Musisz mi coś oddać, mamo

Powinnaś mi, mamo

Karolina poznała swojego przyszłego męża na ulicy. Zaspała na egzamin. Dopadła na przystanek, a tramwaj odjechał jej przed nosem.

– No nie! – powiedziała, tupiąc ze złością. – Teraz na pewno się spóźnię.

– Dziewczyno, a dokąd trzeba? – Obok zatrzymał się chłopak na rowerze. – Mogę cię podwieźć.

– Na rowerze? Żartujesz? – warknęła zirytowana.

– A co? Lepiej niż piechotą. Albo będziesz czekać na tramwaj? Kto wie, kiedy przyjedzie. – Patrzył na nią, czekając na odpowiedź.

Komórek wtedy jeszcze nie było, budki telefoniczne rzadko działały, taksówki nie dało się złapać od ręki. Więc co właściwie traciła?

– Przez podwórka dojedziemy szybciej niż tramwajem – zachęcił ją, żeby się zdecydowała.

Karolina przygryzła wargę, walcząc z wątpliwościami, ale czas uciekał. Podeszła do roweru i usiadła bokiem na bagażniku.

– Trzymaj się mocno – powiedział chłopak i odepchnął się od krawężnika. Rower, kołysząc się, ruszył z przystanku. Karolina już chciała zeskoczyć, przestraszona, ale pojazd nabrał prędkości i jechali już równo. Po dziesięciu minutach byli pod akademikiem medycznym. Karolina zeskoczyła z roweru.

– Dzięki – powiedziała i zauważyła krople potu na skroniach chłopaka. – Ciężko było?

– Trochę – przyznał szczerze. – Jak masz na imię? – Siedział na rowerze, opierając jedną nogę o stopień schodów. Ich twarze były na tej samej wysokości.

– Karolina, a ty?

– Kamil. Powodzenia na egzaminie! – rzucił i odjechał.

Karolina popatrzyła za nim i pośpieszyła na egzamin.

Gdy podeszła pod salę, kilkoro studentów już wchodziło do środka.

Studenci przyciskani byli do ścian, wpatrzeni w notatki. Karolina starała się uspokoić po tej szalonej przejażdżce i skupić na egzaminie. Drzwi otworzyły się, wypuszczając szczęśliwego Darka Kowalskiego z głupawym uśmiechem.

– Piątka? – spytała Karolina.

– Czwórka! – odparł radośnie i pomachał indeksem przed jej nosem.

– Następny – wychyliła się przez drzwi laborantka, która siedziała przy stoliku z egzaminacyjnymi kartkami. Jakoś dziwnie się na Karolinę wpatrywała. – Jak jeden wychodzi, od razu wchodzi następny. Nie będę wołać – powiedziała i zniknęła za drzwiami.

Studenci zawahali się. Karolina wzięła głęboki oddech i weszła do sali. Wzięła kartkę ze stołu, przeczytała pytania i od razu zorientowała się, że zna odpowiedzi.

– Numer biletu – pogoniła ją laborantka.

– Trzynasty.

– Bierz kartkę i idź się przygotować. Kto gotowy odpowiadać? – spytała, wychylając się za Karolinę w stronę pochylonych nad stolikami studentów.

– Ja jestem gotowa – wykrztusiła Karolina.

Laborantka uniosła starannie podkreśloną brew.

– Pewna? Może…

– Pewna – przerwała jej Karolina.

Laborantka spojrzała na profesora. Ten skinął głową i Karolina podeszła do jego biurka.

– No i jak? – spytała ją koleżanka z roku, gdy wyszła z sali.

– Świetnie! – ledwie powstrzymując radość, odpowiedziała Karolina.

– A komu odpowiadałaś?

– Profesorowi. Był w dziś dobrym humorze – dodała i ruszyła w stronę schodów. Jej klocki wesoło stukały po żeliwnych stopniach.

Karolina wybiegła z budynku i zobaczyła Kamila. Czekał na nią, a jego rower stał oparty o drzewo. Dziewczyna zleciała ze schodów, ledwie dotykając stopami.

– Nie odjechałeś?

– Postanowiłem poczekać, spytać, jak poszło.

– Świetnie! – uśmiechnęła się Karolina.

– Jedziemy?

– Dokąd? – zmieszała się.

Na pewno dziś nie będzie się uczyć do kolejnego egzaminu, ale też nie miała planów, a już na pewno nie z nieznajomym chłopakiem.

– Gdzie chcesz. Możemy popływać łódką albo iść do kina. Albo po prostu pochodzić.

– Nie pracujesz?

– Mam jeszcze tydzień urlopu – odparł.

Najpierw popłynęli łódką, potem wstąpili do kawiarni, a na koniec siedzieli w chłodnej sali kina. Żegnając się z Kamilem już o zmierzchu pod domem, Karolina zrozumiała, że jest zakochana.

– Gdzie byłaś? Już się martwiłam. Jak poszło? – spytała mama, gdy tylko córka weszła do mieszkania. – Nie czas na zabawę. Uważaj, oblejesz sesję, zostaniesz bez stypendium.

– Nie obleję – obiecała Karolina.

Rok później wzięli z Kamilem ślub. Był starszy, już pracował. Postanowili żyć na swoim i wynajęli małe, zaniedbane mieszkanie. Ale byli w nim tak szczęśliwi!

Półtora roku później ojciec Kamila zmarł na zawał, w trakcie wykładu. Wykładał na uniwersytecie. Mama omal nie oszalała z żalu. Straciwszy sens życia, włóczyła się po mieszkaniu albo leżała na łóżku, wpatrzona w sufit.

Bojąc się o jej stan, Kamil zaproponował Karolinie, żeby się do niej wprowadzili, żeby ją wesprzeć, oderwać od myśli. Karolina oczywiście się zgodziła. Wracała z uczelni wcześniej niż Kamil, gotowała obiad albo sprzątała. Gdy wchodziła do kuchni, teściowa patrzyła na nią ze zdziwieniem, jakby nie rozumiała, kto to.

Karolina podzieliła się swoimi obawami z mężem. Kamil zabrał mamę do szpitala. Podejrzenia się potwierdziły. Po stracie męża u teściowej gwałtownie rozwijała się demencja. Rok później potrącił ją samochód. Wyszła do sklepu kupić kefir, który mąż tak lubił i pił codziennie. Kamil i Karolina byli w pracy.

Zostali sami w dużym mieszkaniu. Wkrótce urodził im się syn. Tak żyli. Kłócili się, godzili, wychowywali syna, aż nagle wszystko się rozpadło.

Karolina czuła, że Kamil ostatnio się od niej oddalał. Coraz częściej mówił, że ożenił się ze szczupłą dziewczyną, a ona zamieniła się w grubą ropuchę.

– Może byś się odchudziła, poszła na siłownię. W ogóle musisz o siebie zadbać. Zrób paznokcie, zmień fryzurę…

Karolina wiedziała, że ma rację, ale i tak było jej przykro. OnKarolina westchnęła, zamknęła laptopa i pomyślała, że choć życie nie potoczyło się tak, jak marzyła, to wciąż miała dla kogo wstawać każdego ranka.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 1 =

Musisz mi coś oddać, mamo