Moja żona proponuje, że zaadoptuje chłopca z domu dziecka, który jej się spodobał. Nie jestem pewien, czy potrafię kochać cudze dziecko jak własne.

Jestem żonaty z Aliną od ponad czterech lat, a wcześniej poważnie podchodziliśmy do każdego przyszłego wydarzenia: świętowania sylwestra z nią lub z moją rodziną, podróży czy kupna kota. Nietrudno więc sobie wyobrazić, co czułem, gdy zaproponowała mi adopcję dziecka.

Oboje z Aliną byliśmy całkowicie zdrowi i gotowi aby mieć własne dziecko, ale ona mówiła o Irku, chłopcu z domu dziecka, w którym pracowała. Zachwalała go, jak tylko mogła, przekonując, że na pewno go polubię, że powinniśmy przynajmniej spróbować spotkać się z nim kilka razy i razem pospacerować po okolicy.

Nie wyjaśniłem jeszcze Alinie swojego stanowiska, ale jestem przeciwny adopcji. Po pierwsze, nie mamy nawet własnych dzieci, a co dopiero wziąć odpowiedzialność za obce. Po drugie, to naprawdę jest czyjeś dziecko. Jak można kochać cudze dziecko? Kiedy nie ma w nim nic ze mnie, ani z Aliny, kiedy jakoś niezręcznie jest karać lub uczyć, bo to nie jest Twoja własna krew.

Nie chcę jeszcze rozczarować żony, ale mam nadzieję, że zrozumie po chłodnym podejściu do jej prośby, że nie jestem z niej zadowolony. Nawet jeśli chłopiec jest najlepszy na świecie, nie będę w stanie kochać go jak swoje dziecko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × jeden =

Moja żona proponuje, że zaadoptuje chłopca z domu dziecka, który jej się spodobał. Nie jestem pewien, czy potrafię kochać cudze dziecko jak własne.