Dawno temu, w jednym z krakowskich szpitali, pewna młoda kobieta o imieniu Lidka przeżywała tak ważny, a zarazem trudny moment w swoim życiu. Jej mąż, Wojtek, przez dziewięć miesięcy otaczał ją troską, odprowadzał i przyprowadzał z uczelni, szczególnie zabraniając wychodzić z domu podczas gołoledzi. Niestety, tuż przed porodem wysłano go w delegację. Mógł odmówić, bo i tak planował zrezygnować z pracy, gdy tylko dziecko przyjdzie na świat. W końcu to nie w głowie mężczyźnie jeździć po świecie, gdy żona zostaje sama z maleństwem.
Bóle porodowe zaczęły się, ledwo Wojtek zdążył wyjechać. Nie dość, że cierpienie było nie do zniesienia, to jeszcze męża nie było przy niej. Nie tak wyobrażała sobie ten moment, nie tak miało wyglądać przyjście na świat ich pierworodnego.
Dziecko urodziło się zdrowe, ale Lidka nie miała ochoty dzwonić do męża. Niech się dowie od obcych ludzi. Rozejrzała się po sali. Naprzeciw leżała czterdziestoletnia Natalia. Obok młoda dziewczyna, Albina, rozmawiała przez telefon. Przy drzwiach jakaś kobieta płakała, odwrócona twarzą do ściany.
Po wyczerpującym porodzie Lidka opadła na niebieską poduszkę z trójkątnym stemplem i zapadła w głęboki sen, jakby reszta świata przestała istnieć.
Będziemy karmić dziecko? usłyszała przez sen i uśmiechnęła się.
Ale pielęgniarka stała przy płaczącej kobiecie.
No co, milczysz? Weź je choć na ręce. Zobacz, jaka śliczna. Kobieta zastygła, ale się nie odwróciła.
Jak się rozkładać, to potraficie, a odpowiedzialność wziąć to już za dużo. Lepiej oddać dziecko powiedziała pielęgniarka i wyszła.
Pierwsza odezwała się Natalia, nie kryjąc emocji:
Myślisz, że ja tego dziecka chciałam? Mam już czterdzieści trzy lata, syn jest żonaty. Za chwilę będę miała wnuczkę, a tu taka niespodzianka I co teraz? Dziecko niewinne. Jak nie chciałaś, to po co czekałaś? A teraz ma się tułać po domach dziecka? Pomyślałaś, jak jej będzie żyć, skoro od pierwszego dnia zdradza się jej zaufanie?
Ania rozpłakała się jeszcze głośniej, jakby tama pękła.
Co się rozbeczałaś? Łzami nic nie naprawisz! nie ustępowała Natalia. Bierz dziecko, karm i nie bądź głupia.
Może ją zgwałcili? wtrąciła Albina, odkładając telefon. Albo to dziecko od kogoś bliskiego ojczyma?
Lidka słuchała i czuła, jakby to ona była winna tej sytuacji. Przecież miała szczęście mąż, który ją kocha, rodzice, którzy wspierają. A tu człowiek, który nikomu nie jest potrzebny. Nawet temu, który dopiero się urodził.
Wyrośnie ta dziewczynka, pełna goryczy. Bo rodzice piją. Albo bo mężczyzna, któremu uwierzyła, obiecał małżeństwo, a potem uciekł, gdy tylko dowiedział się o dziecku.
Nie będzie baloników, kwiatów, radości. Dla matki też nie ma dokąd iść, a z dzieckiem już w ogóle.
Lidce zrobiło się wstyd i żal tych obcych, a teraz tak bliskich kobiet. Zapytała:
A jeśli będzie dokąd iść, zabierzesz dziecko?
Ania spojrzała na nią jak na wariatkę:
Wzięłabym, ale tak się nie stanie. Potraktowała to jako szyderstwo, odwróciła się i już więcej nie odezwała.
A kilka godzin później Lidka powiedziała uroczyście:
Będziecie mieszkać w akademiku. Moja mama jest komendantką. Będziesz myć podłogi, a oni dadzą wam pokój.
O, ja mam nową wyprawkę odezwała się Albina. Zaraz zadzwonię do męża. Mamy dwie, po co nam tyle?
A ja przyniosę ubranka dodała Natalia. Od mojej córki zostały, nie nowe, ale zadbane. Nam już nie potrzebne, mam syna. Wnukom kupią nowe.
Następnego dnia kobiety z innych sal zaczęły przynosić rzeczy ktoś wózek, ktoś łóżeczko, kołdrę.
A ja nic nie mam powiedziała młoda kobieta z innej sali. Kupię mleko modyfikowane. W razie czego.
Ania rozpłakała się na nowo, ale tym razem ze szczęścia.
Ja oddam, ja zarobię szeptała. A matki klepały ją po ramieniu i mówiły:
Oddasz komuś, kto będzie potrzebował.
Wieczorem, zasypiając, Lidka myślała, jak dobrze się wszystko ułożyło. Ani będzie dobrze. Znajdzie jeszcze porządnego człowieka. A jej córka będzie miała wszystko, co najważniejsze mamę.



