Mam kuzynkę Magdę, z którą od dzieciństwa byłyśmy bardzo blisko. Kiedy skończyłam klasę 8, Magda miała 11 lat, i razem pojechałyśmy do miasta, aby się uczyć. Mieszkałyśmy razem w tym samym pokoju w bursie. Mimo że miałyśmy różne kręgi społeczne, to nadal dużo czasu razem spędzałyśmy. W weekendy i święta przyjeżdżałyśmy do naszej rodzinnej wioski. Po studiach Magda wyjechała za miasto i tam została, a ja wróciłam na wieś, do rodzinnego domu.
Niemniej jednak utrzymywałyśmy mocną więź. Kiedy Magda nas odwiedzała ze swoją rodziną, byli to dla nas bardzo ważni goście. Mój mąż i ja rzadko wyjeżdżaliśmy ze wsi do miasta, ponieważ nikt nie mógłby zająć się całym gospodarstwem. Wyjeżdżaliśmy na zaledwie jeden dzień, po czym wracaliśmy do domu. Z biegiem lat, zarówno moje dzieci, jak i Magdy dorosły. W pewnym momencie Magda powiadomiła mnie, że jej córka wychodzi za mąż za tydzień.
– O Madziu, dlaczego o tym tak późno się dowiaduję? Musisz zrozumieć, że muszę znaleźć kogoś, komu powierzę opiekę nad gospodarstwem i jeszcze mieć czas, żeby kupić sukienkę przed ślubem.
– Nie, no co Ty… wszyscy rozumiemy, że ty i twój mąż macie wiele obowiązków.
– W porządku, ale to takie ważne wydarzenie. Ślub jest jeden w życiu. Poprosimy może sąsiadów, żeby pomogli z gospodarstwem.
– Przestań. Możesz nawet nie przyjeżdżać. Wyślij po prostu pieniądze jako prezent, i to wystarczy. Poza tym na weselu będą wszyscy z okolicy, a ty jesteś ze wsi. To może nie wyglądać najlepiej.
Byłam kompletnie zdziwiona tym, co usłyszałam. Zawsze traktowałam rodzinę Magdy w sposób wyjątkowy, a ona stwierdziła, że moja rodzina pochodzi z wioski, mimo że spędziła u nas większość swojego życia. Byłam zraniona, cicho przekazałam pieniądze na ślub, ale przestałam rozmawiać z kuzynką.




