Pracuję teraz głównie z domu. Nie muszę dojeżdżać do pracy, więc mam ciut więcej czasu, który straciłabym normalnie na drogę do swojej firmy. Z nudów zarejestrowałam się w aplikacji randkowej. Poza tym już od dawna doskwiera mi samotność więc może to naprawdę był dobry czas, aby kogoś poznać, a Internet pomógł w tym już wielu osobom. Dość szybko zaczęłam pisać z kilkoma chłopakami, ale ten jeden konkretny bardzo wyróżniał się na tle innych.
Nie był jakoś bardzo przystojny, ale był bardzo męski i charyzmatyczny, co mnie do niego po prostu przyciągało. Najpierw korespondowaliśmy tylko w aplikacji, a potem przeszliśmy na inny komunikator. Wymieniliśmy się nawet swoimi Instagramami, dlatego oboje widzieliśmy, jak wyglądamy i czym się interesujemy. Mieliśmy wiele wspólnego, rozmawialiśmy godzinami o muzyce, książkach oraz planach na przyszłość. Możnaby pomyśleć, że z tego jak nic wyjdzie idealny związek, zresztą mnie też się tak wydawało i początkowo dzięki tej znajomości oderwałam się od problemów oraz czułam, że interesuje mnie na tyle, iż chciałabym z nim czegoś więcej niż koleżeńskiej znajomości.
Chcieliśmy się spotkać, ale on niestety miał zapalenie płuc (a przynajmniej tak twierdził) i jeszcze nie mógł wychodzić. Uznaliśmy, że skoro nie możemy się spotkać, to porozmawiamy dzięki wideokonwersacji. Od tamtej pory każdego dnia rozmawialiśmy w ten sposób. Traktowałam to jako prawdziwą randkę, więc ubierałam się i malowałam tak, jakbym miała z nim gdzieś wyjść.
Potem doszliśmy już do takiego punktu naszej znajomości, w którym zaczęliśmy wysyłać sobie nawzajem nasze gorące fotki. Wiem, że to może głupota po 2 tygodniach znajomości, w dodatku tylko internetowej, ale jakoś tak bardzo mu zaufałam, że o tym wtedy nie myślałam. Poza tym on zachowywał się jak ideał. Nie mógł mi kupić kwiatów czy zapłacić za obiad, więc wysyłał mi czasem jakieś drobne lub większe kwoty, za które miałam sobie coś kupić. Niestety, nie wiedziałam, że to transakcja wiązana.
Zaczął wymagać coraz więcej zdjęć, a kiedy odmówiłam, to zaczął mi grozić. Mówi, że jeśli nie wyślę więcej swoich intymnych zdjęć, jakie on będzie chciał, to opublikuje w sieci te fotki, które zdążyłam mu do tej pory wysłać.
Zdjęcia nie są zbyt wulgarne i na szczęście nie pokazują aż tak wiele, ale i tak nie chciałabym, żeby zostały upublicznione, bo to może zniszczyć mi reputację. Nie wiem, co mam teraz zrobić.



