Myśl, młodzieńcze, myśl!

Krzysztof zatrzymał samochód przy dystrybutorze paliwa.

– Dziewięćdziesiąty drugi, pełny bak – rzucił pracownikowi stacji i ruszył w kierunku budynku.

W drzwiach zderzył się z mężczyzną. W mgnieniu oka prześlizgnął wzrokiem po twarzy Krzysztofa i wbił oczy w telefon. „Wojtek?!” – o mało nie krzyknął Krzysztof, ale się powstrzymał. Wszedł do środka i przez szklane drzwi obserwował dawnego przyjaciela. Widział, jak wsiada do BMW. Krzysztof rzucił się do kasy, podając kartę kasjerce. Dłonie lekko mu drżały z podniecenia.

Gdy wyszedł, BMW już wyjeżdżało na główną drogę. Bez wahania Krzysztof wskoczył do swojego „Toyoty”, by ścigać samochód Wojtka.

„Co za spotkanie. Nieźle sobie dawny kumpel poradził. Dobrze się ożenił? Ciekawe, skąd mu się to wzięło…” – myślał, nie tracąc BMW z oczu.

Samochód skręcił w stronę osiedla domków jednorodzinnych. Gdy zatrzymał się przed ogrodzeniem jednej z posesji, Krzysztof przejechał kawałek dalej, śledząc sytuację w lusterku. BMW wjechało przez otwierające się wrota, a Krzysztof powoli zaczął cofać. Nad bramą zauważył kamerę i odchylił się na fotelu, by uniknąć jej pola widzenia.

Przez pręty ogrodzenia zobaczył, jak Wojtek parkuje przed garażem. Z domu wyszła młoda kobieta. Krzysztof rozpoznał ją, mimo sporej odległości.

– Niemożliwe… – szepnął.

Kobieta zeszła z tarasu i podeszła do Wojtka. Przytulili się, pocałowali i zniknęli w domu.

„Są małżeństwem. To ich dom. No proszę. Jak to możliwe? Zemsta? Ale ta Zosia… Cicha, niepozorna, a tu taka układanka. A Wojtek? Przyjaciel, co? A przecież ja mogłem być na jego miejscu…”

***

W klubie było głośno i duszno. Muzyka tłukła w uszy, a światła reflektorów tańczyły po rozgrzanych twarzach tancerzy.

Krzysztof siedział przy barze, sączył drinka i z obojętną miną przyglądał się wijącym się ciałom. Jego uwagę przykuła wysoka dziewczyna w obcisłej czerwonej sukience. „Nieźle wygląda” – pomyślał, odwracając się do baru.

Nie zdążył wypić kolejnego łyku, gdy usłyszał znajomy głos.

– To mój kumpel, Krzysztof. – Do baru podszedł Wojtek, trzymając pod rękę tę samą dziewczynę w czerwieni. – Poznaj, to Kinga, moja dziewczyna.

Krzysztof zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów. Z bliska była jeszcze piękniejsza – duże, podkreślone makijażem oczy, dołeczki w policzkach, lśniące blond włosy – po prostu marzenie.

– Podoba ci się? – zaśmiał się Wojtek.

– Co zamawiacie? – spytał Krzysztof, nie odrywając wzroku od Kingi.

– Ja prowadzę. Może do mnie wpadniecie? Tutaj za głośno, a mam ochotę się napić – zaproponowała.

– Jedziemy? – Wojtek spojrzał na kolegę.

Krzysztof nie odpowiedział, wychylił drinka i wstał z barowego stołka.

Wyszli na zewnątrz, gdzie muzyka docierała już tylko stłumionym echem.

– Podoba ci się? – Wojtek wskazał na czerwone „Audi”. – Kinga dostała je od taty na urodziny – powiedział z dumą, jakby sam miał w tym udział.

Krzysztof przesunął wzrok z auta na przyjaciela. Wojtek mrugnął do niego, jakby chciał powiedzieć: „Dopiero zobaczysz, co będzie dalej!”

„Jak on ją zdołał poderwać?” Krzysztof nie wierzył własnym oczom. Wojtek przecież nie był nawet w połowie tak przystojny jak on. „I nic mi nie mówił, cwaniak.”

– A gdzie Zosia? Zapraszałem was oboje – rzucił Wojtek, gdy jechali już przez nocne miasto.

– Źle się czuje. Toksykoza. – Na dźwięk imienia Zosi humor Krzysztofa natychmiast się popsuł.

– No nieźle! A czemu nic nie mówiłeś? Chciałeś ślub w tajemnicy? – zaśmiał się Wojtek.

Krzysztof milczał. Nie miał ochoty rozmawiać o Zosi.

„Audi” zatrzymało się przed wysokim blokiem. Weszli do luksusowej windy z lustrami, która zawiozła ich na szesnaste piętro.

– To twoje mieszkanie? – Krzysztof rozglądał się po wystawnym wnętrzu. – Gdzie ty taką znalazłeś? – szepnął Wojtkowi do ucha.

– Na ulicy. – Wojtek się zaśmiał. – Prawie mnie przejechała.

Krzysztof doglądał, by kieliszek przyjaciela nie był pusty, i wkrótce ten był już mocno wstawiony. Kinga odprowadziła go do sypialni i położyła spać. Gdy wróciła, Krzysztof stał przed obrazem.

– To moja praca – powiedziała Kinga, podchodząc od tyłu.

– Twoja? – Krzysztof odwrócił się z ciekawością. – A mnie mogłabyś namalować?

– Malarze malują, nie rysują. – Kinga cofnęła się o krok i spojrzała na niego oceniająco. – Masz ładną sylwetkę. Posesję do aktu byś zrobił?

– Już teraz? – zmieszał się Krzysztof.

– Nie, oczywiście, że nie tutaj. W pracowni, przy dobrym świetle. Zostaw numer, zadzwonię, gdy znajdę czas. – Wskazała na notes leżący na stoliku.

Gdy Krzysztof wrócił do domu, przywitała go zapłakana Zosia.

– Piłeś? – spojrzała na niego podejrzliwie.

– Trochę. Byłem z Wojtkiem w knajpie.

– Zjesz coś? – Zosia wytarła nos.

– Nie. Zaraz rano. Jestem zmęczony, wejdę pod prysznic i spać – powiedział Krzysztof, zamykając się w łazience.

Jak on mógł się tak wplątać? Nie planował nic poważnego z Zosią. Nie, była fajną dziewczyną. Tylko ta ciąża w nieodpowiednim momencie. Kinga – to zupełnie inna liga. Trzeba się jak najszybciej pozbyć zKrzysztof westchnął ciężko, patrząc w lustro, i pomyślał, że czas znów wyruszyć na poszukiwanie kolejnej bogatej kobiety, bo gra była warta świeczki.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × trzy =

Myśl, młodzieńcze, myśl!