Domyśl się, chłopie, domyśl
Kazimierz zatrzymał samochód przy dystrybutorze.
— Dziewięćdziesiąty piąty, do pełna — rzucił obsługującemu stację i ruszył w stronę budynku.
W drzwiach zderzył się z mężczyzną. Tamten prześlizgnął wzrokiem po jego twarzy i utkwił oczy w telefonie. „Stefan?!” — omal nie zawołał Kazimierz, ale się powstrzymał. Wszedł do środka i przez szklane drzwi obserwował dawnego przyjaciela. Widział, jak wsiada do BMW. Kazimierz rzucił się do kasy, wyciągając kartę. Ręce mu drżały z zaskoczenia.
Gdy wyszedł, BMW już wyjeżdżało na drogę. Bez wahania wskoczył do swojej Toyoty, by dogonić Stefana.
„Takie spotkanie. Nieźle się urządził. Ożenił się korzystnie? Dobrze, dowiem się, skąd mu to przyszło…” — myślał, nie tracąc BMW z oczu.
Samochód skręcił w osiedle domków jednorodzinnych. Gdy zatrzymał się przed ogrodzeniem jednego z nich, Kazimierz przejechał kawałek dalej, śledząc sytuację w lusterku. BMW wjechało przez otwierające się bramy, a on cofnął się ostrożnie. Nad bramami zauważył kamerę i odchylił się na fotelu, by nie wpaść w jej pole widzenia.
Przez sztachety zobaczył, jak Stefan zatrzymał auto przed garażem. Na wysokie schody wyszła młoda kobieta. Kazimierz rozpoznał ją, choć dzieliła ich spora odległość.
— Niemożliwe… — szepnął.
Kobieta zeszła ze schodów i podeszła do Stefana. Uścisnęli się, pocałowali, po czym razem wrócili do domu.
„Są małżeństwem. To ich dom. No proszę. Jak to możliwe? Zemsta? Ale Krysia… Cicha, skromna, a tak się urządziła. A Stefan? Przyjaciel… A przecież to ja mogłem być na jego…”
* * *
W klubie było głośno i duszno. Rytmiczna muzyka huczała, a migoczące światła oświetlały rozgrzane twarze tańczących.
Kazimierz siedział przy barze, sączył drinka i obojętnie przyglądał się wijącym się w rytm ciałom. Zauważył wysoką dziewczynę w obcisłej czerwonej sukience. „Ta wcale nie taka zła” — pomyślał i odwrócił się do baru.
Nie zdążył się napić, gdy usłyszał znajomy głos.
— To mój przyjaciel, Kazimierz. — Do baru podchodził Stefan, trzymając pod rękę tamtą dziewczynę w czerwieni. — Kaziu, poznaj Kasię, moją dziewczynę.
Kazimierz zmierzył ją wzrokiem. Z bliska wyglądała jeszcze lepiej — duże umalowane oczy, dołeczki w policzkach, połyskujące jasne włosy. Ideał, nie kobieta.
— Podoba ci się? — zaśmiał się Stefan.
— Co pijecie? — spytał Kazimierz, nie odrywając oczy od Kasi.
— Ja prowadzę. Może pojedziemy do mnie? Tu za głośno, a i ochota na drinka jest — zaproponowała.
— Jedziemy? — zwrócił się Stefan do przyjaciela.
Kazimierz nie odpowiedział, wychylił drinka i wstał.
Wyszli na zewnątrz, gdzie muzyka była cichsza.
— Podoba się? — Stefan wskazał na czerwone Audi. — Tata podarował jej na urodziny — dodał z dumą, jakby to on był sprawcą prezentu.
Kazimierz spojrzał na niego. Stefan mrugnął znacząco: „Dopiero zobaczysz!”
„Jak on taką złapał?” — Kazimierz nie wierzył własnym oczom. Stefan przegrywał z nim urodą. „I ani słowa, cwaniak.”
— Dlaczego bez Krysi? — spytał nagle Stefan, gdy już jechali przez nocne miasto.
— Źle się czuła. Toksykoza. — Na dźwięk jej imienia humor Kazimierza się popsuł.
— No proszę! Czemu milczałeś? Zataiłeś zaręczyny? — zaśmiał się Stefan.
Kazimierz nie odpowiedział. Nie chciało mu się o niej mówić.
Audi zatrzymało się przed wieżowcem. Wjechali windą na szesnaste piętro.
— To twoje? — Kazimierz rozglądał się po luksusowym apartamencie. — Gdzie taką znalazłeś? — szepnął przyjacielowi.
— Na ulicy — odparł Stefan. — Prawie mnie przejechała.
Kazimierz dolewał mu wina, aż tamten stracił trzeźwość. Kasia odprowadziła go do sypialni, a gdy wróciła, czekał przed obrazem.
— To moja praca — oznajmiła.
— Twoja? — Obrócił się zaciekawiony. — A mnie umiałabyś namalować?
— Artysta maluje, nie rysuje. — Odsunęła się o krok, oceniająco patrząc. — Masz ładną sylwetkę. Pozowałbyś nago?
— Teraz? — zmieszał się.
— Nie, oczywiście. W pracowni, przy dobrym świetle. Zostaw numer, zadzwonię, gdy będę miała czas.
Gdy wrócił do domu, zastał zapłakaną Krysię.
— Piłeś? — spytała podejrzliwie.
— Trochę. Ze Stefanem w barze.
— Zjesz coś? — otarła nos.
— Nie. Zaraz śniadanie. Idę spać. — Zamknął się w łazience.
Jak on się tak wplątał? Nie planował nic poważnego z KrysKazimierz włączył silnik, odebrał kolejny natarczywy telefon od starszej małżonki i odjechał w mrok nocy, zdeterminowany znaleźć sposób na uwolnienie się od wszystkich, którzy stali mu na drodze do bogactwa.



