Moja własna mama wyrzuciła mnie z mieszkania, bo jej nowy mąż był dla niej ważniejszy od własnego dz…

Własna matka wyrzuciła mnie z mieszkania, bo mój ojczym był jej milszy!

Mieszkałam z ojcem do piątego roku życia i to był najszczęśliwszy czas dzieciństwa, jak spacer po krętych uliczkach starego miasta w Krakowie we śnie. Gdy ojciec odszedł, mama jakby się rozpuściła w mleku snu przestała mnie dostrzegać i zaczęła układać życie od nowa, jakby stała nad Wisłą w porannej mgle.

Gdy miałam osiem lat, przyprowadziła do domu nowego mężczyznę. On stał się ojczymem, który ustanowił harmonogram, jak przebudowa wymarzonego blokowiska. To on rozdzielał zadania domowe a sam tylko zasiadał w fotelu, tłumacząc, że jest zmęczony po robocie, podczas gdy ja musiałam myć podłogi i wycierać kurz ze ścian. Mama zmuszała mnie do spełniania wszystkich jego życzeń, bo bała się krzyków i awantur, krążących po mieszkaniu jak stado czarnych chmur.

Kiedy stałam się nastolatką, głos we mnie zaczął krzyczeć: dlaczego ja muszę po powrocie ze szkoły gotować, sprzątać, myć poloneza ojczyma i wycierać szyby, podczas gdy zakochana para ogląda telewizję, rozmazaną jak obraz we śnie. Każda próba sprzeciwu kończyła się policzkiem i kazaniem o tym, jaka jestem niewdzięczna, choć dają mi tak wiele.

Poza dachem nad głową i jedzeniem, które wypracowywałam swoją pracą, nie dostawałam niczego. Gdy chciałam pójść na języki, korepetycje, czy siłownię, szydzili: Najpierw zarób złotówki, potem wydawaj!. Rzadko kupowali mi ubrania, a jeśli już, każdego dnia przypominali mi o tym przysługiwaniu jak powtarzający się motyw w surrealistycznym śnie.

Kiedy skończyłam 18 lat i zdałam maturę, mama powiedziała, że czas żebym szukała własnego kąta, że powinnam natychmiast iść do pracy i wynająć mieszkanie za własne pieniądze, bo nie chcą mnie już więcej pod swoim dachem.

Pochodzimy z małego miasta, jak ze snu, w którym ulice się gubią, a praca nie czeka na rogu. Nie chciałam harować cały dzień miałam nadzieję, że rodzice zmienią zdanie, jeśli zobaczą, ile się uczę. Ale matka uparcie powtarzała: Już czas, więc przez trzy miesiące matury zamiast się uczyć, pracowałam jako kelnerka w barze mlecznym, od dziesiątej do dwunastej w nocy. Zarabiałam grosze, napiwków prawie nie było. Starczyło mi ledwie na dwa czynsze i nie wiedziałam, co zjeść, bo w portfelu miałam tylko kilka złotych. Przez nieobecności na lekcjach nie zdałam matury najlepiej nie dostałam się na państwowy uniwersytet, a nie było nikogo, kto by mi zapłacił czesne.

Latem zwolniłam się z baru i zaczęłam szukać lepiej płatnej pracy, bo mama i ojczym codziennie pytali, kiedy się wreszcie wyprowadzę. W końcu po prostu wystawili mi rzeczy za drzwi…

Próbowałam pracy w sklepie chemicznym, ale po kilku dniach zatrułam się oparami. Gdy wróciłam, powiedzieli, że wzięli już inną dziewczynę o imieniu Ola. Czas płynął jak w rozlazłym śnie, próbowałam różnych prac, ale nigdzie nie mogłam zarobić tyle, by spokojnie przeżyć.

Nazbliżały się moje urodziny w środku lata. Wtedy zjawiła się moja ciotka, Wiesława. Nikomu wcześniej nie mówiłam, jak mi ciężko, ale gdy zapytała mnie w cztery oczy, łzy same puściły jak deszcz nad Mazurami i wyrzuciłam z siebie wszystko, z czym nosiłam się tak długo. Tego samego dnia pomogła mi się spakować i zabrała do swojego mieszkania na obrzeżach Warszawy. Spełniłam życzenie rodziców zamieszkałam daleko od nich, więc ulga była snem o zielonej łące.

Ciocia Wiesława znalazła mi pracę w księgarni w naszym miasteczku. Mogłam jednocześnie pracować i przygotowywać się do matury w przyszłym roku. Udało się zdałam maturę i dostałam się na uniwersytet państwowy. Ciocia wspierała mnie we wszystkim, nie zostawiła mnie samej z szarymi myślami, nawet gdy rodzice sporadycznie przypominali mi, jaką jestem złą i niewdzięczną córką.

Czas minął i skończyłam studia, znalazłam stabilną, dobrą pracę, a teraz dziękuję cioci Wiesławie za to, że nie zostawiła mnie w tych snach bez wyjścia. Wspieram ją i zabieram na drogie wakacje, by śniła ze mną już tylko kolorowe sny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + 2 =

Moja własna mama wyrzuciła mnie z mieszkania, bo jej nowy mąż był dla niej ważniejszy od własnego dz…