Moja szwagierka wyjeżdżała na wakacje, kiedy my remontowaliśmy dom po babci, a teraz domaga się wygo…

Moja szwagierka była na wczasach w nadmorskim kurorcie, gdy my tkwiliśmy pośród remontu, a teraz domaga się zamieszkania w komfortowych warunkach.

Zaproponowałam jej, że razem złożymy się na remont domu, ale stwierdziła, że nie potrzebuje pieniędzy. Teraz jednak żąda, by zamieszkać u nas, bo jej część domu nie nadaje się do życia. No cóż, sama sobie winna!

Dom należał do babci mojego męża, a po jej śmierci on oraz siostra odziedziczyli go po równo. Był już stary, ale postanowiliśmy go wyremontować i wprowadzić się. Budynek miał dwa wejścia, co pozwalało dwóm rodzinom mieszkać bez zbędnych konfliktów. Podwórko, a także ogródek z tyłu, były wspólne. Ilość pokoi po obu stronach była identyczna.

Spadek został podzielony już po naszym ślubie i wszystko odbyło się spokojnie. Teściowa od razu odmówiła przyjęcia jakiejkolwiek części była przyzwyczajona do życia w Warszawie. „Róbcie co chcecie”, rzuciła tylko do swoich dzieci.

Mąż z zięciem naprawili dach i wzmocnili fundamenty, wykładając na to własne pieniądze. Chcieliśmy kontynuować prace, co nie spodobało się szwagierce. Oświadczyła, że nie zamierza inwestować w „ten kurnik”. Jej mąż tylko zwiesił głowę nigdy nie sprzeciwia się żonie.

My za to marzyliśmy, by zamieszkać właśnie tutaj. Wieś leżała niedaleko Krakowa, a dzięki samochodowi mogliśmy dojeżdżać do pracy bez problemów. Mieliśmy już dość ciasnoty w kawalerce. Wybudowanie własnego domu to byłyby ogromne koszty, dlatego dom po babci wydawał się idealny.

Dla mojej szwagierki to była po prostu letniskowa chatka chciała przyjeżdżać tu latem na grilla, odpocząć. Zresztą jasno dała nam do zrozumienia, żebyśmy nie liczyli na jej zaangażowanie.

Remont naszej części domu zajęło nam cztery lata. Oczywiście musieliśmy wziąć kredyt, ale to nie był najprostszy problem do rozwiązania. Zrobiliśmy łazienkę, zainstalowaliśmy ogrzewanie gazowe, wymieniliśmy elektrykę oraz okna, a loggię odnowiliśmy. Praca trwała non stop, ale wiedzieliśmy, po co to robimy mieliśmy marzenie.

Szwagierka ciągle podróżowała, nie wtrącała się w nasze sprawy, nie dbała o swoją część domu. Żyła dla przyjemności. Aż wreszcie urodziła dziecko i poszła na urlop macierzyński.

Skończyły się wyjazdy i pojawiły się finansowe ograniczenia. Wtedy nagle przypomniała sobie o swojej połowie domu. Trudno przecież siedzieć z małym dzieckiem w czterech ścianach tutaj mogłaby wyjść z nim na dwór, pozwolić maluchowi biegać i bawić się do woli.

Przeprowadziliśmy się już wtedy do domu, a własne mieszkanie wynajęliśmy. Jej połowa nie była tknęta palcem, przez te lata zgniła dosłownie. Nie wyobrażam sobie, jak mogłaby tam mieszkać bez ogrzewania, ale przywiozła walizkę i poprosiła, by została tydzień u nas. Zgodziłam się.

Jej synek jest bardzo hałaśliwy. Sama szwagierka jeszcze gorsza, zachowuje się, jakby cały świat należał do niej. Nie bierze pod uwagę nikogo innego. Pracuję zdalnie i bardzo mi przeszkadzali, dlatego na jakiś czas przeprowadziłam się do koleżanki z liceum. Dla niej to nawet było wygodne, bo ktoś miał oko na dom.

Wróciłam dopiero po miesiącu tydzień u koleżanki, potem musiałam zająć się chorą matką. Zupełnie zapomniałam o szwagierce, byłam przekonana, że już dawno wróciła do siebie.

Jakież było moje zdziwienie, gdy zastałam ją jeszcze w naszym domu! Zachowywała się, jakby nic się nie stało, jakby była u siebie. Zapytałam, kiedy zamierza się wyprowadzić.

A gdzie mam iść? Z dzieckiem tu mi dobrze powiedziała z obojętnością.
Jutro zawieziemy cię do Krakowa odpowiedziałam spokojnie.
Nie chcę do miasta.
Skoro nawet nie chciało ci się uprzątnąć przez ten czas twojej części domu, wracaj tam, to nie hotel odparłam stanowczo.
Jakim prawem mnie wyrzucasz? To mój dom!
Twój dom jest za ścianą. Idź tam.

Próbowała nastawić swojego męża przeciwko mnie, ale on również stwierdził, że przesadziła. Obraziła się i wyszła z dzieckiem. Po paru godzinach rozdzwoniła się teściowa:
Nie miałaś prawa jej wyrzucać, to jej własność! wrzeszczała do słuchawki.
Mogła zostać w swojej połowie, tam jest panią domu odparł jej mój mąż.
Ale jak z dzieckiem mieszkać bez ogrzewania, z wychodkiem na podwórku? Mogliście się nią zająć!

W mężu coś pękło i wykrzyczał matce całą prawdę proponowaliśmy szwagierce wspólny remont, nawet taniej by wyszło niż osobno, ale odmówiła. Teraz wszyscy obwiniają nas?

Zaproponowaliśmy jej wyjście niech odsprzeda swoją połowę mojej mamie. Zgodziła się, ale za takie pieniądze, że za tę sumę można by postawić nowy dom. Nie zgodziliśmy się na jej warunki.

Teraz nie rozmawiamy. Teściowa jest wiecznie urażona, a Alina bo tak ma na imię szwagierka to prawdziwa zmora. Przyjeżdżają rzadko, ale gdy już są, urządzają hałaśliwe imprezy, robią złośliwości i dewastują wszystko, co popadnie.

Zaczęliśmy stawiać wysoki płot, żeby całkiem oddzielić nasze części. Koniec kompromisów w końcu tego sobie zażyczyła moja szwagierka.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − 1 =

Moja szwagierka wyjeżdżała na wakacje, kiedy my remontowaliśmy dom po babci, a teraz domaga się wygo…