Katarzyna po raz ostatni przeszła wzrokiem po domu. Wszystko wydawało się w porządku, wszystko na swoim miejscu. Dziewczynki miały pięknie ułożone kosmyki, a Michał ufarbował twarz. Julia Nowacka siedziała na kanapie, również w eleganckim stroju. Wczoraj Tomasz zadzwonił, że dziś przyjedzie, ale nie sam, z niespodzianką.
Ledwie mogła iść do domu z gminy, bo tylko tam był telefon. Czyż to nie była żart, że Tomasz nie widział się z rodziną prawie dwa miesiące, od kiedy zaczął się szukać pracy w Gdańsku.
Ala płakała:
Tom, jaki to może być dom? Ty w mieście, a my z dziećmi tutaj, sami.
Co ty płaczesz, jakbym był trupem? Widzisz przecież, krokuł po dachu, dziewczynki idą do szkoły, a pracy w miejscowości nie ma.
Wiem, wiem, ale coś na to… Może i my z tobą?
Odwrócił się, czując litość.
Karcia, ty aż głupia jesteś. Dlaczego? Chyba sam widzisz, że ja po cichu wszystko załatwię, a jeśli pójdziesz ze mną, to co ja zarobię, wszystko pójdzie na wynajem. Wiesz, jak to w Gdańsku.
Katarzyna zrozumiała, że mąż ma rację. Pensja bardzo się przydała, a jazda dla całej rodziny nie ma sensu. W Mikołajowie co najmniej ma kawałek pracy, choć i mieszkanie jest. Choć serce bolało, przyznała mu rację.
W pierwszym tygodniu przygotował kartę z pierwszym转账. Katarzyna włożyła najładniejsze sukienkę, żeby iść po pieniędzy. Wszyscy mieli to zobaczyć. Wiedziała, bo wieje porachunki o nią. Mówią, że Tomasz ją zostawił, no i spokój z tą. Że nie szanuje syna, dzieci. No cóż, nadzieja, że jeśli sama zajdzie na emerytury, to wszystko zobaczą.
Mężatki i staruszków nie spuszczali wzroku. Katarzyna poczuła, jak strach wznosi się w niej, ale była zdecydowana. Wczoraj Tomasz zadzwonił. Wiedziała, że to coś ważnego. Cóż, niech idzie. Najważniejsze, że wraca! Choć jak długo? Miała zaczucie, że to nie będzie łatwo. Zapaliła palnik w saunie, żeby go od razu poparzyć. Tylko że dzieci są w domu.
Julia Nachales na nią patrzyła.
Ale kaczka, co wiertacie się, jakbyś jemu nie zdradziła?
Julia, nie mów tak! To twinsy naszego syna. Bo chce dbać o rodzinę, pracować.
Kurka, to on nie zarobi na rodzinę, tylko na przepiciuchy.
Katarzyna westchnęła. Miał rację. Mężyski w Mikołajowie pracują, trzymają się, a Tomasz mówi, że tę głupią kartkę zatrudnienia potrafi rozbić. Jeszcze czego, przebywać przy domu, robić skrzynki na drewno. Miesięczna pensja nie była improwizacja. Katarzyna próbowała nie myśleć o tym. Tylko że on jest inny. I po to, żeby porwać rodzinę, jechał do Gdańska.
Mama! Tam Tata!
Katarzyna przejrzała jeszcze raz w lustrze. Wszystko w porządku. Musi się zachować, żeby nie zdać się na upokorzenie przed mężem. A i sąsiedzi przyskoczyli z ciekawością.
Wyszła, a na trawie już stało Tomasz i zaskoczyła ją kobieta, przywieszona do jego ręki. Kobieta miała jakieś 160 cm wzrostu, intensywnie pomalowana, włosy czerwone, długie.
Katarzyna zamarła. Czuła na sobie spojrzenia sąsiadów. Tomasz otworzył bramkę, wprowadził nieznajomą, przez co wejście było całkowicie zdominowane.
Witaj, Karcia.
Kobieta spojrzała na nią z藐视.
Witaj, Tomasz. Ale cóż to za szow?
Uśmiechnął się niepewnie.
To Ewa… Jak na nią zawrzeć obecność…
Katarzyna poczuła, jak dusza jej opuściła.
A jak ja, jak dzieci?
Zmarszczył się.
Karcia, może nie robić dramatów za bramką? Pojdziemy do domu, pogadamy.
Tymczasem z drzwi wył Julia Nowacka.
Tyle, co przyjechałeś, to i jedź!
Tomasz dostał bucha.
Mamo, ty szczerze, syna własnego bramkujemy?
Nie mam już syna!
Uciekła do środka, bo nogi jej się opuszczały. Na podwórzu:
No tak, Julia! Przecież miał w dupach!
Tomasz stał zaskoczony, a Ewa szarpnęła go za rękę:
Tom, skoro dom sprzedać się nie dał, a mówiłeś, że on twoj?
Katarzyna ledwo utrzymała się w stanie. Dom faktycznie był Toma. Przed ślubem Julia Nowacka go zarejestrowała jako prezent ślubny. Stoi, piękny, dobry. Ojciec ukończył go przed śmiercią.
Jego mąż obrócił się gwałtownie, zacisnął Ewę w garści i ruszył z krok, który mióg być szybszy. Ewa z wysokich butów miała kłopoty, ale kazała się do niego dopchnąć.
Katarzyna wróciła do domu i wylądowała na łóżku. Krzyczała, płakała. Dzieci rzuciły się do niej.
Mama, nie płacz.
Myślała, że świat się załamał, ale okazało się, że jeszcze gorzej może być.
Po tygodniu tuż przy domu zatrzymała się auto. W Mikołajowie było to pierwsze w tym stylu. Wysiedli dwaj. Starszy i młody. Młody ruszył do Katarzyny.
Katarzyna Nowak?
Tak.
Musi Pan natychmiast opuścić dom.
Katarzyna spojrzała na niego osłupiała.
Jak to? Dlaczego ja miałabym opuszczać mój dom?
Dom należał do Tomasza Nowaka. Sprzedano go. Oto dokumenty. Jutro nowy właściciel przyjedzie z rodziną.
Sąsiedzi zbierali się wokół.
Czego szuka ten odpad? Jak pozostawił matkę, żonę, dzieci?
Wiecie co, chodźcie.
Mężczyzna patrzył niepewnie.
Ludzie, nie legle, zakonczony transakcja, wszystko w porządku! Oto dokumenty, ja tylko pośredniczę!
Ale ludzie nie chcieli słuchać. Ktoś pobiegł za komendantem, inaczej by to się zrobiło, a oni by się uderzyli. Komendant się stawił.
Czy możecie przestać? Co się tu działo?
Mężczyzna zaczynał wyjaśniać coś, pokazywał dokumenty. Ludzie w milczeniu się poszli.
Trwała dłuższa rozmowa. Cała Mikołajów zebrała się przy domu. Katarzyna wpieprzyła Julii kilka tablet, dzieci siedziały u babcia. Michał patrzył z gniewem, a bliźniaczki płakały. Nie wiedziały, co się dzieje, ale czuły, że teraz będą mieszkać pod parasolem, a do댁a wchodzi nowi ludzie.
Komendant się odwrócił.
Julia, Katarzyna… Wszystko jest legalne, Tomasz faktycznie sprzedał dom. Można, oczywiście, rozwagi w sąd…
Komendant machnął ręką. Mężczyzna z auto od razu rzucił się do Katarzyny.
Aby jutro dom był pusty, i da… Oto lista mebli, które mają zostać. Nie wszystko, ale wiele.
Wsunął jej kartkę i odjechał. Katarzyna stała z kartką.
Karcia… Karcia…
Obok stała Halina Nowicka. Staruska, zamknięta, sama mieszkała na końcu wsi.
Idź ze mną, Karcia. Mam dużą, a ja tylko w jednej. Może coś się rozwiąże…
Sąsiedzi milcząc pomagali przenieść rzeczy. Nikt nic nie mówił. Czego zrobić?
Upłynął rok…
Hasia, patrzcie, jakie dziewczyny!
Katarzyna uśmiechnęła się. Dziewczynki skończyły pierwszy rok. Przyniosła z szkoły stos gramot.
Julia Nowicka i Halina siedziały przy stole, kolejno patrzyły na dokumenty. W pewnej chwili się przyjaźnili, mogły po kilka godzin siedzieć razem, nosić się z domem. Bardzo szybko Katarzyna zapomniała, kto jest jej prawdziwa rodzina. Choć jak rozróżnić, to i tak nikt nie jest rodzina.
Julia po przeniesieniu upadła do jej nóg.
Przepraszam, Karcia, że wyhodowała taka świństwo. Nie wiem, co zrobić. Mówisz, że odchodżę, to odjem. Zrozumiem cię.
Katarzyna podniosła ją.
Co ty mówisz? Sam kazałam za tego świnią, nie trzymaliście. Nie krępuj się, to nasza rodzina! Rozumiene?
Płakała, objęła, potem dzieci otoczyły, a wszystkie płakały, aż łzy się wyczerpały.
Katarzyna nie chodziła tuż przy dawnej dom. Wiedziała, że teraz to jak letnisk postawili bogaci. Niech to będzie. Jak oni, to nie winne.
Z podwórza wbiegł Michał.
Mama! Mama, tam… Tam Tata!
Katarzyna poczuła ucisk w sercu.
Jak Tata?
Tak! Tata. Stał tam za bramką, z walizką.
Katarzyna spojrzała na staruszek, na milczących dziewczynek. Rozprostowała ramiona i wyszła na dworze, wszyscy za nią.
U bramki stał Tomasz. Ewa rzuciła go pół roku, jak zbankrutował. Wygnała z mieszkania, bo dzielił liquity. Dopiero wtedy zrozumiał, co zrobił. Do Mikołajowa nie mógł wrócić. Ale dokąd? Domu już nie ma. Próbował różnego, ale wszystko źle było. Na jedna ciężka praca, na druga źle płaci, na trzecia tylko szefowie. Obłędy zaspokajali, i decyzja jet: wrócić. Niech Karcia najpierw przeżyje, ale on ma matkę, dzieci. Przebaczą.
Katarzyna przystała na progu, ręce na piersi. Za nią staruszek. Na podwórzu zawracały się ludzie, bo wieści szybko biegają.
Czego chcesz?
Tomasz był zszokowany. Zawsze była lekka, pokorna. Wierzyła w niego. Wykorzystywał jej pokorę. Teraz taki przyjęcie?
Ty jak nie widzisz czterech dzieci!
Wbił się w atak.
A miałabym?
Oczywiście! Być kobieta w domu, przygotować kolację, zapalić saunę…
Katarzyna podniosła brew.
Gdzie jest kolacja, i sauna?
No, nie zaczynaj. Nie mieszkać po trawie. I głodny po drodze jestem. Tyle się spieszył, żeby was zobaczyć, aż nie zjadłem nic.
W tłumie:
Biegnij, świnię! I nie przyspieszyć.
Tomasz westchnął. Już mu się chce spać, i zaczyna się męczyć.
Tylko wejdź, Karcia, coś dać, ogrzać?
A Katarzyna nagle uśmiechnęła się.
Dlaczego nie?
Idzie nie do męża, a do szałasu. Wzięła długie sztylety w ręce i idzie ku niemu. Uśmiech zniknął, ręce mocno trzymają. W tłumie:
Uderzy! Uciekaj, Tomasz!
Tomasz zrozumiał, że uciekać naprawdę. Ale walizka go ograniczała, więc sztylety dobrze wśliznął, prawie walizkę rzucił. Ludzie krzyczeli:
No, Karcia, kopnij jeszcze!
Katarzyna wróciła po dziesięć minut. Szczera, rozżarzona. Objęła wszystkich, staruszków, dzieci.
No to idzcie! Zapomniałam, że kupiłam tort do urodzin dziewczynek.
Zamknęła drzwi. Niech oni sami się grzeją, kiedy już rodzina jest u siebie.
Moja Rodzina



