Mroczne sekrety przeszłości
– Lesiu, nie spóźniaj się dziś, proszę – powiedziała Wioletta, mieszając zupę na kuchence w ich mieszkaniu w Gdańsku. – Nasza Kasia chce przedstawić nam Jacka, swojego chłopaka!
Lech ciężko westchnął. Jego mała dziewczynka dorosła, ma już narzeczonego. Jak szybko leci czas! Jacek okazał się sympatyczny: bystry, oczytany, z szerokim uśmiechem. Lechowi od razu przypadł do gustu, Wioleta też była zadowolona. Kasia promieniała szczęściem – wszystko poszło idealnie. Ale pewnego dnia, przemierzając galerię handlową w poszukiwaniu prezentu dla Wioli, Lech usłyszał głos, od którego serce zabiło mu głośniej.
Lech od dwóch lat prowadził podwójne życie. Z Basią poznał się przypadkiem, gdy lekko potrąciła jego samochód na parkingu.
Rysa była nieznaczna, ale Basia tak szczerze przepraszała, że namówiła go na kawę w pobliskiej kawiarni.
Lech przystał na to. W tej drobnej, żywiołowej kobiecie było coś magnetyzującego. Okazała się samotna, pełną życia, z iskrą w oku. Rozmowa przeciągnęła się.
Zaczęli spotykać się u niej. Lech od razu przyznał, że jest żonaty. Basia nie miała nic przeciwko – zakochała się w tym przystojnym, pewnym siebie mężczyźnie.
Z Wiolą był żonaty od siedmiu lat. Była ciepła, opiekuńcza, ich gdańskie mieszkanie – przytulną przystanią. Oboje dobrze zarabiali, ale brak dzieci ciążył im. Lekcje rozkładali ręce: wszystko w porządku, ale cudu nie było.
Lech nie zamierzał zostawiać rodziny – wszystko mu odpowiadało. Z Basią widywał się, gdy pozwalał mu grafik, starając się nie zaniedbywać Wioli. Może w ten sposób tłumił wyrzuty sumienia?
– Lesiu, jestem w ciąży – powiedziała mu nagle Basia podczas jednego ze spotkań. – Czas wybrać: albo my, albo twoja żona. Męczy mnie ta niepewność.
Lech osłupiał. Zawsze byli ostrożni, był pewien, że nic się nie stanie. Dziecko na boku nie mieściło się w jego planach. Ale coś poszło nie tak.
– Jak to się stało? – wykrztusił. – Przecież byliśmy ostrożni.
– Nie ma stuprocentowej pewności – wzruszyła ramionami Basia.
– Chcę dzieci – odrzekł. – Ale nie byłem gotowy na to. Daj mi czas.
Wracając do domu, postanowił: musi powiedzieć Wioli prawdę i wziąć rozwód. Tylko tak może postąpić. Nie da się żyć z żoną, wiedząc, że gdzieś rośnie jego dziecko. Nie miał już siły na kłamstwa.
Lech wszedł do mieszkania z postanowieniem wyznania wszystkiego. Ale Wiola powitała go z błyszczącym wzrokiem.
– Leszku, co tak się gapisz? – zawołała. – Byłam u lekarza. Będziemy mieli dziecko! Wreszcie! Jestem taka szczęśliwa, nie uwierzysz!
Jej radość była zaraźliwa. Dawno nie widział jej tak rozpromienionej.
– Naprawdę? To… wspaniałe – wyszeptał, ukrywając zamęt.
Nie kłamał – wiadomość go oszołomiła. Dwie ciąże w jeden dzień? Jak powiedzieć Wioli o Basi? Dlaczego wszystko musiało się zdarzyć teraz?
Następnego ranka, budząc się, Lech zrozumiał: zostaje z Wiolą. Z Basią będzie musiał zerwać. Życie na dwa domy, gdzie rosną jego dzieci, nie wchodziło w grę. Musiał przekonać Basię, by nie rezygnowała z ciąży.
Wieczorem był u niej. Siedzieli w kuchni, Basia nalewała aromatyczną herbatę.
– Basiu, posłuchaj – zaczął. – Wiola wczoraj powiedziała, że jest w ciąży. Latami nie mogliśmy mieć dzieci, a teraz… Nie mogę jej zostawić. Ale pomogę ci… finansowo, jeśli zdecydujesz się na zabieg. Jesteś młoda, znajdziesz porządnego faceta, urodzisz mu. Nie jestem gotowy na dwie rodziny.
Basia wysłuchała w milczeniu, bez łez i wyrzutów.
– Zrozumiałam – powiedziała spokojnie. – Jutro się zapiszę. Nie chcę cię więcej widzieć. Bądź szczęśliwy z żoną. Wyjdź. Pieniądze mi nie są potrzebne.
Lech zaciął zęby. Ciężka sytuacja. Wyszedł bez słowa, zatrzaskując drzwi.
Minęły dwadzieścia dwa lata.
– Lesiu, nie spóźniaj się dziś – przypomniała Wiola. – Kasia przyprowadzi Jacka. Tyle o nim słyszałam, czas go poznać. Tylko bez zbędnych pytań. Kasia jest zakochana, mam nadzieję, że to porządny chłopak.
Lech się uśmiechnął. Jego Kasia już dorosła, z narzeczonym. Dla niego zawsze będzie tą małą dziewczynką z warkoczykami. Pamiętał wszystko: jej pierwszy uśmiech, pierwsze kroki, pierwszy ząbek. Te chwile wyryły się w jego sercu.
Kasia urodziła się wątła. Wiola była idealną matką, otaczając ją opieką. Córka odziedziczyła jej rysy – te same oczy, włosy, grację.
Lech odnalazł spokój. Miał wszystko: kochającą żonę, córkę, stabilne życie. O Basi prawie nie myślał, mając nadzieję, że ułożyło jej się dobrze.
Spotkanie z Jackiem przebiegło gładko. Chłopak studiował z Kasią, był błyskotliwy, oczytany. Mieszkał z rodzicami, ale marzył o własnym mieszkaniu. Lechowi się spodobał, Wiola też go zaakceptowała. Kasia promieniała – rodzice zaaprobowali jej wybór.
Pewnego dnia Lech wędrował po galerii, szukając prezentu dla Wioli na urodziny. Nic go nie zainteresowało, więc wstąpił do kawiarni na przekąskę.
– Dzień dobry, panie Lechu – rozległ się znajomy głos. – Smacznego!
Lech odwrócił się i o mało się nie zakrztusił. Przed nim stali Jacek i… Basia.
Prawie się nie zmieniła, tylko trochę zaokrągliła się w biodrach.
– Poznaj moją mamę, Basię – powiedział Jacek. – A to tata Kasi, mojej dziewczyny.
Basia niezręcznie wyciągnęła rękę.
– Miło mi – szepnęła.
– Wzajemnie – wykrztusił Lech.
– Mamo, zaraz wracam – powiedział Jacek. – Kolega prosi o pomoc w wyborze kurtki. Spotkamy się za pół godziny przy samochodzie.
Jacek odszedł. Basia usiadła naprzeciw.
– Gratulacje, Leszku – cicho powiedziała.
– To twój syn? Jesteś zamężna? – spytał, próbując ogarnąć sytuację.
– Tak, to mój syn. Zamężna. Nie wiedziałam- **”Ona nigdy nie była twoja, a teraz i ja przestanę.”** – szepnęła Basia, wstając i zostawiając go samego w środku tego dziwnego snu, który nagle stał się rzeczywistością.



