Myślała, że jej mąż to głodomór, a tymczasem to szwagierka regularnie opróżniała ich lodówkę – prawd…

Stojąc w kuchni, patrzyłem na otwartą lodówkę, zastanawiając się, co dzieje się z całym jedzeniem. Moja żona, Agnieszka, już od dłuższego czasu narzekała, że wszystko znika w zastraszającym tempie. Dopiero co robiłem zakupy na targu na Placu Bema we Wrocławiu, a po paru dniach nie było nawet śladu po szyneczce, twarożku czy nawet zwykłej kiełbasie śląskiej.

Rozmowy z Agnieszką zawsze kończyły się kłótnią. Była rozżalona, że od dwóch miesięcy siedzę w domu, bo po zamknięciu zakładu próbuję bez skutku znaleźć nową pracę. Ona pracowała w aptece na trzy zmiany, a większość naszej wypłaty zjadały rachunki i produkty spożywcze, znikające z lodówki jak w studnię. Agnieszka nauczyła się żyć na suchym chlebie i słabej kawie z fusami. Po całym dniu harówki nie miała już sił na gotowanie, a ja słyszałem żartobliwe komentarze, jakoby to ona powinna wracać z pracy najedzona.

Jutro muszę jechać do mamy do Oławy, trzeba pomóc mojemu kuzynowi, Marcinowi zawołałem z pokoju.

Agnieszka nie zareagowała na moje słowa wyglądała blado i cicho westchnęła, tłumacząc się złym samopoczuciem. Rano faktycznie obudziła się z gorączką i została w domu. Wzięła jakieś tabletki, położyła się pod pierzynę i zasnęła.

Zbudził ją hałas dobiegający z kuchni ktoś tłukł się w garnkach, szurał drzwiczkami lodówki i mamrotał Zielone Wzgórza nad Soliną. Agnieszka wyszła zobaczyć, co się dzieje. A tam zobaczyła moją siostrę, Martynę co prawda kontaktów między naszymi rodzinami praktycznie nie było.

Martyna była przekonana, że obowiązkiem brata jest pomagać nie tylko własnej rodzinie, ale i jej. Nasz budżet wielokrotnie cierpiał, bo wspierałem Martynę, kiedy tylko poprosiła. Tym razem wrzucała nerwowo kiełbasę, jaja i jabłka do swojej torby.

Dzień dobry rzuciła Agnieszka.
Co ty tutaj robisz? Przecież powinnaś być w pracy Martyna była wyraźnie zaskoczona.
Zachorowałam. A czy mój mąż wie, że tu przyszłaś?

Bartek sam mi dał klucze.
Czyli to nie on ma taki wielki apetyt, tylko ty masz kleptomańskie zapędy.
To mój brat, mam prawo zabrać trochę jedzenia dla synów.
Twój brat od dawna nie pracuje i nie dokłada się do zakupów. Nie uważasz, że coś tu nie gra? Nie zamierzam karmić dwóch rodzin za własne pieniądze.

No tak, pewnie mam przepraszać za odrobinę parówki dla dzieci?
Oddaj klucze. Inaczej zadzwonię na policję. Pamiętaj, że Bartek nie jest właścicielem mieszkania.

Chcesz dzwonić po policję przez kilka złotych na kiełbasę? Masz swoje klucze, dusigroszu! Powiem Bartkowi, że trafił mu się niezły egzemplarz żony.
Nic mi po tym, znajdzie sobie inną.

Agnieszka była załamana. Przez cały czas robiono z niej głupią. Kto by uwierzył, że szwagierka podkrada jedzenie i zostawia w lodówce tylko suchy chleb? Najbardziej bolało ją to, że Bartek o wszystkim wiedział, a całą winę zwalał na siebie i swoje wilcze apetyty.

Nie dziwne jego mama zawsze przymykała oko na takie zachowania. W ich domu rodzinnym każdy mógł przyjść i zabrać, co mu się podobało, bez pytania. Agnieszka długo się zastanawiała, co zrobić. W końcu zadzwoniła do mnie i powiedziała prosto z mostu, że chce rozwodu.

Pozwól mi wrócić do domu i wszystko wyjaśnić. Nie przekreślaj mnie tak od razu błagałem przez telefon.
Nie mam już o czym z tobą rozmawiać. Wszystko jest dla mnie jasne.

Przysiągłem sobie wtedy, że nie wszyscy się zmieniają. Tyle lat zmarnowanej młodości… W oczach Agnieszki stałem się wtedy zupełnie obcym człowiekiem. Szkoda tylko, że tak późno położyła temu kres.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − siedem =

Myślała, że jej mąż to głodomór, a tymczasem to szwagierka regularnie opróżniała ich lodówkę – prawd…