Moje mieszkanie, stało się bezpłatnym hotelem dla znajomych

Urodziłam się na wsi i wiem z pierwszej ręki, jak ciężko trzeba pracować, aby zapewnić sobie choćby minimalnie akceptowalne warunki życia. Po tym, jak w dzieciństwie obserwowałam moich rodziców, postanowiłam, że przeniosę się do miasta.

Przyjechałam do Wrocławia, już jako studentka miejscowego uniwersytetu i zaraz po ukończeniu pierwszego roku, szukałam pracy. Miałam szczęście w poszukiwaniach, zaczęłam pomagać samotnej babci. Według standardów naszej wioski, była to łatwa praca, a wynagrodzenie było dobre i regularne. Opiekowałam się nią w czasie studiów, a po ich ukończeniu, szybko znalazłam pracę w swojej specjalności.

Pracując tam, poznałam pewnego mężczyznę, zakochałam się w nim niemal natychmiast, a sześć miesięcy później, wzięliśmy ślub. Nasze małżeńskie życie, rozpoczęliśmy w wynajmowanych mieszkaniach, ale mieliśmy też wspólne marzenie o posiadaniu własnego gniazdka. Prawie 7 lat ciężkiej pracy i oszczędzania pieniędzy, pozwoliło nam na zakup dwupokojowego mieszkania.

Podobało mi się nowe miejsce, szczególnie że kilka przystanków dalej był ogromny bazar. Ceny były tu bardzo przystępne, więc kiedy moja mama i siostra przyjechały obejrzeć nowe mieszkanie, od razu zabraliśmy je na ten targ. Początkowo fakt, że w pobliżu znajduje się niedrogi plac targowy, ucieszył mnie, ale nie trwało to długo.

Po wyjeździe krewnych, minęło zaledwie kilka tygodni, a ja otrzymałam telefon od kuzynki. Chciała kupić dziecku ubranie do szkoły, ale w sklepach było drogie. Wszystko byłoby dobrze, lecz nie przyjechała sama, zabrała ze sobą przyjaciółkę i dwoje dzieci. Oczywiście nie zdążyli na pociąg powrotny i postanowili zostać u nas. Uprzejmie się zgodziłam.

Trudno było pomieścić wszystkich w jednym pokoju, bo drugi zajmowałam ja z mężem. Na drugi dzień, kiedy pożegnaliśmy gości, przyjechała sąsiadka mojej mamy z mężem i dzieckiem, abym zabrała ich na targ.

Od tego momentu, nasze spokojne życie dobiegło końca, niemal codziennie zaczęli nas odwiedzać dalecy i bliscy krewni, sąsiedzi i zwykli znajomi. Każdy chce zaoszczędzić na zakupach, a jednocześnie na noclegu. Początkowo po cichu przyjmowaliśmy wszystkich „pielgrzymów”, bo mama nas o to prosiła. Nie mogłam odmówić matce, a ona nie mogła odmówić swoim znajomym, bo ludzie we wsi natychmiast zaczęliby o nas dyskutować i nas potępiać.

W pewnym momencie zastanawialiśmy się nawet, czy nie zamienić tego miejsca na mieszkanie w innej okolicy, ale tak naprawdę bardzo nam się tu podobało i niedaleko do pracy, mnóstwo sklepów, nawet park w pobliżu.

Aby jakoś pozbyć się tych wszystkich ludzi, wpadłam na pewien pomysł i zamieściłam na portalu społecznościowym informację, że wezmę ludzi na noc, podając cenę 30 zł za osobę. Takie podejście okazało się bardzo skuteczne. Wiele osób zobaczyło to na własne oczy, a tym, którzy nie wiedzieli i dzwonili z pytaniem o miejsce do spania, mówiłam, że jest płatne. Po kilku tygodniach, wszyscy zapomnieli o moim adresie, choć musiałam tłumaczyć to mamie, ale zrozumiała i nie gniewała się. We wsi też trochę rozmawiali i dyskutowali o tym, że to dziewczyna z miasta i chce wziąć pieniądze od swoich starych sąsiadów, ale się uspokoili.

Teraz przyjeżdża do nas najbliższa rodzina, u której zawsze jesteśmy mile widziani.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + dwadzieścia =

Moje mieszkanie, stało się bezpłatnym hotelem dla znajomych