MYŚLI WSŁUCHANE
Drogi Dzienniku,
Dziś ledwie zdążyłem wstać z łóżka. Śniło mi się, że wciąż jestem w przytulnym gniazdku pod ciepłym kocem, a jedynym dźwiękiem, który miał mnie obudzić, jest budzik. Zwinąłem się w koc i czekałem, jak małe dziecko, aż rozlegnie się sygnał. Może w ukryciu liczyłem się, że mama w kuchni przyrządza mi aromatyczne serniczki z rodzynkami albo kotleciki z kurczaka, po czym wezwie mnie na śniadanie.
Mimo że w tym roku skończyłem trzydziesty piąty rok życia, wciąż marzyłem o tym, by być mamąs dzieckiem, kochanym i pielęgnowanym. Niestety, budzik dziś nie był przyjacielem, a zdradliwym zdrajcą nie zadzwonił w wyznaczonej porze.
Moja żona, Teresa, już dawno wstała i szykowała synka Szymka oraz naszą córeczkę Jadwigę do przedszkola.
– Dlaczego mnie nie obudziłaś? zapytałem, nieco zraniony, zamiast zwykłego porannego pocałunku.
– Miałeś przecież budzik odpowiedziała Teresa Czyż nie zadzwonił? Zawsze wstajesz na jego dźwięk. Pomyślałam, że zmieniłeś plan lekcji i nie chciałam cię budzić, starając się robić domowe obowiązki cicho.
Szybko się ubrałem i odrzuciłem propozycję śniadania, tłumacząc się brakiem czasu i twoją winą, kochana żono. Gdy Teresa zamykała za mną drzwi, wyłapałem jej szept:
– Zawsze tak on położy się spać, a ja jestem winna. Nie pocałowała mnie przy pożegnaniu. Od jakiegoś czasu nie rozmawiamy szczerze. Nasza relacja odległa, coś musimy zmienić. Smutno mi, bo kiedyś marzyliśmy o wspólnym życiu. Jeszcze niedawno byłeś wesoły i troskliwy! Co się stało?
Teresa, coś powiedziałaś? odwróciłem się.
Nic, po prostu nie spóźnij się do pracy. Pani Dyrektor Jadwiga nie wybaczy takiego opóźnienia. Do zobaczenia, Daniele! rzuciła, wysyłając mi w powietrzu buziaka. Stała przy drzwiach, uśmiechając się jedynie ustami, i machała ręką.
Na przystanku tramwajowym stałem tylko kilka minut. Nerwowo patrzyłem na zegarek, wzdychając ciężko.
– Muszę zdążyć na lekcję, inaczej dostanę reprymendę od dyrektora, a pani nauczycielka Jadwiga podkręci mi życie jeszcze bardziej myślałem, przeskakując z nogi na nogę.
Na zewnątrz było mokro i zimno. Samotne płatki śniegu leciały bezładnie, a w mojej głowie wciąż kłębiły się czarno-białe, ponure obrazy. Żołądek warczał, domagając się choćby zimnej herbaty i prowiantu, pokrojonego topornym nożem. Jednak prawdziwym wyzwaniem było to, że zaczynałem słyszeć cudze myśli, które wdzierały się do mojego umysłu przez uszy i przyklejały się tam, gdy tylko spojrzałem na kogoś i pomyślałem o tej osobie.
Były to fragmenty zdań, przekleństwa, jęki, zarzuty, a czasem nawet wulgarne wypowiedzi. Starałem się patrzeć w dół, na chodnik, gdzie delikatne płatki śniegu kończyły krótkie, według niektórych, bezsensowne życie, wykonując w powietrzu kilka obrotów. Czy to były akrobacje w stylu Cztery obroty, czy może po prostu piękne, niepowtarzalne figury? Nie wiedziałem, co myślą te płatki i kto mógłby je odczytać.
Słyszenie cudzych myśli doprowadziło mnie prawie do szaleństwa. W głowie było jak w otwartym kanale. Czy to choroba, czy jedynie przypadkowy dar? Czy mogę to wyłączyć, zamykając oczy? Nie, nic się nie zmieniło hałas nie ustawał.
Wtedy nadjechał tramwaj nr 1. Tłum na przystanku ożył, szukając miejsca przy pojeździe. Niewysoka starsza pani w staromodnym płaszczu i podniszczonym zielonym szaliku mocno popchnęła mnie w plecy. Spojrzałem na nią i usłyszałem jej myśli:
– Ci młodzi intelektualiści biegają tu i tam, nic nie wnoszą! Powinni zamiast tego zamiatać ulice, a nie uczyć nasze dzieci! Gdyby najpierw spojrzeli w lustro! Czasem chce się ich przytulić, a potem przycisnąć tak, by nie mogły czytać mądrych książek!
Co mi pan mówi? zapytał mnie.
Nic, młody człowieku odparła, wchodząc do tramwaju.
Musiłem dotrzeć na pierwszą lekcję fizyki. Nie miałem pieniędzy na autobus, więc w godzinach szczytu używałem tramwaju, w którym tłum ludzi w ciepłych kurtkach i płaszczy walczył o każdy wolny chwilec.
Na stopniu przy tramwaju stała moja uczennica Ania z klasy 10B.
– Dzień dobry, panie Daniele! zawołała z entuzjazmem, nie zauważając, że biegnę w stronę tramwaju.
– Dzień dobry, Aniu odparłem, odwracając wzrok, by nie słyszeć jej myśli: Czy zdążymy na lekcję? On jest taki przystojny, wysoki, niebieskooka głowa….
– Pan jest super, panie nauczycielu! pomyślała Ania głośno Pani Jadwiga zazdrości, bo nie widzi moich uczuć! Codziennie podmienia lekcje, a potem patrzy na mnie z wściekłością!
– Myślę, że zdążymy powiedziałam, nie patrząc na nią.
– Jestem gotowa, a lekcje mogą iść już teraz odparła, skacząc z tramwaju.
Przy bramce szkoły czekała kobieta, którą rozpoznałem jako mamę mojego ucznia, Władka. Chłopiec od miesiąca nie uczęszczał, bo leczył się po ciężkim złamaniu kostki.
– Dzień dobry, panie Daniele! Przepraszam, że zatrzymuję, ale chciałabym, aby pan poprowadził dodatkowe zajęcia z fizyki dla Władka w domu lub online. Nie mogę tego zrobić za darmo powiedziała.
W jej myślach brzmiało:
– Nie mam pieniędzy, wszyscy poszli na operację. Trzeba się domyślić z nauczycielką matematyki, bo koszty będą ogromne. Muszę sprzątać klatki, żeby zarobić na jabłka i jedzenie.
– Nie martw się, wyślę mu hasło do mojego Zooma. Pomogę mu z algebrą i geometrią. Wszystko będzie dobrze odpowiedziałem.
– Dziękuję bardzo powiedziała ze łzami, podając mi worek pełen czerwonych jabłek z naszego sadu.
Patrząc na jabłka, poczułem ciepło w sercu. Dobre uczynki naprawdę dają radość.
W holu spotkałem dyrektorkę, Jadwiga Kowalska. Nie chciałem słyszeć jej myśli, ale i tak usłyszałem:
– Ten nieudacznik! Zrobię mu życie trudne, nie dam żadnych dodatkowych zajęć, nie podniosę mu pensji. Niech się męczy, a żona go zostawi!
Uśmiechnąwszy się, wszedłem do klasy. Zostało piętnaście minut do lekcji. Otworzyłem plecak i znalazłem w kieszeni telefon oraz paczkę przygotowaną przez żonę termos z parzącą kawą i kanapkę.
Pod przerwą do mojej klasy weszła Zuzanna z klasy 8A, nie patrząc mi w oczy.
– Co chcesz, Zuzanno? zapytałem.
Usłyszałem w jej myślach:
– Dlaczego pani Kowalska chce, żebym się rozebrała przy nauczycielu? Obiecała mi dobrą ocenę, jeśli pomogę.
Zaraz po trzeciej lekcji zadzwonił mój przyjaciel z uczelni, proponując pracę w prywatnym liceum jako dyrektor. Obiecałem mu przemyśleć ofertę i zamówiłem spotkanie z Teresą w kawiarni. Dzisiaj na moje konto wpłynęła wypłata jestem bogaty, ale prawdziwym skarbem są żona, dzieci i moje dobre serce.
Gdy wychodziłem ze szkoły, spadł na mnie śnieżny bałwan. Nie zwracając uwagi na drobny wypadek, udałem się do domu, by pogodzić się z żoną.
– Tylko niech już nie słyszę cudzych myśli, choć dziś przydały mi się nieźle pomyślałem, kupując w kiosku bukiet białych chryzantem dla Teresy. Zapłaciłem sprzedawczyni i zauważyłem, że już nie słyszy moich myśli.
– Jakże szczęśliwy jestem! Całe to zgiełk i pogoń za wiatrem! Na prawie nie straciłem Teresy, choć drobne kłótnie mnie męczyły pomyślałem, patrząc jak Teresa radośnie biegnie w moją stronę, włosy jej popadały na oczy. Delikatnie dotknąłem kosmyków i pocałowałem je. Pachniały domem i ciepłem.
Śnieżynki wirowały dalej, wykonując w powietrzu akrobatyczne figury. Może to właśnie one połączyły mnie z Teresą, gdy tylko machnęły białymi skrzydłami.



