Każde spotkanie ma swój czas
„Dlaczego miłość odchodzi? Przecież była, naprawdę była. Byłam tak szczęśliwa, że nic wokół nie dostrzegłam. Żyłam tylko nim. A potem przegapiłam moment, gdy się zmienił. Naiwna jestem. Sama sobie winna. Zbyt się rozluźniłam, a nie wolno było.” Kinga patrzyła przez okno na kołyszące się na wietrze drzewa. Lód na chodnikach posypany piaskiem. Kilka dni bez śniegu – i podwórko zszarzało.
„Myślałam tylko o praniu, prasowaniu, o tym, żeby dobrze go nakarmić. A on zapragnął namiętności, młodego ciała. Kryzys wieku średniego. Widziałam, że się odmładza, ale myślałam, że to tylko strach przed czasem… Ciekawe, czy ona dobrze gotuje? A może jadają w restauracjach? Boże, o czym ja w ogóle myślę? To takie trudne. Minęło kilka miesięcy, a ja wciąż nie potrafię się uspokoić. I chyba nigdy nie przywyknę.”
„Który dziś miesiąc?” – Kinga zamyśliła się. – „Chyba styczeń. Stary Nowy Rok. A ja siedzę w domu jak jakaś staruszka. Dość tego, ogarnę się i pójdę na zakupy.”
Postawiła pustą filiżankę po kawie w zlewie i poszła do łazienki. Włączyła wodę, zrzuciła szlafrok i weszła do wanny. Przełączyła dźwignię na prysznic, ale zaciął się. Kinga mocniej nacisnęła – zamek odpadł, a woda trysnęła z kranu i słuchawki. Próbowała zakręcić, ale nic z tego.
Musiała wyjść i zamknąć główny zawór. Woda przestała lecieć strumieniem, ale i tak kapała. Kinga nie założyła mokrego szlafroka. W samej bieliźnie poszła do pokoju, włożyła dres i bluzę. „No i się umyłam. Jak na złość wszystko. Rok nowy, a problemy te same. Ile razy mówiłam mężowi, że ten przełącznik się zacina, ale zawsze miał ważniejsze sprawy…” – mruczała pod nosem, wycierając podłogę.
Zadzwoniła do administracji. Pewnie ktoś dyżuruje. Długie sygnały denerwowały. A jeśli nikt nie odbierze? Dzwonić do niego? Nie, nie upokorzy się. W słuchawce odezwał się zmęczony głos kobiety:
– Sł– Tak, zepsuł się kran w łazience – wyjaśniła Kinga, niespodziewanie podnosząc głos.



