„U moich koleżanek mamy są młode i ładne, a ja takiej nie mam. Moja bardziej przypomina babcię, bardzo jest mi wstyd…”
„Kasia, Kasiu! Tam twoja babcia przyszła!” – Kasia wyjrzała na korytarz i zmarszczyła brwi – pod ścianą stała jej mama.
„Mamo, no po co ty po mnie przychodzisz… Przecież sama mogę wrócić, na moje. Nie jestem malutka” – mówiła Kasia, złością patrząc na matkę.
„Kasiu, już ciemno. Dziewczynkom nie wolno samej chodzić wieczorem, to niebezpieczne” – tłumaczyła się mama.
„Mamo, jaki wieczór! Dopiero siódma. I dom prawie tuż… Jestem już dorosła, za chwilę trzynaście lat” – dziewczynka złapała torbę i wybiegła ze szkoły muzycznej.
…Kasia urodziła się, gdy rodzice już stracili nadzieję. Pierwsza oznaka, że Elżbieta spodziewa się dziecka, zaskoczyła ją, gdy z mężem szykowali się w gości do przyjaciół…
„Wojtek… Coś mi niedobrze… Mdłości, jakaś słabość. Może zjadłam coś nieświeżego… Poleżę chwilę. Jedź sam, jeśli coś…” – ale on oczywiście nie pojechał bez niej.
Leżała dwa dni, lecząc się domowymi sposobami – płukaniem żołądka, głodówką, ziołowymi naparami… Ale nie było lepiej, i trzeciego dnia mąż, mimo jej słabych protestów, wezwał lekarza.
Pielęgniarz uważnie słuchał Elżbiety, opukując plecy, zajrzał do gardła. Mierzył temperaturę i zadawał dziwne, jak się jej wydawało, pytania. Zupełnie nie na temat. I patrzyWtedy zrozumiała, że prawdziwe piękno i miłość kryją się nie w młodości, lecz w oddaniu, jakie przez całe życie okazywali jej rodzice.



