Poznaliśmy się z moim mężem w pracy. Oboje pracowaliśmy na stacji kolejowej. Gdy tylko się poznaliśmy, od razu zrozumieliśmy, że nasze spotkanie było dziełem przeznaczenia. W przeciwnym razie nie sposób byłoby wytłumaczyć naszą wzajemną miłość od pierwszego wejrzenia. Wkrótce Tomek mi się oświadczył i zaczęliśmy przygotowywać się do ślubu. Potrzebowaliśmy pomocy na tym etapie, a teściowa zgłosiła się na ochotnika. Było to bardzo miłe z jej strony, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Nie miałyśmy tak toksycznej relacji jaka jest zwykle między teściową a synową.
Po ślubie Anna zawsze nam pomagała, a gdy mieliśmy córkę, nauczyła mnie, jak właściwie opiekować się dzieckiem. Jedna rzecz była trochę dziwna: przez dwa lata naszego małżeństwa Anna zmieniła trzy razy mężczyznę. Z każdym z nich miała poważne plany, a potem ich zostawiała. Nagle dowiedzieliśmy się, że Anna jest w ciąży. Jednak dowiedzieliśmy się o tym dopiero, gdy miała już widoczny brzuch. Miała wtedy 47 lat, a lekarze odradzali jej rodzenie w tym wieku ze względu na wysokie ryzyko dla matki i dziecka, a także możliwość wad rozwojowych płodu.
Z Tomkiem bardzo namawialiśmy teściową, aby skonsultowała się z lekarzem, ale ona nas nie słuchała. Anna nawet odmówiła pójścia na badanie USG, aby nie dowiedzieć się o ewentualnych problemach z dzieckiem. Ann urodziła przed wyznaczonym terminem. Od razu było jasne, że dziecko jest chore i ma wady rozwojowe… Wtedy moja teściowa postanowiła zostawić chłopca w szpitalu. Teraz mój mąż i ja próbujemy przekonać Annę, aby zabrała chłopca do siebie, ponieważ jego trudny los jest jej odpowiedzialnością. Z pomocą badań moglibyśmy dowiedzieć się wszystkiego przed porodem, ale teściowa wybrała inną drogę. Oczywiście namawiamy ją, ale sami nie wiemy, czy dobrze postępujemy…



