Moja starsza siostra, miała dużo szczęścia. Dorastała w naszej rodzinie, kiedy nam sie powodziło, a mała firma mojego ojca, rozwijała się i zapowiadała same dobre rzeczy. Z tego powodu, Luiza żyła długo i szczęśliwie na uniwersytecie, co roku zmieniała telefon, latem wyjeżdżała z przyjaciółmi za granicę i nie pracowała.
Ja z kolei, miałem o wiele mniej szczęścia. Mała firma ojca zbankrutowała, a on był zbyt leniwy i niezależny, by pracować dla kogokolwiek. Mama pracowała na dwa etaty, przez siedem dni w tygodniu, aby utrzymać rodzinę. Wpojono mi nawet, że jeśli nie starczy pieniędzy na życie, będę pracować po szkole.
Pierwszą pracę na pół etatu, dostałem jeszcze w szkole. Razem z kolegą z klasy, dostałem pracę przy degustacji kiełbasek w supermarkecie. Musieliśmy celowo opuszczać ostatnie zajęcia, aby zdążyć na zmianę. Nauczycielka była oburzona, argumentując, że jesteśmy za młodzi, pracować mamy jeszcze czas. Co mogłem powiedzieć? Że oszczędzałem na nowe buty? Że nikt nie kupi mi telefonu, jeśli sam na niego nie zarobię?
To był zły czas. Zawsze zazdrościłem siostrze, bo w moim wieku, ona nie miała żadnych problemów, a ja ich miałem sporo. Do czasu ukończenia studiów, starałem się uczyć do stypendium, a latem pracowałem na obozie dla dzieci, jako wychowawca, co dawało mi trochę wytchnienia od kłopotów w domu.
Życie jest naprawdę bardzo niesprawiedliwe. Mówi się, że jest jak bumerang, ale nie, nic z tych rzeczy. Jak wielu jest ludzi, którzy szczycą się swoim bogactwem i pozycją, jak moja siostra, a słońce zawsze się do nich uśmiecha. Są również ludzie tacy jak ja, którzy wydają się zasługiwać na coś więcej, ale bumerang uderza mnie w tył głowy, bardzo niespodziewanie i boleśnie i wydaje się, że do końca życia będą nade mną wisieć ciemne chmury.



