Moja przyjaciółka, a zarazem chrzestna, wreszcie odeszła od swojego męża, i nie mogę się nacieszyć jej szczęściem.

Dzisiaj tak się cieszę za moją przyjaciółkę i jednocześnie chrzestną, Kingę! W końcu odeszła od swojego męża Krzysztofa, a ten facet to był prawdziwy prezent losu – ani grosza nie zarabiał, tylko ciągle się awanturował i uganiał za każdą spódnicą. A teraz Kinga dzwoni do mnie cała rozpromieniona i chwali się, że jedzie w Bieszczady z nowym znajomym, Jakubem. Az się zakrztusiłam herbatą, gdy to usłyszałam – tak szybko się pozbierała! Ale szczerze? Jestem dla niej niesamowicie szczęśliwa. Zasłużyła na to po wszystkim, co przeszła.

Z Krzysztofem Kinga przeżyła prawie dziesięć lat, a ja przez ten czas tylko myślałam: „Kiedy w końcu go wyślesz tam, gdzie pieprz rośnie?”. Należał do tych mężczyzn, którzy uważają, że ich obecność w domu to już wystarczający wkład. Pracować? Skądże! Za to wieczorami zasiadał na kanapie jak król, domagał się obiadu i jeszcze krytykował gotowanie Kingi. No i te jego „przygody”! Kilka razy przyłapała go na podejrzanych wiadomościach w telefonie, a raz nawet na śladach szminki na koszuli. Oczywiście, wszystkiemu zaprzeczał i zwalał winę na nią: „To przez ciebie!”. Tłumaczyłam jej setki razy: „Rzuć go, jesteś młoda, ładna, znajdziesz sobie porządnego faceta”. Ale ona znosiła to wszystko – czy to z miłości, czy ze strachu przed samotnością.

Aż trzy miesiące temu Kinga w końcu powiedziała dość. Opowiadała mi potem, jak znalazła u Krzysztofa rozmowę z jakąś dziewczyną i jeszcze odkryła, że wydał ich wspólne oszczędności na swoje „wybryki”. To była ostatnia kropla. Spakowała jego rzeczy, wyrzuciła za drzwi i powiedziała: „Kwita, Krzysiu, szukaj sobie nowej naiwniaczki”. Gdy się dowiedziałam, omal nie zaczęłam klaskać. Krzysztof oczywiście próbował wrócić – przychodził z kwiatami, dzwonił z obietnicami poprawy. Ale Kinga była nieugięta. „Dość – powiedziała mi. – Nie chcę już żyć z kimś, kto mnie nie szanuje”.

I zanim się obejrzałam, Kinga dzwoni i z radością opowiada o Jakubie. Poznali się, uwierzcie, w kawiarni. Wpadła po pracy na kawę, a on siedział przy sąsiednim stoliku i czytał książkę. Mówi, że od razu jej się spodobał – elegancki, zadbany, z poczuciem humoru. Rozmowa się potoczyła, wymienili numery. A po dwóch tygodniach Jakub zaproponował wyjazd w Bieszczady – wynajęli domek w górach, jeździli na nartach, chodzili po lesie. „Wyobrażasz sobie – mówi Kinga – on sam wszystko zorganizował, nawet auto wynajął! A Krzysio tylko by jęczał, że to drogie”.

Słuchałam jej i nie mogłam uwierzyć. Kinga, która jeszcze niedawno płakała u mnie w kuchni, teraz się śmieje, snuje plany i opowiada, jak Jakub uczy ją robić włoskie spaghetti. „On nie jest taki, wiesz? – mówi. – On mnie słucha, naprawdę go interesuje, co myślę”. Wtedy zrozumiałam – to nie jest tylko wakacyjny romans. Kinga naprawdę się zakochała, a Jakub wydaje się tym, który może dać jej szczęście.

Oczywiście, plotkom nie było końca. Znajomi już szemrają: „Kinga szybko się pocieszyła, nawet pół roku nie minęło!”. A ja im odpowiadam: „I słusznie! Życie jest jedno, po co ma cierpieć przez takiego jak Krzysztof?”. Niektórzy uważają, że za szybko znalazła nowego. Ale ja widzę, jak odżyła. Wcześniej chodziła z gasnącym spojrzeniem, a teraz śmieje się, żartuje, nawet włosy przefarbowała na kasztanowy. Mówi: „Chcę być piękna dla siebie i dla Jakuba”.

Gdy opowiadała o Bieszczadach, nie wytrzymałam i spytałam: „Kinga, ale kim właściwie jest ten Jakub? Znasz go dobrze?”. Roześmiała się: „Wystarczająco, żeby jechać z nim w góry! Jest programistą, pracuje w jakiejś dobrej firmie, a jeszcze ma kota, którego uwielbia. Normalny facet, nie to co Krzysio”. No cóż, i tak się trochę martwię – nJej historia przypomina mi, że czasem trzeba mieć odwagę, by zamknąć jeden rozdział i otworzyć nowy, pełen nadziei.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − jeden =

Moja przyjaciółka, a zarazem chrzestna, wreszcie odeszła od swojego męża, i nie mogę się nacieszyć jej szczęściem.