Mam taką pracę, że cały dzień rozmawiam z różnymi ludźmi i jestem tym bardzo zmęczona. Wracając do domu, chcę po prostu poleżeć i nie musieć z nikim rozmawiać, ale pod tym względem nie mam szczęścia: teściowa jest gadatliwą i irytującą osobą. A teraz, z powodu jej nawyku, mój mąż i ja jesteśmy na skraju rozpadu naszego związku. Rok temu wzięliśmy mieszkanie na kredyt hipoteczny, ale wkrótce zdaliśmy sobie sprawę, że w takim tempie skończymy z długami dopiero za dwadzieścia lat i postanowiliśmy na jakiś czas zamieszkać z rodzicami męża i wynająć nasze mieszkanie.
Wcześniej z moją teściową i nie miałam żadnych problemów, więc zgodziłam się mieszkać z nią pod jednym dachem, zwłaszcza, że płaciliśmy tylko za jedzenie i komunalne, a resztę pieniędzy odkładaliśmy. Moja teściowa pomagała mi w domu, gotowała i sprzątała, kiedy pracowałam. Może pojawić się pytanie, dlaczego więc na nią narzekam, a powodem jest to, że dużo mówi… Od roku teściowa jest na emeryturę, nie ma przyjaciół, nie lubi też oglądać seriali ani rozmawiać z sąsiadami.
Dlatego jej brak komunikacji z innymi musiała jakoś odreagować i padło na mnie. Nie zdążę jeszcze zdjąć kurtki, a ona od razu zaczyna rozmawiać bez przerwy: o pogodzie, o jedzeniu, o sąsiadce, która opuściła męża. I nie jestem zainteresowana tym wszystkim, bo chcę odpocząć. Kilka razy grzecznie zasugerowałam, że chcę iść spać spać, ale to jak grochem o ścianę. Potem teściowa w końcu zrozumiała, że nudzi mnie swoimi rozmowami i odczepiła się. I pewnego wieczoru słyszę jej rozmowę z mężem.
– Oj synu – mówi – jak tylko znosisz taką żonę? Za rok lub dwa i tak się z nią rozstaniesz, niepotrzebnie braliście ten kredyt hipoteczny.
Jak mam z nią żyć – tego sobie nie wyobrażam.




