Oj, mamusiu, znowu smażysz karpia powiedziała Jadwiga, zerkając do kuchni.
Tak, ale otworzyłam okna i włączyłam wyciąg, odparła Stefania.
Od czterech miesięcy, odkąd córka z zięciem zamieszkali z nią, kilka razy dziennie słyszała krytyczne uwagi.
Zupa za słona albo rzeczy na nie swoim miejscu. Albo telewizor za głośno gra w twoim pokoju.
Stefania nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła poruszać się po własnym mieszkaniu na palcach. Starała się robić wszystko po cichu, by nie przeszkadzać dzieciom.
Na początku wydawało się, że wszystko jest w porządku
Po ślubie Jadwiga z mężem postanowili zamieszkać osobno. Wynajęli małe mieszkanie w Krakowie i przyjeżdżali do Stefanii głównie w niedziele. To było zupełnie naturalne oboje mieli pracę.
Pewnego dnia Stefanii nagle zasłabło. To sąsiedzi zadzwonili po pogotowie przyjechało szybciej, niż można się było spodziewać. Po krótkim czasie pojawiła się także córka. Kiedy Stefania wyszła ze szpitala, Jadwiga powiedziała jej:
Mamy dla ciebie niespodziankę. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Zobaczysz ją, gdy wrócimy do domu.
Kiedy Stefania przekroczyła próg mieszkania, natknęła się na walizki ustawione w przedpokoju.
Rozmawialiśmy z Piotrem i od dziś będziemy mieszkać razem z tobą. Będziemy się tobą opiekować.
Stefanię wprawiło to w niemałe zdumienie.
Na początku Jadwiga naprawdę się przykładała sprzątała, gotowała, prasowała rzeczy. Jednak gdy minęły dwa miesiące, zapomniała już, czemu miała zajmować się matką.
Stefania czuła się coraz lepiej i znów zaczęła sama zajmować się domem. Kiedy dzieci były w pracy, to ona gotowała obiady, sprzątała mieszkanie i podlewała kwiaty.
Jadwiga powtarzała matce, żeby oszczędzała siły, lecz Stefania zawsze zarzekała się, że lepiej jej, gdy coś robi.
Jadwiga i jej mąż szybko dostrzegli uroki mieszkania z matką nie trzeba płacić za wynajem, zawsze jest czysto i ciepły obiad czeka na stole.
Mamo, dzisiaj odwiedzą nas znajomi. Może byś poszła do sąsiadki, wypić herbatkę? Będziemy się swobodniej czuć, a ty nie poczujesz się samotna powiedziała raz córka.
Stefania nie lubiła opuszczać domu wieczorem, zwłaszcza że jej sąsiadka już wcześnie kładła się spać. Pogoda była ładna, więc wyszła na chwilę przed blok, posiedzieć na ławeczce i zaczerpnąć powietrza. Czas płynął, a goście nie zamierzali wychodzić. Stefania chciała iść spać, jednak cierpliwie czekała na telefon od córki.
Sąsiad z klatki, pan Władysław, akurat wyprowadzał psa na wieczorny spacer. Wrócił po pół godzinie, a Stefania dalej siedziała na ławce.
Przepraszam, czy wszystko w porządku? zapytał.
Tak, tylko dzieci mają gości i nie chcę przeszkadzać.
Mieszkam na pierwszym piętrze, chyba pani mnie pamięta.
Oczywiście przytaknęła Stefania.
Widzieli się już nieraz, lecz zamienili najwyżej kilka uprzejmych słów. Pan Władysław niedawno został wdowcem, dzieci rozjechały się po Polsce.
Może wpadnie pani na herbatę? Robi się chłodno, a i lepiej będzie zadzwonić do córki i uprzedzić, gdzie pani jest.
Stefania zadzwoniła do Jadwigi, ale ta nie odbierała. Najwidoczniej nie miała teraz dla matki czasu.
Chodźmy, czemu nie zgodziła się Stefania.
Siedzieli przy herbacie, gawędząc. Po jakimś czasie zadzwoniła Jadwiga:
Mamo, gdzie ty jesteś? Goście już dawno wyszli, my się kładziemy spać, a ciebie nie ma.
W głosie córki znów brzmiało zniecierpliwienie. Stefania nie wiedziała, czym znowu naraziła się córce. Powoli zbierała się do wyjścia. Pan Władysław uprzejmie zaoferował odprowadzenie jej do klatki.
To tylko dwa piętra, dam radę, rzuciła Stefania.
A jednak miło będzie panią odprowadzić, odparł sąsiad z uśmiechem.
Od tej pory Stefania coraz częściej odwiedzała pana Władysława. Często pili razem herbatę, gotowali coś razem niekiedy to sąsiad próbował własnych przepisów. Tego dnia Stefania znów przyszła do niego, bo w jej mieszkaniu były urodziny zięcia i znów zjechali się goście.
W twoim mieszkaniu jest taki spokój, powiedziała raz ze wzruszeniem.
Zostań ze mną na zawsze, zaproponował Władysław.
Spojrzenie, którym na nią patrzył, powiedziało jej więcej niż tysiąc słów.
Muszę się nad tym zastanowić, odpowiedziała Stefania z uśmiechem.
Choć już wtedy wiedziała, co zdecyduje.


