku.

Stanisław spojrzał na męża, zrozumiał, że chłopiec potrzebuje dziadka. Pojawił się pomysł. Zadzwonił do starego znajomego, Borysa, byłego nauczyciela WF w pobliskim mieście, oddalonego o sto kilometrów.
Borysie, mam sprawę. Ten maluch nie ma dziadka. Czy mógłbyś przyjechać na święta jako jego? spytał.
Jakiś dziadek? zdziwił się rozmówca.
To dosłownie nie ma ojca, babcia wychowała go sama, a on tęskni za męskim wzorem. Czy przyjdziesz w stroju Świętego Mikołaja? wyjaśnił Stanisław.
Borys, wzruszony, zgodził się. Obiecał przywieźć też prezenty, ciasto i wędzoną rybę. W dniu świąt przyjechał w czerwonym płaszczu, z białą brodą, a za nim wesoła Śnieżynka jego córka Weronika, ubrana w białą suknę i futrzane rękawiczki. W samochodzie z nimi było jeszcze młode męskie dziecko, które niósł pudełko z łyżwami.

Kiedy zapukali do drzwi, otworzyła się okiennica, a Wiktoria wpatrywała się z niedowierzaniem.
Gdzie mój Kacperek? zapytał Borys, głęboki głos niósł się po podwórzu.
Śnieżynka podeszła, trzymając torbę, a Borys dodał:
Przynoszę prezent i… trochę ciepła.
Wiktoria rozejrzała się, a Kacperek, skulony pod choinką, wyłonił się i zawołał:
Dziadku, w końcu! przytulił się do Borysa, łkając.
Borys, zerkając na żonę, zobaczył jej blaknięcie, ale jednocześnie łagodny uśmiech. W tym momencie weszła piękna młoda kobieta w białym płaszczu i ciemnym płaszczu Śnieżynka.
Mamo! krzyknął jej brat Dziadek przyjechał! Na rozkaz szczupaka, na moje życzenie!
Katarzyna, matka Kacperka, przytuliła syna, patrząc z niedowierzaniem na gości. Weronika, Śnieżynka, przyglądała się z uwagą, a łzy spłynęły po policzkach Katarzyny.

Wtedy Wiktoria podniosła głos:
Goście, wejdźcie, usiądźmy przy herbacie. Upiekliśmy ciasto i mamy rybę wędzoną.
Borys zrozumiał, że plan nie potoczył się tak, jak przewidywał, ale atmosfera była pełna ciepła: blada Weronika, zdezorientowany Michał (brat Katarzyny), piękna Katarzyna z łzami w oczach. Śnieżynka przymocowała Mikołaja do ramienia i próbowała mu coś pokazać. Borys zobaczył w Kacperku odbicie własnego dzieciństwa.

Gdy goście usiedli przy stole, Katarzyna i Michał wybrali się na dwór, gdzie miękki, puszysty śnieg otulał wszystko białym płaszczem.
Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? powtarzał Michał, zdezorientowany.
Dlaczego odjechałeś, nie żegnając się? odparła Katarzyna. Zostałem wezwany na zawody, a Ty miałaś wyjazd na praktyki. Wszystko się zamieszało, a ja dzwoniłem, a Ty byłaś nieosiągalna. Kiedy w końcu zrozumiałam, że nie powiedziałam ci o synu, poczułam gniew. Nie porzuciłam studiów, przeszłam na studia zaocznie, zmieniłam numer telefonu i odcięłam kontakt. Teraz uczę w szkole i kocham syna. Nie żałuję.
Ja żałuję! wyznał Michał, pełen żalu. Nie wiedziałem, że małe dziecko się urodziło. Nie widziałem, jak rośnie Nie mogłem…
Co teraz? westchnęła Katarzyna. Jesteś ojcem, mężem, rodziną
Nie, to się nie udało. Nie znalazłem kogoś takiego jak ty Cóż, mówię głupie, bo już go znalazłem! Znalazłem ciebie!
Spójrz, jak szybki! Kacperek nas wszystkich odnalazł!
Wszyscy weszli razem, nieśmiało się uśmiechając, a napięte twarze rodziców powoli się rozluźniały.
Kacperek, życzyłeś sobie, by szczupak przyniósł ci dziadka? zapytał Stanisław, patrząc na wnuka. I on spełnił marzenie!
Ja chciałem, by Kacperk miał tatę odpowiedział Staszek, wychodząc z otwartego wejścia. To przybyli Nowakowie, aby się cieszyć z Kacperkiem.
To dopiero! Trzeba podziękować szczupakowi zaśmiał się Michał, wpatrując się w syna. Witaj, synu! Ja jestem twoim ojcem
Wszyscy zamknęli się w ciszy, po czym zaczęli rozmawiać, przerywając sobie nawzajem. Przytulali Kacperka. Mikołaj pogłaskał brodę, a Śnieżynka wraz z babcią Wiktorią ocierały łzy.
Wstyd mi się pytać, jakie było trzecie życzenie? spojrzała Grażyna na swoją wnuczkę.
Ja poprosiłam szczupaka, żeby moja siostra Kacperek była szczęśliwsza przymrużyła oczy, szepcząc Ewę.
Dorośli wybuchli śmiechem i oklaskami, wciąż patrząc z niedowierzaniem na siebie.

Minął rok. 31 grudnia przy bramie Wiktorii zatrzymał się znajomy jeep. Z środka wysiadł Michał i ostrożnie otworzył tylną drzwię, pomagając Katarzynie wyładować ozdobny pakunek. Kacperek dumnie niósł podwójną nosidełko. Małą siostrzyczkę nazwano Gabi na cześć wędkarki, która w ten magiczny dzień złowiła trzy szczupaki, spełniające najskrytsze życzenia dzieci

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × cztery =

Na życzenie szczupaka…