Musiałam postawić sobie osobną lodówkę mówi Zofia. Sytuacja rodem z kabaretu, ale co zrobić, nie widzę innego wyjścia. Nie mam nic przeciwko sprzedaży mieszkania i podzieleniu się złotówkami. Ale mama jest jak skała nie ustąpi.
Zofia dopiero co skończyła 24 lata. Ma dyplom, pracę, ale o mężu na razie może tylko poczytać w książkach. Jej życie we własnych czterech kątach do lekkich nie należy. Posiada połowę mieszkania wcześniej należało ono do taty. Po jego śmierci ona i mama odziedziczyły je po równo, a było to dekadę temu, gdy Zofia miała raptem czternaście lat.
Rodzina miała wtedy pod górkę: z dnia na dzień zostali bez człowieka, który zarabiał na chleb. Mama Zofii, pani Krystyna, zrezygnowała z pracy, kiedy córka była jeszcze w pieluchach. Bez urlopu macierzyńskiego, bo przecież pan Marian, ojciec Zofii, zarabiał błyskawicznie, aż się portfel nie domykał. Krystyna krzątała się po domu, uszczęśliwiając wszystkich bigosem i sernikiem. Po śmierci męża rozpaczała: Gdzie mnie teraz wezmą do roboty, czterdzieści lat na karku? Na sprzątaczkę, może?
Zofia ciągnie dalej: Dostawałam rentę rodzinną, ale mama nie potrafiła sobie odmówić wizyt w spożywczaku i kupowania nowych sukienek, mimo że ledwo przędliśmy. Na początku pomagał jej brat, wujek Andrzej, ale w końcu miał dosyć dokładać do cudzych lodów.
Wujek powiedział Krystynie, że pora ruszyć się i poszukać pracy. On sam miał dwójkę swoich dzieci co się dziwić, że nie dawał rady poratować całej rodzinie Zofii. Po roku Krystyna przyprowadziła do mieszkania pana Mariusza. Zamieszka z nami ogłosiła. Swoje kłopoty finansowe postanowiła rozwiązać w klasyczny sposób: ślubem. Pan Mariusz rzeczywiście miał wypchaną portmonetkę, ale z Zofią dogadać się nie umiał.
Jego słynna kwestia: Ty tylko jesz. Może byś się zajęła praniem albo sprzątaniem? Po co ci nauka? Studia? Kobieto, trzeba pracować, a nie marzyć o magisterce. Myślisz, że będę cię podkarmiał całe życie?
Zofia, chociaż miała rentę, pieniędzy na oczy nie widziała wszystko lądowało u mamy. Krystyna raczej nie zamierzała bronić córki przed mężem numer dwa. Bała się, że bez niego będą jeść tylko chleb z masłem.
Jak tu bez niego wyżyć? pytała Zofię. Nie kłóć się, rób, co mówi. Przynosi kasę, to nie pyskuj.
Zofii udało się skończyć studia i wyhaczyła robotę. Ale nawet wtedy rodzina uznawała, że jest dodatkowym obciążeniem, a pasierbicę trzeba utrzymać. Pan Mariusz wyliczał dokładnie, ile miesięcznie pożera w złotówkach.
Po pół roku od rozpoczęcia pracy kupiłam własną lodówkę wspomina Zofia. Ustawiłam ją w pokoju, bo Mariusz zamknął kuchenną na klucz.
Masz pracę? To radź sobie sama rzucił jej nowy tata.
Krystyna zamilkła. Nie odezwała się nawet wtedy, gdy Mariusz wymachiwał rachunkami za wodę i prąd, domagając się spłaty wszystkiego, co przez lata wydawał jej na życie. Ale parę miesięcy później pan Mariusz stracił pracę. Wtedy oboje on i mama ruszyli na podbój lodówki Zofii. Płacenie rachunków również spadło na jej barki. Najpierw płaciła grzecznie, ale w końcu cierpliwość jej się skończyła zainstalowała kłódkę na lodówce. Krystyna oczywiście była oburzona: Mariusz przez lata nas utrzymywał!
Zofia odparła: No to pomóż mi, jak umiesz. Nie jestem pierwsza, która musi się tu dzielić wszystkim po połowie. I poleciła matce idź do pracy.
Pan Mariusz niedawno się wyprowadził. Mama ma dosyć mężczyzny bez dochodu. Zofia jednak klucza od lodówki nie oddała. Uważa, że Krystyna też powinna ruszyć po złotówki. No i co myślicie, ma rację?



