Pracuję jako korepetytor języka angielskiego w domu i przychodzą do mnie uczniowie. Czasami przyjmuję więcej dzieci, niż czas na to pozwala, ponieważ to dodatkowe pieniądze, a mój mąż i ja spłacamy kredyt hipoteczny. Nie mam czasu na szczegółowe dbanie o dom, bo po lekcjach kręci mi się w głowie. Muszę coś zjeść i kontynuować korepetycje. Wtedy odwiedziła mnie teściowa.
– „Laura, co za hańba… Tak nie powinna wyglądać kuchnia porządnej gospodyni domowej. Po co w ogóle zamawiałaś białą kuchnię? Teraz wszystkie plamy i zacieki są widoczne”.
Po długim wykładzie teściowa zaprosiła mnie do siebie w sobotę na wielką kolację. Zaplanowała swój obiad tak dobrze, że wszyscy jej krewni i przyjaciele przychodzą do niej, siedzą razem, jedzą i rozmawiają, dyskutując na różne tematy. Przyszłam, a moja teściowa miała dużo sałatek, ale moje dzieci prawie nic nie jadły, ponieważ nie są przyzwyczajone do jedzenia zbyt dużej ilości tłuszczu, oleju i masła.
– Dlaczego nic nie jecie? Przynajmniej zjedzcie porządny obiad u babci.
– Ale mama robi pyszne kiełbaski w cieście – odpowiedziała wnuczka.
– Fuj, parówki! Czym jeszcze karmisz dzieci? Ale skoro tak dobrze gotujesz, to w następną sobotę idziemy do Cebie.
Nie chciałam nikogo zapraszać, ale moja teściowa zrobiła to za mnie. Ugotowałam, gościom smakowało, a nawet teściowa nie spodziewała się, że jestem taka dobra.
– No to ustalone, teraz będziemy się spotykać u ciebie w każdą sobotę. To będzie nasza tradycja.
– Nie, mój mąż i ja mamy już jedną tradycję – co miesiąc płacimy za Internet. Nie zamierzam wydawać dużo pieniędzy na wymyślne kolacje.
– No to jesteś kretynką, nie wrócimy – odpowiedziała teściowa i trzasnęła drzwiami.



