Mamo, żenię się z Jagodą. Za trzy miesiące będzie dziecko syn postawił mnie wobec faktów.
Nie byłam szczególnie zaskoczona, bo już wcześniej poznałam Jagodę. Martwił mnie jednak jej wiek nie miała nawet osiemnastu lat. Synowi też jeszcze służba wojskowa przed sobą. Dzieciaki, a już chcą ślub i dziecko w drodze.
Sukienki ślubnej dla Jagody długo nie mogliśmy znaleźć siódmy miesiąc ciąży już był widoczny.
Kiedy wesele ucichło, młodzi zamieszkali u rodziców Jagody. Syn przyjeżdżał do mnie co tydzień, zamykał się w swoim pokoju i prosił, żebym nie przeszkadzała. To matczyne serce niepokoiło.
Dzwonię do Jagody.
U was wszystko w porządku z Michałem?
Oczywiście, a dlaczego miałoby być inaczej? przyszła synowa spokojna jak Wisła o świcie.
Wiesz, gdzie jest twój mąż teraz? próbowałam dociec prawdy.
Pani Heleno, proszę się zająć swoimi sprawami. Poradzimy sobie bez pani to było pierwsze i nie ostatnie nieuprzejme słowo z jej strony.
Wybacz, że przeszkodziłam wycofałam się i odłożyłam słuchawkę.
Z natury jestem spokojna, unikam konfliktów. Postanowiłam więc nie wtrącać się w ich sprawy. Każdy niech gotuje się we własnym sosie.
Wkrótce Jagoda urodziła Weronikę. Imię mi się nie podobało, więc po cichu nazywałam wnuczkę Bożenka.
Syn został wcielony do wojska, służba daleko od domu. Przez dwa lata odwiedzałam moją Bożenkę. Za każdym razem zauważałam, jak synowa pięknieje. Była śliczna, aż za bardzo. To mnie martwiło studia, tyle pokus… Przez myśl mi przeszło: taka urodziwa studentka, nie doczeka męża z wojska.
Nie wydawało mi się, bym była mile widziana. Gdy pojawiałam się u Jagody, ta natychmiast oddawała mi wózek i posyłała na spacer, znacząco wzdychając. Wzrokiem umiała zranić głębiej niż słowem. Jej niechęć do mnie była ewidentna. Znała swoją wartość nie chciałam sprzeczać się z nią, więc marzyłam tylko o tym, by jak najszybciej opuścić ten dom.
Po powrocie Michała z wojska wszystko wyglądało niczym sielski obrazek Baśka rosła, Michał tulił żonę, a synowa gospodarna i piękna. Serce mi śpiewało jak stare mazurki. Tak minęło piętnaście lat.
Aż pewnego dnia Jagoda jakby się zmieniła. Pojawili się kochankowie wielu, i nic nie kryła. Chodziła za rękę z jednym, potem innym. I to prawda, że wieko nie zatrzyma kapusty w beczce. Michał wszystko znosił trzy lata kochał ją i cierpiał.
Ona potrafiła użądlić słowem, śmiać się szyderczo. Byłam w szoku, ale nie zamierzałam moralizować. Przyznam szczerze bałam się jej jak postu. Spojrzy takim wzrokiem, aż święci uciekają.
Synku, co się u was dzieje? Kłopoty? próbowałam dopytać.
Mamo, nie martw się, ułoży się uspokajał.
Miałam wrażenie, że czuje się winny, dlatego znosi kaprysy. Nie dawało mi to spokoju, więc postanowiłam pójść do Jagody.
Jagoda, czy mogę zadać ci pytanie? rzuciłam ostrożnie, by nie rozgniewać synowej.
Pani Heleno, proszę lepiej syna pytać, czym się w firmie zajmuje i z kim… Moja ciotka, co tam pracuje, wszystko mi opisała. Pani syn pierwszy zaczął zdradzać! krzyknęła.
Boże, po co ja się w to mieszałam? Michałowi już nic nie mówiłam. Czas płynął.
Jagoda i Michał rozwiedli się, Bożenka została z matką. Michał rzucił się w wir życia kobiety zmieniał jak skarpetki. Brunetki, blondynki, rude… Jego łóżko nigdy nie było puste.
Jagoda szybko wyszła za mąż ponownie. Michał zadzwonił z tą nowiną, nawet się popłakał. Jagoda była czułą żoną.
Kolejna „ta jedyna” to była Klementyna. Drobiutka, zadziorna, twarda ręka. Michał miał 35 lat, Klementyna 40. Chodził przy niej jak zaczarowany, usługiwał, rozpływał się. Ona od razu postawiła warunki: oficjalny ślub, mieszkanie dla jej córki i pełne utrzymanie.
Michał dla niej płonął, znikał pod jej wpływem jak lody w sierpniu.
Klementyna, w przeciwieństwie do Jagody, narzucała się mi nieproszona po imieniu, na „ty”, wręcz kumpelsko, co mnie męczyło. No, ale konflikty to nie mój styl, więc milczałam. Wszystkie prezenty, które dostałam od tej synowej (za pieniądze mojego syna), leżą nieużywane serce do nich nie lgnie.
Klementyna uśmiecha się sztucznie, mówi nieprawdziwie. Miłości tam żadnej, tylko interes. Mój syn to jej bankomat, żąda coraz więcej, kręci. A Jagoda? Wrzeszczała na mnie, ale z duszą szczerą, po imieniu-ojcowsku, Michała kochała.
Klementyna nawet nie gotuje. Gotowe dania z delikatesów, o zupce domowej syn może pomarzyć. Zdarzyło mi się zwrócić jej uwagę:
Może byś ugotowała Michałowi choć rosół, zawsze gotowe jadacie!
Helenko, nie ucz kucharki gotować na własnym ogniu tak mi odpowiedziała.
Przyjaciółki są dla niej najważniejsze. Te same „kumoszki” kawiarnia, sauna, butiki, raz w tygodniu bieganina po galeriach. Jak coś nie po jej myśli lamenty, histeria, żalu pełne łzy.
Daj jej jeszcze obrane jajko nigdy nie zobaczysz wdzięczności. Czym tu kochać taką żonę? Dla mnie ich związek to niedorzeczność, pomyłka.
Coraz częściej wspominam gospodarność Jagody. Była porównanie pamiętam jej przepyszne karpie w galarecie, gołąbki, wyborne serniki… Czemu Michał utracił tę idylię? Nie umiał utrzymać takiej kobiety. Sam winien. Radość daje mi tylko Bożenka nie zapomina o mnie, przynosi różne drobiazgi.
Jagoda, choć dawna, była dla mnie prawdziwą synową. Wartość rzeczy poznaje się, gdy się ją straci. Klementyna to tylko poboczna znajoma. Żal mi syna. Czuję, że w sercu Michała nadal żyje miejsce dla Jagody, ale drogi do niej już nie ma…



