Wiesz, myślałam, że wyszłam za mąż…
Gdy Magda płaciła za zakupy, Krzysztof stał z boku. A kiedy zaczęła pakować je do reklamówek, to w ogóle wyszedł przed sklep. Magda wyszła i podeszła do Krzysztofa, który właśnie palił.
Krzysiu, weź reklamówki poprosiła Magda, podając mu dwie cięższe siatki z jedzeniem.
Krzysztof spojrzał na nią tak, jakby kazano mu zrobić coś nielegalnego, i ze zdziwieniem spytał:
A ty co?
Magda się zmieszała, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Co to znaczy: „a ty co?” i po co tak w ogóle pytać? Normalnie facet zawsze pomaga. No i jak to wygląda, kiedy kobieta wlecze ciężkie siatki, a facet obok sobie maszeruje jak na defiladzie?
Krzysiu, naprawdę ciężkie odpowiedziała Magda.
No i? ciągnął swój opór Krzysztof.
Widział, że Magda już się złości, ale z zasady nie chciał nieść siatek. Zamaszystym krokiem ruszył przed siebie, wiedząc, że nie nadąży. „Co znaczy 'weź siatki’! Czy ja wyglądam na frajera? Albo popychadło?! Jestem mężczyzną! Sam decyduję, czy coś nosić! Nic jej nie będzie, sama doniesie!” rozmyślał Krzysztof. Akurat miał taki nastrój potraktować żonę ostro.
Krzysiu, dokąd idziesz? Siatki weź! krzyknęła za nim Magda, ledwie powstrzymując łzy.
Siatki były faktycznie ciężkie. I Krzysztof o tym wiedział, bo sam głównie wrzucał te produkty do koszyka. Do domu było niedaleko, jakieś pięć minut pieszo. Ale kiedy nosisz ciężkie siatki, droga wydaje się naprawdę długa.
Magda szła do domu, ledwo nie płacząc. Miała nadzieję, że Krzysztof tylko tak żartował i zaraz po nią wróci. Ale nie, widziała, jak oddala się coraz bardziej. Miała ochotę rzucić te siatki, ale jak przez mgłę ciągle je niosła.
Doszła do klatki, usiadła na ławeczce, bo nie miała już siły iść. Chciało jej się płakać z bezsilności i zmęczenia, ale powstrzymywała łzy wstyd się mazać na ulicy. Nie mogła też przełknąć tej sytuacji nie tyle ją obraził, co upokorzył takim traktowaniem. A taki był uważny przed ślubem… I niechby nie rozumiał, ale on rozumiał! I zrobił to celowo.
Witaj, Magdusiu! głos sąsiadki wyrwał ją z zamyślenia.
Witaj, Babciu Marysiu odpowiedziała Magda.
Babcia Marysia, czyli Maria Nowak, mieszkała piętro niżej i przyjaźniła się z babcią Magdy, póki ta żyła. Magda znała ją od dziecka i zawsze traktowała jak drugą babcię. A po śmierci babci, gdy Magda miała pierwsze problemy w domu, Babcia Marysia zawsze pomagała. Więcej nie było komu mama Magdy mieszkała w Łodzi z nowym mężem i innymi dziećmi, a ojca Magda nawet nie pamiętała. Dlatego najbliższą osobą zawsze była babcia. A teraz Babcia Marysia.
Magda bez wahania postanowiła oddać całe zakupy Babci Marysi. Niech chociaż nie poszły na marne. Emerytura u Marii Nowak była niewielka i Magda często ją częstowała jakimiś smakołykami.
Chodźmy, Babciu Marysiu, odprowadzę was do mieszkania powiedziała Magda, znów chwytając ciężkie siatki.
Wchodząc do mieszkania Babci Marysi, Magda zostawiła u niej wszystkie zakupy, mówiąc, że to dla niej. Widząc w siatce szproty, wątróbkę z dorsza, brzoskwinie w puszce i inne frykasy, które lubiła, ale rzadko mogła sobie pozwolić, Babcia Marysia tak się wzruszyła, że Magdzie zrobiło się trochę głupio, że tak rzadko dogadza sąsiadce. Pożegnały się pocałunkami i Magda poszła na górę.
Zaraz gdy weszła do mieszkania, mąż wyszedł z kuchni na jej spotkanie, coś jeszcze przeżuwając.
A gdzie zakupy? zapytał Krzysztof, jakby nigdy nic.
Jakie zakupy? spytała Magda jego tonem. Te, które mi pomogłeś nieść?
Oj, daj spokój! próbował się wykręcić. Coś się obraziła?
Nie odpowiedziała mu spokojnie Magda. Po prostu wyciągnęłam wnioski.
Krzysztof się zaniepokoił. Spodziewał się krzyku, awantury, płaczu i pretensji, a tu taki spokój, że samemu zrobiło mu się nieswojo.
I jakie to wnioski?
Nie mam męża westchnęła i dodała: Myślałam, że wyszłam za mąż, a okazało się, że wyszłam za głup
I drzwi zatrzasnęła za nim z rozmachem.
Myślałam, że znalazłam szczęście…



