Mój mąż i ja jesteśmy zamożnymi ludźmi. Mamy własny dom, na który sami zapracowaliśmy, dobrą pracę oraz samochód. Kiedy dom był jeszcze w budowie, urodziło nam się pierwsze dziecko, syn. Budowa trwała pięć lat. Kiedy się wprowadziliśmy, mój syn miał już trzy lata. Nasz dom był duży. Jeden pokój był nasz, drugi był dla mojego syna, a trzecia sypialnia była pokojem zabaw. Kiedy urodziło się nasze drugie dziecko, musieliśmy przekształcić go w sypialnię. Tylko moja teściowa zdecydowała się wprowadzić i zająć ten pokój. Nie przeszkadzało nam to, bo mieliśmy z nią dobre relacje, często pomagała przy naszym synu. Minęło kilka lat. Syn skończył 12 lat, a my planowaliśmy już drugie dziecko. Wkrótce zaszłam w ciążę. Po badaniu okazało się, że będziemy mieli bliźniaki. Powiedziałam o tym mężowi i teściowej.
Mój mąż, Andrzej, był zachwycony, ale moja teściowa, Elżbieta, wcale nie była zadowolona z tej wiadomości. „Co Ty zrobiłaś? Po co Ci dzieci? I to od razu dwoje” – powiedziała. Podaliśmy jej wiele argumentów, próbowaliśmy wytłumaczyć, że zawsze marzyliśmy o więcej niż jednym dziecku, ale to nic nie dało, nie mogliśmy jej przekonać, że jest inaczej. Następnego ranka poszła do pracy i nie wróciła do domu, pojechała do siebie. Zaakceptowaliśmy jej decyzję. Myśleliśmy, że postanowiła się wycofać, bo nie popierała naszego wyboru. Okazało się jednak, że była to cisza przed burzą.
Na początku zaczęła wołać Andrzeja do siebie i mówić mu, dlaczego nie powinniśmy mieć dzieci, mówiąc, że będziemy musieli dzielić się spadkiem, nie będziemy w stanie sami ich wychować, a ona nie pomoże itp. Mój mąż szczerze pragnął tego dziecka, więc te manipulacje na niego nie działały. Potem przyszła kolej na mnie. Najpierw namawiała mnie, żebym pozbyła się dziecka, a kiedy odmówiłam, zaczęła mnie wyzywać i grozić, że zrobi wszystko, żeby Andrzej się ze mną rozwiódł. Zwróciła nawet dziecko przeciwko mnie i jego nienarodzonym braciom. Andrzej powiedział, że nie powinnam zwracać uwagi na jej słowa i groźby. Kocha mnie i nie zamierzamy pozbywać się dzieci. Porozmawiał z moją matką, bardzo ostro wyjaśnił jej nasze stanowisko i poradził, aby nie ingerowała w nasze życie.
Wkrótce skończymy czterdzieści lat, jesteśmy niezależnymi ludźmi i to my decydujemy, kiedy i ile dzieci chcemy mieć. Wkrótce udam się na urlop naukowy. Mam nadzieję, że po tej rozmowie teściowa da mi spokój, bo nie chcę żadnych skandali.



